czwartek, 3 lutego 2011

Prozodia

niedziela, 16 stycznia 2011

Robak Który Mieszkał w Rzepie




"Był sobie /.../ robak, który mieszkał w rzepie. Durniu, wrzeszczą inne robaki, czemu mieszkasz w tej gorzkiej, wstrętnej, twardej rzepie, kiedy inni tarzają się w ekstazie w dojrzałych czereśniach, w soczystych brzoskwiniach i innych takich? A Robak Który Mieszkał W Rzepie odpowiada na to ponuro: Bo przedtem mieszkałem w jabłku. A teraz to już się boję ruszyć."

List otwarty do królowej Wiktorii, Anna Bojarska

piątek, 14 stycznia 2011

Modern art

"W Zamku Ujazdowskim na wystawie "Państwo - miasto - rzeki". Tytuł
mylący, ponieważ nie ma tam ani państwa, ani miasta, ani rzeki. Nie ma
właściwie nic poza kilkoma instalacjami. Są podobne, ich schemat jest
łatwy do odczytania i do reprodukcji, bo najczęściej sprowadza się do
trzech elementów:

a - ruch. Ruch oglądany na ekranie telewizora. Jest to ruch ciała
człowieka powtarzający się tępo, monotonnie, somnambulicznie - jak u
schizofrenika;
b - dźwięk. Gdzieś z głośnika wydobywa się dźwięk, np. grzmotu,
maszyny, płaczu dziecka, szczekania psa - podobnie jak ruch, także ten
dźwięk powtarza się monotonnie, mechanicznie, jak stukanie kół
jadącego pociągu;
c - przedmiot. Przedmiot to najczęściej jakiś obiekt o kształcie
geometrycznym, jak metalowa tuleja, wypełniona ścinkami i wiórami,
jakieś pudełko, pojemnik na śmieci albo bezużyteczny materac. Każda
rzecz objaśniona jest podpisem, czasami prowokująco zaskakującym. Więc
fragment zardzewiałego łóżka nazywa się "Snem Ariela", stos połamanych
i pogiętych sztućców - "Pożądanie" itd.

Obiekt najlepiej oddający sens tej wystawy, to zawieszony na ścianie
zwykły kinkiet i podpis: "Reinhard Mucha. Lampa z luminoformu. Kabel.
Wtyczka. 1981".

Ryszard Kapuściński Lapidaria IV-V 
 -------------------------------------------------

"Odkryłem również, że uważała się za koneserkę sztuki współczesnej. Aż kipiała gniewem, kiedy powątpiewałem, czy uwielbienie zielonego paska na niebieskim tle ma  j a k i k o l w i e k związek z jego definicją w błyszczącym katalogu, która głosiła że "kreuje iście orientalny nastrój bezkresnego czasu i wiecznej przestrzeni". Oskarżyła mnie o to, iż usiłuję zrujnować cały jej światopogląd, utrzymując - chyba tylko, jak mniemała, w charakterze facecji - że jedynie filister zbałamucony przez namaszczonych imbecylów, którym płacą za pisanie o wystawach, zaakceptuje szmaty, obierki i brudne papiery wyciągnięte z kosza na śmieci, a w dodatku będzie je omawiał w kategoriach "ciepłych plam kolorystycznych" i "łagodnej ironii".

Vladimir Nabokov Patrz na te arlekiny!

niedziela, 17 października 2010

czwartek, 14 października 2010

Dear Ludożercy

Karolina Cicha ma głos od A do Ż, od katakumb do firmamentu (dla porównania, większość muzykantów popularnych ma głos co najwyżej od J do Ó), więc wysłuchanie powyższej pani śpiewającej (zwłaszcza na żywo) dosyć poważnie wstrząsa osierdziem czy innym ośrodkiem metafizy - zależy gdzie kto co ma. Tydzień temu premierę miała jej płyta "Do Ludożerców", do której stworzyłam oprawę graficzną. (W tym miejscu mój uśmiech szablozębny nr 18). Polecamy, bo rzecz jest na całej linii wielce ekspresyjna, emocjonalna, inteligentna, drażniąco-kojąca. (Nie, nie pracuję w pi-arze) (niedawno widziałam ofertę pracy z wymaganiami: "projektowanie elementów graficznych np. ikonografii, przycisków, itp.") (Duża rzecz.) (ikonografia bizantyjska i dwa przyciski - na jutro!)(Koniec dygresji)
Pozdrowienia dla ludożerców, i dla wegetarian też.

Fragmenty grafiki "Do ludożerców"
Myspace Karoliny Cichej