piątek, 30 czerwca 2017

Blue


Człowiek, jak to było już wielokrotnie wspominane,
musi sobie czasem namalować kwiaty.





i posłuchać C. Santany:

piątek, 23 czerwca 2017

A teraz co do grzebienia



"Maluję obrazy jakby były kwiatami które same rozkwitają."
 J. Miró

***

"Mir
ó poznałem w roku 1936 w Londynie (...) siedział w restauracji (...) i jadł najbarwniejszy deser lodowy jaki w życiu widziałem."
(przyjaciel Miró o Miró)

***

(z filmu o Miró pt. "Theatre of dreams")

***

(Wołacz: o, Miró!)




czwartek, 22 czerwca 2017

środa, 21 czerwca 2017

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Niedyspozycja żołądkowa



Patrzta człowieki, napisałam jadowity pamflet sobie a'muzom, a tu w międzyczasie, zupełnie bez konsultacji ze mną, przyznali książce która była tego pamfletu częściowym natchnieniem, paszport z Samotraki, czy jak tam zwą obecnie te nagrody w Polsce  "za sztukę". Znak to, że jeśli chodzi o miłościwie panujące gusta (lub też gusta propagowane), rozmijam się jak wte i nazad. 


Istnieje nurt mocnych książek, bezkompromisowych bolesnych obrazów współczesnej Polski których unikam częściowo ze względu na temat, ale głównie z uwagi na styl. Elementem dobrego stylu jest m.in. wyczucie tego momentu, kiedy w ramach dobrego stylu można użyć złego stylu. Jest to wiedza tajemna i wytwarza się jak każda taka, tylko przez działania alchemiczne: wytapianie, poprawianie poprawek, wchłanianie i przetrawianie cudzych stylów oraz inne podejrzane machinacje na które nie dostarczon przepisu. Oczywiście żeby żonglować tym drugim, trzeba najpierw operować tym pierwszym.

Mocny obraz współczesnej Polski ma na swą obronę przyjacielską pochwałę na obwolucie. Na temat tego co chcą mi sprzedać, piszą nie dość że "opisanie nieopisanego i uniwersalnego jest zadaniem literatury", to jeszcze że "zadanie to zostało spełnione". Fajnie, chciałam to sama ocenić, ale skoro, to cześć. A literatura znowu ma zadania, przed sobą, do spełnienia. Odkryć istotę bytu, na poniedziałek. Ducha krzepić! Lawirować, pytać, kwestionować, zadawać bobu. Wartości humanistyczne rozpropagować, spocznij. 

Współczesna proza kobieca to będą wymioty, menstruacje, ulewki i kierat, kobieta, jak za dawnych niedobrych czasów, definiowana histerią, gruczołem i wydzieliną. Cągle ten sam odkrywczy patent, perpetuum mobile napędzające głośne premiery w nowatorskich teatrach i ekscytujące wywiady z modnymi reżyserami, z których co każdy to źle zamaskowany szarlatan. Jama, poporodowy, atak, wrzeszczący, szew, czerwony, sączyć, rzadki, nagłym ruchem, otępiały, spływać, kapać, wyrzucać, pchać, ciągnąć, obrzucać spojrzeniem, walczy, jarzeniówek, mój, który, doświadczenie, Tomasz Mann powiedziałby, gwałtownie hamuje, wkładam, podgrzewam, patrzy z pogardą, reszta, dźwięczące monety, obrzmiały, wypluwa, wypluwa mnie, fetor, zatrzaskuje, zjełczały. Widziałam ostatnio jak jakaś niewiasta brała z biblioteki całą dyskografię pani E Jelinek.

"Opowieść wielu kobiet" i "autorka która to opisała", oczywiście przez pryzmat, jeśli nie przez soczewkę, i "polskie przedmieścia" i "pokolenie czegoś tam" które przegląda się w lustrze czegoś tam jak w czymśtam, i bohater w którym każdy odnajdzie każdego siebie, i sami nie wiedzą czy opisała (jeśli opisała to reportaż) czy stworzyła i tak dalej. I kolejny realistyczny, oczywiście do bólu, obraz wspólczesnej Polski, bo obrazy wspólczesnej Polski są tylko w mocnym świetle realizmu, ewentualnie zarzyganego realizmu magicznego, zwanego także realizmem patologicznym, który nigdy nie jest dość drążony a co za tym stoi, jest ciągle wdzięczną i niewyczerpaną kopalnią...stop stop...nie możesz tak pisać. Co nie mogę, jak oni mogą, to ja też mogę.

