środa, 7 listopada 2018

Nosorożec



Znany bardzo stary pisarz nosi zielone spodnie na szelkach, brązową kamizelę i wypłowiały szary sweter koloru ziemi o mankietach ubrudzonych łojem. Zastanawiając się nad odpowiedzią rusza kępkami włosów w nosie i drapie się za uchem. W przerwach między pytaniami charczy w chusteczkę. Jednym okiem łypie na nogi dziennikarki, drugim dyskretnie zezuje na zegar z kukułką. Gdy wymawia słowo "iluzoryczny" w kąciku ust pojawia mu się bąbelek śliny, który chwilę potem pęka i powoli spływa z brody na szyję. Z ucha cieknie mu ropa. Obok biurka na którym powstawały "Stepy nieskończone", "Historia Jana ze Zgierza" i "Stąd do przedwczoraj" stoi klubowy fotel z papierośnicą. Na stoliczku obok czekają makowiec, drożdżówka, kanapka z szynką, butelka whisky i wczorajsza zupa w wazonie. Pod fotelem piętrzą się stosy czasopism: "Literatura na świecie", "Przegląd literacki", "Zajady praktyczne", "Almanach pornograficzno-literacki". Kto by pomyślał że ten stary dziad jest jednym z najwybitniejszych pisarzy na świecie, dwukrotnie prawie nominowanym do słynnej nagrody. Gdy stoi w kolejce do poradni urologicznej, nikt nie jest w stanie odróżnić autora "Dnia Ulissesa" i "Sonetów słodkowodnych" od innych obecnych tam biedaczyn. A jednak to właśnie on napisał kanoniczne "Archetypy księżycowe", "Wiatr północny" i bestsellerową "Prawdę powszechną". Gdy macham mu przed nosem ostatnim wydaniem jego "Dzieł zebranych" ledwie odróżnia mnie od doniczki z paprocią. 



Wygodnie panu?
Jak mawiali starożytni, w tym cały ambaras, że dupa nie ma oczu.

Wykropkujemy to.
Nie, zostawcie. Proszę zostawić. Pan redaktor będzie się zżymał, że taki ze mnie purysta. A pisarz musi czasem przypierdolić konkretnym wyrazem, to w końcu jego materia.

Jakie napotykasz ostatnio twórcze wyzwania? 
Jak śpię to mi się zawsze podwinie nogawica od piżamy i zroluje pod kolanem. Przewracam się wtedy do rana, bo nie mogę się zdecydować czy usiąść i ją poprawić, czy spać dalej. Jeśli ją poprawię to mi naleci zimna pod kołdrę. A jak nie poprawię to mi noga zdrętwieje. "Pociąg do Zawichostu" powstał właśnie w takich warunkach.

Podobno bywa pan na rybach? Jak doświadczenie wędkarskie wpływa na twoją twórczość?
Wstaję rano i patrzę jaka jest pogoda. Gdy jest mżysto to od razu przychodzi mi na myśl, żeby powędkować. W deszczu karpie lepiej biorą. A ryba ma tak, że pysk ma z przodu, a oczy po bokach. Pan Bóg jak stwarzał rybę to musiał się zainspirować kurą. Dlatego ryba to dla mnie jest drób wodny, tak ja to widzę.

Mówi się że "carpe diem". Czyżby Horacy miał rację?
Wydaje mi się że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ja ostatnio czytałem Przegląd Sportowy, a w nim wywiad z Markiem Lewandowskim. On podobno lepiej strzela gole lewą niż prawą nogą. Ja też golę się od pięćdziesięciu lat tą samą ręką. To są kwestie względne, każdy sobie rybkę skrobie. Z Horacym łączy mnie głównie płeć.

Inklinacja ku jednej nodze bierze się zatem z wrodzonych predyspozycji a nie z wychowania?
Myśmy z żoną dzieci już wychowali. Córa poszła na swoje, syn się ożenił. Jest bardziej pusto, ale z drugiej strony większa przestrzeń do zagospodarowania. Ludzie ponastawiają mebli po ścianach, że przejść nie można. A ja tak mam, że muszę widzieć, gdzie kończy się podłoga, a gdzie zaczyna ściana. Podchorąży nie zdąży...,  zna pani to przysłowie.

Czyli lepiej mieć mniej? Czy to popularne hamletowskie "mieć czy być" ma dziś rację bytu?
Powiem pani tak... kiedyś trzeba było nosić czapki uszanki, nazywaliśmy je czapki-uszatki albo usznoje ustrojstwa.

Dlaczego?
Bo wichry więcej wiały i było zimniej. Teraz przez wieżowce jest mniejszy podmuch, ale za to na mostach wieje w dwójnasób.

Może to ów słynny wiatr historii?
I nigdzie tych czapek nie można było dostać. Ja wymieniałem je za jemeńskie dolary na Placu Zamkowym. Przyjeżdżał gość spod Leszna, miał całą furmankę tych czapek. Mówił z tym charakterystycznym wschodnim zaśpiewem "czapków, czapków, pan nabierze czapków". Zrobiłem wtedy zapas na 500 lat i mam je do dzisiaj. To nie to samo co te dzisiejsze wynalazki, jakieś rajtuzy z klimatyzacją, normalny facet tego nie ubierze.

