niedziela, 15 października 2017

Och Karol


PWN właśnie wydało książkę którą czytam ja.

"Broń matematycznej zagłady - jak algorytmy zwiększają nierówności i zagrażają demokracji", Cathy O'Neil

Autorka, określana z tyłu okładki jako "weteranka kryzysu finansowego", do 2009 pracowała jako analityk dla funduszy hedgingowych. ("Na tym etapie fundusze hedgingowe wydawały mi się moralnie neutralne"), ale obecnie nurtują ją etyczne dwuznaczności kreowane przez świat Big Data i jego matematyczne narzędzia działające z niekorzyścią dla biednych, niedoinformowanych i nietypowych. Pracując w tej branży (już nie pracuje w funduszach) sama określa stosowane przez niektóre firmy algorytmy, wspomagające podejmowanie decyzji na podstawie wydobytych zewsząd danych, jako odpowiednik frenologii, popularnej w XIX wieku metody wnioskowania o charakterze na podstawie kształtu głowy. 

Docenić należy też polską przedmowę w której czytamy, że obecnie "komputery (...) mogą przyjmować i obrabiać coraz większe zasoby informacji" oraz że "jaskrawym przykładem eksternalizacji kosztów" jest wylewanie przez zakłady przemysłowe toksycznych substancji do rzek. ("Substancje trują ryby, które mogą być zjadane przez ludzi.") Jeśli już o substancjach mowa, to jak wyczytałam w przedmowie, nierówność wzmacniana przez niesprawiedliwe algorytmy polega m.in. na tym, że "dzieciaki z biedniejszych dzielnic" są częściej zatrzymywane za "popalanie marihuany", gdy tymczasem "dzieciaki z zamożnych rodzin, które palą marihuanę lub wciągają kokainę w trakcie domówek w zamkniętych willach" są zostawiane w spokoju. Potwierdziło i ugruntowało to moją opinię, że podwójne standardy są zmorą współczesnego świata.

Uwagę mą zwrócił też, (już w tekście głównym) fragment o "wydawałoby się skutecznej" inicjatywie policji w pewnym mieście w USA, gdzie przedstawiciele władzy dopasowywali swoje wymagania do standardów panujących w danej dzielnicy. "W niektórych dzielnicach oznaczało to, że pijacy musieli trzymać butelki w papierowych torebkach i unikać większych ulic, ale mogli pić w małych uliczkach. Narkomani mogli siedzieć na krawężnikach, ale nie mogli na nich leżeć".

Inna ciekawa rzecz, tym razem znowu z początkowych akapitów przedmowy, to opis pewnego badania przeprowadzonego przez psychologa z Uniwersytetu w Kalifornii. "Paul Piff(...) badał zachowania osób uprzywilejowanych na przykładzie gry... Monopoly". Streszczając: Część losowo wybranych osób otrzymała na starcie więcej pieniędzy i grała według reguł zmodyfikowanych na ich korzyść. "Ci którzy na początku mieli łatwiej, dość szybko zaczęli zachowywać się inaczej niż ich oponenci: przemieszczając pionki po planszy, głośniej stukali o blat, wykonywali triumfalne gesty dominacji. Na stoliku badacze ustawili półmisek z preclami. Osoby uprzywilejowane jadły ich więcej."

Nasuwa mi się porównanie z meczem piłkarskim, kiedy kibice wygrywającej drużyny zatracają się w atawistycznym triumfie i nikt nie zauważa, ile w rzeczywistości zjadł orzeszków w czekoladzie. Nie każdy ma tyle szczęścia żeby, jak autorka, uzyskać stopień doktora nauk matematycznych na Harvardzie. Niektórzy rodzą się za kołem podbiegunowym jako foki i nie mogą doradzać finansistom w Nowym Jorku, nawet jeśli by bardzo chcieli. Jedni popalają kokainę w gorszych dzielnicach, inni jedzą precle na domówkach. Kolejni mają w bród kokosanek, gdy tymczasem ich oponenci jedzą tylko eklery, a triumfalne gesty dominacji znają tylko z filmów. Jeszcze inni zaś "odgrywają niewielką rólkę" w procederze tworzenia narzędzi matematycznych dla przemysłu finansowego, tak by ów mógł wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy "z kieszeni naiwnych", a potem piszą książkę by otworzyć nam oczy i dedykują ją "wszystkim przegranym".
Cenna pozycja, polecam!

Wydawnictwo Naukowe PWN SA, 2017
cena 30-40 zł w różnych sklepach

PS.
Chcę niestety zwrócić uwagę, że w indeksie osób na końcu książki jest wyraźna nadreprezentacja osób na M (Madoff, Bernard, 133) przy wyraźnej dyskryminacji tych na N. Na 96 osób tylko 24 to nazwiska osób żeńskich. Jedna osoba ma nazwisko z łącznikiem. Osoby które nie miały szans na takie nazwisko, mogą poczuć się wykluczone. Dodatkowo osoby z nazwiskami na W i Z zostały umieszczone na końcu spisu. Gdyby nazwiska w indeksie zostały rozmieszczone losowo, zapobieżono by nieuprawnionemu poczuciu wyższości tych na A. Sama idea alfabetu jest przestarzała i sprzyja rozwarstwieniu społecznemu. Dlaczego H jest przed K? W czym lepsze jest G, że stoi przed U?. Czy Z nie zasłużyło na lepszy los?

PS2.
Na okładce wydania ang. widnieje inskrypcja "Bestseller New York Timesa", której w wersji polskiej zabrakło, ale za to w przedmowie mamy pouczający kazus o tym, jak Google personalizuje wyniki wyszukiwania: "Weźmy na przykład pytania o globalne ocieplenie, zadawane przez córkę małżeństwa wielkomiejskich inteligentów i syna rodziców z klasy robotniczej z małego miasta na Podkarpaciu. Dziewczyna (...) wie, że należy sięgać do sprawdzonych, wiarygodnych źródeł, często czytuje New York Timesa oraz przegląda wyniki badań naukowych (...)", a jej źle urodzony kontrprzykład zajmuje się w tym czasie źródłami które podają mu, że pewna postać z Gwiezdnych Wojen miała tak naprawdę "dwie złote nogi, a nie jedną złotą, a jedną srebrną od kolana w dół". Przyznam, że z tymi nogami to sama nie byłam do końca pewna: dwie złote, jedna złota, dwie srebrne, jedna złota do łydki a od łydki srebrna, a druga srebrna do kolana, kolana złote, a od kolana znowu srebrna, czy też wszystko to mistyfikacja, całe to Podkarpacie i Sudety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sądzisz coś o tym lub o tamtym? Uzewnętrznij się. (W pewnych granicach). (Czasem nie odpisuję, albo odpisuję po kilku latach. I takie tam) (Wiem że to nieadaptacyjne.)