Jest też proza męska, ale tam to się boję zaglądać, tylko czasem przeglądnę w księgarence. Od razu twarz mi się robi ogorzała, nawyki hultajskie, zalewa mnie kwadratowa fala bezpośredniości, bitna się robię. Błyskawicznie naskakuję do pani za kontuarem, wyciągam urok osobisty, proponuję partyjkę, gorzałkę, albo i co gorzej; roją mi się carskie wojska maszerujące, patrzę w dowód, co psiekurwa, Franz Jozef się nazywam, zaraz teraz jakaś przygoda, burdelik, okopy, stylizacja, brutalizacja, krynoliny, cała rekwizytornia wyciągnięta i przyniesiona, nie wiadomo po co, jak zwykle. Bladzi jesteśmy, to potrzebujemy kolorytu. Akcja książki dzieje się w Generalnej Guberni. Mlody XY...jest świadkiem...inicjacja...ostrzał...ucieczka...wątek miłosny...dylemat moralny...wątek małego kościólka...armia rosyjska...błoto...sępy...wilkołaki...kruki, hieny, tygrysy, lamparty, żyrafy...objawienie...odnalezienie manuskryptu...odnalezienie nagrobka pradziadka...odnalezienie pierścienia pradziadka...przyzba, izba, chudoba, wyzysk...wynędzniały osioł...wiejska prostaczka...bębni stopami po gumnie...krzyki, wrzaski, pochodnie...kolby karabinów...twarze ogorzałe a prymitywne a proste a dobre a mądre a złe a głupie...mądrości ludowe!...wszystko to mi się śni i mam nadzieję że zaraz się obudzę.

Mam wrażenie że wspólczesna lit. pol. czerpie ze skrzynicy ustawionej raz a na zawsze, dostarczającej wciąż nowych podniet na te same tematy. Na obiad zawsze dają diagnozę współczesnej przede wszystkim codzienności, przefiltrowanej przez konsumpcyjną mentalność, albo odwrotnie, mi się już wszystko powoli pierdoli. Na deser rozliczenie z przeszłością w której każdy był wątpliwy moralnie, kostiumy z epoki i dziarska stylizacja. Po którą sztancę dziś sięgnąć, mistrzu? Ten catering mnie nie zachwyca, ja już dawno temu przestałam to jeść i żywię się konserwami. A wy jak tam chcecie.

Mimo to wolałabym, żeby mnie i mojego pokolenia CH nie rozszczepiał w swoim pryzmacie żaden tego typu autor. Niech lepiej tego nie robi, niech nie opisuje moich-swoich przemyśleń rodzących się w hali całodobowego supermarketu. Lepiej żeby nie przyszywał mi własnych podrzędnych idei. Musi być jakaś różnica między pamiętniczkiem z kolejnego dnia a sztuką. Nielinearność przełożenia. Jakaś idea, choćby i o chudych skrzydełkach. Malutka ideyjka której nie da rady wydedukować z okładki. Kunszt a wyrzyg - znajdź 10 różnic i zaznacz kwadratowym kółeczkiem.

I kiedy to daliście się podejść i zredukować, i twierdzicie że te smętne fotostory z manekinami to prawda o i duchowa strawa na teraźniejszość. Taka proza przygnębia mnie bardziej niż rzeczywistość i to jest chyba jej główne osiagnięcie, amen.

dodatek
wypisy dla klasy osiemdziesiątej:

Zaznaczam, że nie czytałam, i opieram się tylko na darmowym fragmencie udostępnionym przez wydawcę

pierwsza strona: "drobne stoiska [...] uplasowane wdzięcznie pośrodku przestronnych alejek" (orzeszkowa)*
druga: "na leżąco mam silne nudności które kończą się ulgą w postaci wymiotów" (karta pacjenta)
trzecia: "obkładanie się pilnymi dedlajnami" (serio? serio? sen to czy jawa?)
czwarta: "kwaśny ślinotok, preludium szlochu" (władysław mozart)

*(i to jest ten moment w którym odkładam prozę. niektórzy uczyniliby to już zapewne przy zdaniu "Asortyment jest szeroki.". Co mnie zdumiewa, to ilość osób, które tego nie uczyniły.)

(Niestety, zwrot "uplasowane wdzięcznie" już ze mną zostanie na zawsze, i razem z nim cały wszechświat dygających skojarzeń w krótkich spódniczkach, z warkoczykami ozdobionymi satynowymi kokardkami, z polatującymi tu i ówdzie i ówdzie jaskólkami, GDYŻ alejki są przestronne, na tyle przestronne że swobodnie przejedzie tam, i karoca, i powóz jaśniepaństwa, zdążających z wizytą do sąsiedniego majątku gdzie, mają nadzieję, dorastający paniczyk osiągnął już wymagane konwencją parametry, znacząco zwiększając prawdopodobieństwo korzystnego mariażu z ich córką o brzoskwiniowej lekko piegowatej cerze, całymi popołudniami haftującej lniane serwetki we wzorki będące zwiastunem niechybnego obłędu, ulga w postaci wymiotów? Może doktór nie zdążył dojechać, konie utknęły w błotnistym wąwozie, a wysłany z wiadomością stangret na rozstaju dróg wybrał złą drogę, zbłądziwszy do sąsiedniej wioski, lustrzanego odbicia tej właściwej, i zawezwany ostatecznie znachór zalecił obkładanie się pilnymi dedlajnami. To dlatego wszyscy biegali potem w dziwnej malignie po łąkach i szukali owych pilnych dedlajnów, które, a był to późny październik, odleciały już dawno do ciepłych krajów. Ale kto miał o tym wiedzieć. Bo przecież nie zarządca majątku we własnej osobie, on miał na swej łysej głowie ważniejsze sprawy. Dwie kopalnie dyjamentów zbankrutowały, a kupcy z dalekiego Indochinu słali niepokojące telegramy: podobno szykuje się przewrót w pałacu, który uniemożliwi 

oraz materiałach promocyjnych wydawcy, będących często sztuką samą w'sobie

"ubrana w introwertyczną narrację opowieść wielu kobiet, które dotknął kryzys związany z urodzeniem dziecka." (...) surowy obraz codzienności umęczonej i wypartej, opisanej z wielkim literackim kunsztem. Ten tekst jest surowy, matowy, chirurgiczny jak Haneke. (...) Zazdroszczę Natalii, że wpadła na pomysł opisania tego wszystkiego przez pryzmat wizyt w centrach handlowych, które uważamy za coś nieważnego i wstydliwego. Opisanie nieopisanego i uniwersalnego jest prawdziwym zadaniem literatury i to zadanie zostało w tym tekście spełnione. Jeśli jesteście osobami, które wiedzą jak to jest obserwować rzeczywistość znad kartonowego kubka z tanią kawą w Tesco, ta książka jest dla Was.(...)" NIE, NIE JESTEŚMY. KAWA TYLKO DROGA.
I tak dalej w ten wzorek: "mocny i realistyczny obraz współczesnej Polski widzianej oczami młodych ludzi wchodzących w dorosłość:, "opis polskich przedmieść, codziennej pracy i obowiązków. Działający jak uderzenie pięścią manifest pokolenia prekariatu.(...) opowieść o kobiecym doświadczeniu, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Bezkompromisowa, mądra, do bólu prawdziwa."

Taką mam metodę krytyczną.

Zaznaczam też, że przy pisaniu powyższego tekstu nie obkładałam się pilnymi dedlajnami. Trochę było mi niedobrze, możliwe że to ten śledź albo przedwczorajszy gulasz, człowiek nigdy do końca nie wie, dopóki nie wyrzyga.

Drugą walutą spółczesnego świata jest bowiem, co nieoczywiste, współczucie, dlatego każdy kogo życie kopnie w kostkę zdobywa automatyczną nominację pisarską, wstępną przychylność systemu oraz szansę na ekranizację, a ewentualne zarzuty o formę artystyczną, może zawsze odeprzeć autentyzmem przeżyć. I tak się bawią na wystawnych kolacjach: treść bez formy i forma bez treści. Czasem ktoś oberwie zgniłym halibutem i od razu jest temat na następną książkę. Jest to oczywista głos z mojego świata w którym weryzm z zacięciem społecznym służy co najwyżej do podpierania chwiejącego się stoliczka, jako metoda która zużyła się od razu po wynalezieniu. 

Ponadto: jak może być, do stu tysięcy sfilcowanych belzebubów, opowieść ubrana w narrację. Introwertyczna opowieść wielu kobiet o najwyraźniej wspólnej jaźni. Wspaniały przyczynek do dyskursu. Wyparta codzienność - gdzie, skąd, jak, za ile. Każdy jest teraz Zygmuntem Freudem?

sobota, 17 czerwca 2017

Bydygy


Drogi pamiętniczeczku!


Pewnie nie wiesz, ale wczoraj przy rynku głównym w bydygy jakaś pani czytała przez mikrofon fragmenty Apokalipsy, a 20 metrów dalej ludzie jedli lody i świeciło słońce. Tak też można! I to zupełnie za darmo! A studenciaki (same one) oddają do biblioteki: Kodeks prawa cywilnego, Twórczość Franciszka Rabelais i inne straszliwe księgi. Won z tym psińcem, już wakacje. Niecierpliwość w powietrzu.

środa, 14 czerwca 2017

WF



Drogi Pamiętniczku!


Czytam "Dziennik" Osieckiej (rok maturalny, 1952) i przyznam, że mnie te krzepkie fidrygałki głównie irytują. (Z tym że mnie wszystko irytuje, więc nie jestem miarodajna). Dobry obrazek z epoki. Ciągle ktoś tam wchodzi, wychodzi, przychodzi, przyjeżdża, odjeżdża, aż mnie nosi żeby zakrzyknąć: Usiądźże na dupie, kobieto!

Ponadto w przypisach ciągle wyjaśniają kto to był Tuwim, Gałczyński i Stalin. Zastanawiam się czy jest to:
a) dobry żart tynfa wart
b) wyraz słabo zawoalowanej pogardy
c) znak przesunięcia epok którego to nie zauważyłam
d) coś innego

Deszcz będzie padał albo będzie nie padał. Niebo ciągle zasnute smętną pleśnią. Lekkość bytu jednak mnie mierzi. Ale rozumiem, że mogą być różne ciężkości, gdyż nie ma nic tak demokratycznego jak Sztuka.
Tyle w kwestii kontaktów z kulturą słowa pisanego.


piątek, 2 czerwca 2017

Kwadrad

kolejny odcinek kombinatorycznej serii której poprzednie odcinki to: Style, Hrząszcz, Chebel, Koper, Fotony; z rozwidleniami w postaci: Reportaż, Bezdroża i kurniki (to ostatnie to dla zaawansowanych)

z poskramiaczką wielbłądów, psycholożką, podróżniczką rozmawia Mapa Fizyczna Europy


Haniu, słyszałam że wynalazłaś koło?
Tak, wczoraj wieczorem dokonałam tego odkrycia. I bardzo bym chciała żeby ludzie mieli praktyczny pożytek z mojego wynalazku. Marzy mi się że wszyscy zaczną przemieszczać się w szybszym tempie i będą mieli więcej czasu na związki. Na naszych warsztatach wynajdujemy też inne figury geometryczne. Niedawno nasza koleżanka odkryła kwadrat - wyobraź sobie, to był pierwszy raz w jej życiu, gdy miała bliski kontakt z figurą geometryczną. Kwadrat ma wiele zastosowań w codziennym życiu: na przykład można zrobić z niego stół, lub można z niego nic nie robić, można go zostawić takim jaki jest.

Stół jest u ciebie centrum życia rodzinnego?
Tak, często przy nim siedzimy. Bez stołu to nie byłoby to samo. Nie da się siedzieć przy stole bez stołu.

Krzesła też są ważne.
Przeciętny Polak zjada rocznie 500 kg krzeseł i tylko 500 kg sałaty. To są zatrważające dane.

Dlaczego?
Polak w sklepie czuje się zagubiony, popatruje na sufit i obgryza rękawy od kurtki. Francuz natomiast instynktownie kieruje się do działu z odzieżą i warzywami. Kiedyś każdy Polak pracował fizycznie, dziś co drugi pracuje psychicznie lub umysłowo - to odbija się na naszym zdrowiu. Przed II wojną światową społeczeństwa było więcej niż po II wojnie światowej, a jedzenia było tyle samo, dlatego każdy jadł mniej. Chłop musiał wybrać: czy wymaca kurę czy żonę, czasu było mało a dnie krótkie. Ziemiaństwo jadło ziemię, a arystokracja ciastka. Zmieniło się to dopiero w PRLu, gdy wszyscy upchnęliśmy swoją duszę do meblościanek z wielkiej płyty. Śpiewał o tym Jacek Kaczmarek.

Z drugiej strony, tylko 3% Polaków umie się prawidłowo uczesać, a 72% nie zna znaczenia słowa "szpadel".
W nas, Polakach ciągle pełno jest obrzydliwych nawyków, średniowiecznych przywar i postkomunistycznego chamstwa. Najchętniej żarlibyście słoninę z kluskami i zapijali litrami wódki, albo te wasze hamburgery z parówką. Te wasze wąsy zanurzone w kompocie, to chłeptanie tłuszczu z karkówki, ten typowo polski chorobliwy lęk przed warzywem liściastym. To wszystko ma wytłumaczenie w naszej przeszłości. Jesteśmy tacy jacy jesteśmy, bo inni nie możemy być. Ale to się teraz zmienia, więcej jest surówek i przypraw, ludzie częściej myją zlewozmywak. 

Skąd u ciebie to zainteresowanie figurami geometrycznymi?
Figury geometryczne uwielbiam od dzieciństwa: gdy w sklepach nie było jeszcze zabawek, wycinałam je sobie z papieru. Wiesz ile frajdy dziecko może mieć z ośmiokąta?

Zmieńmy temat bo to głupie. Stolica Rumunii?
Budapeszt?

Być może. A mistrz Tofu? Podobno znałaś go osobiście? Prawda to?
Studiowaliśmy razem na Uniwersytecie Uniwersalistycznym, z tym że ja na wydziale Teologii Przypraw i Dodatków do Żywności, a on na Kognitywistyce Dworców Autobusowych. Pamiętam go z zajęć z Eschatologii Codzienności. Pisał potem doktorat z duchowości kapci. Zwykł mawiać: "o poranku bądź jak trawa: giętki, zielony i elastyczny". W 1973r. zawładnął ośrodkiem surfingowym w Kalifornii, potem nasze ścieżki się rozeszły.

Istnieją przekazy, że znał się z Jenkinsem, tym Jenkinsem?
O tak, chodzili razem na dzi... Na dziki, uwielbiali dziki, szczególnie wśród dzikiej przyrody, mówili że jest w nich taka dzikość. Często łapali wtedy synogarlice.

Co ważnego jest w naukach mistrza Tofu?
On wielokrotnie mówił, że ludziom Zachodu, którzy zatracili kontakt ze swoją duchowością, można wcisnąć każdy kit. Człowiek Zachodu od zawsze jest bardzo pogubiony, nie wie gdzie ma przód a gdzie tył. Charakterystyczne dla nich jest to ciągłe rozglądanie się za kimś, kto poprowadzi do wodopoju, ta tęsknota za transcendencja przychodząca z zewnątrz. Niektórzy z nich wciąż wierzą że Bóg jest kalarepą czy cukinią, inni nawet nie zauważyli że żyją. Co tu dopiero mówić o jakichś wyższych stanach świadomości, gdy ktoś cały dzień próbuje założyć sweter na tyłek, albo szuka skarpetek po bożym świecie. Pozwól, że opowiem ulubioną przypowieść mistrza Tofu. Pewien człowiek który zgubił zegarek, obudził się rano i spostrzegł że nie ma zegarka, ale czas nadal płynie. Przyszedł do niego mistrz duchowy i spytał go: "która godzina w twoim sercu?". Wtedy ten człowiek podskoczył radośnie. Pomyślał, ależ głupcem byłem - próbowałem latarką oświetlić słońce. Nic się nie zmieniło, ale nie mam zegarka. Taki z tego morał.

Jaki konkretnie?
Wskocz do rzeki czasu bez zegarka. Obudź się rano i po prostu smakuj istnienie. Istnienie objawi się gdy będziesz cichy i spokojny. Bądź otwarty na szemranie deszczu. Śpiewaj razem z ptakami. Wsłuchaj się w swoją arytmię. Patrz na ludzi, jak idą drogą. Idź swoją drogą. Kasuj bilety. Jedz dużo kopru.

A to wiechcie, tam, za portretem Stalina, to co to jest?
To perz japoński, najzdrowsze warzywo na świecie. 

Bardziej zdrowsze niż melasa mandżurska?
Tak, około miliarda razy. Przybiega na metę 3 godziny przed melasą i 5 godzin przed szpinakiem. Odstrasza komary, wolne rodniki i stres cywilizacyjny. Autochtoni wyplatają z niego estetyczne peruczki zakończone takim, ot, kiwadełkiem.