Interesujesz się żonglowaniem?
Tylko żonglowaniem ideami. Zobacz, np. u Dostojewskiego nie ma tego jasnego mroku, jak to się powszechnie mówi, tam są teatralne kontrasty oświetleniowe. Za to u Tołstoja jest światło wewnętrzne rozproszone. On pisał całe życie na kolanie, obgryzionym ołówkiem. Nawet stołu sobie odmawiał. Ale za to Słowacki lubiał na otomanie. Nie ma reguły. I w tych czapkach, że tak powiem, nosiłem sobie zupę ogórkową do pracy. Dlatego nazywali mnie na brygadzie "dwuuszankowcem".

Bo drugą miałeś na głowie.
Dokładnie!
I kiedyś, jeden facet w Ciechocinku spytał mnie czy nie jest mi za ciepło latem. Bo upały były milenijne, a ja chadzałem konsekwentnie w tej mojej czapince. A on uparł się żeby zmierzyć temperaturę na moim czole, i okazało się że u mnie pod czapką jest 38 stopni, a na zewnątrz jest 40 stopni. I wyszło na moje, że u mnie jest chłodniej. Pokazał mi potem swoją kolekcję starodruków oraz miodów pitnych i gaworzyliśmy do rana. Zacny gość, pisujemy do siebie listy gęsim piórem.

Podobno w czasach twojej młodości południową część Eurazji pokrywał lodowiec?
Mieliśmy trzykołowe sweterki, i koniki, i zalewajki. Mydło było tylko w piątki. Kto odziedziczył po dziadku wędzonkę ten mógł czuć się krezusem. Bóg widział i nie grzmiał. Napoleon był jeszcze taki młody, taki młody. Przeskakiwał rzeczkę z rozbiegu, dziewczynom to się podobało. Generalnie nie chciałbym tu zahaczać o sielankę pasterską, ale przez pierwsze dziesięć lat życia budziło mnie pianie koguta i dobrze na tym wyszedłem.

Czy to prawda że cywilizacja tłumi w nas ten pierwotny elan vital? Co sądzisz o czarnych dziurach? Jak możemy zdefiniować zagadnienie życia po śmierci nie wpadając w eschatologiczną drżączkę?
W mojej książce "Kiełbasa na grilla" to samo pytanie zadaje John Schabowy. Facet nosi przez cały dzień kawałek sernika w kamaszach, aby zjeść go wieczorem. Mozoliłem się nad tą postacią, ażeby przydać jej kanciastych rysów, doklejałem krzaczaste brwi, czerniłem lico, ale i tak postać stworzyła się sama pod piórem. Nie należy traktować życia jako zadania, trzeba pozwolić mu się rozwinąć, rozperkolić jak tęcza nad wodospadem, lunąć rzęsistą ulewą, i wdychać opary majowych lip, które tak pięknie kwitną co roku.

Tak, rok ma symboliczne dwanaście miesięcy. A miesiąc to po staropolsku księżyc.
A wiesz że chudoba to po staroinkasku gęsiarka? To się wymawia z akcentem na głoskę białą, to wtedy brzmi jak czurada. A czurada to ryba słodkowodna, wielbiona w północnym Tadżykistanie.

Zabawne, zatoczyliśmy takie koło, elokwentnie wracając do tematu od którego zaczęliśmy.
I Ziemia też ma kształt koła. Taki zbieg okoliczności. 

Wiele rzeczy ma kształt koła.
To naprawdę zabawne. Nigdy tak o tym nie myślałem.


***
W mym artykule podjęłam temat opisywania pisarzy w manierze fizjologicznej, jak nosorożca właśnie aklimatyzowanego w miejskim zoo, w opisie którego znaczną uwagę poświęca się poidłom, barwie sztucznych kamieni i niedojedzonemu melonowi w cieniu swojskich trzcin udających afrykańskie dzicze. Należy zamieścić przepis na ulubione ciasto pisarza-nosorożca, opisać jego nosorożcze nawyki, to że lubi drapanie po grzbiecie i że czasem wieczorem tarza się w kurzu. Zgrabność frazy rekompensowana przez niezgrabność postaci. Nie starcza mu już zgrabności. Pisze.




wtorek, 30 października 2018

Co tyczasz



Co tyczasz czyli wiersz postwmordenistyczny

skonstruowany z samych cudzych wymędów
jak jeż najeżony pułapkami interpretacyjnymi
i smętny

faramuszki jurystyczne
bebechy dobrego myślenia
okulary ropimpetów
skarga adwokatów przeciwko zniesieniu kubanów
apologia tegoż przeciw tym którzy twierdzą, iż muł papieski jada jeno o swoich godzinach
almanach wiecznotrwały dla podagryków i francowatych

ze srogim impetem
kumie
moja w tym głowa
przyrodzonego
barbarzyńcy pustoszyli

albina powiodła sergiusza w prawo
kolumnady
schron niewinności
wyżej wykwitały

wiszę mu kabonę
polipów straszne zwoje
habit
pająki czterogębne

wirylny
mam-li się żenić czy nie?

sobota, 27 października 2018

Szacun


Niezły przypał - śmieje się profesor. Pani spojrzy jak lokalsi gromadzą się pod oknami kawiarni, chcąc rzucić okiem na moje wegańskie latte - dodaje. Podążam wzrokiem i widzę jak jakaś gruba baba, z nosem w swoim złotym Iphon 8 przewraca się o swoją torebkę i upada wprost w kałużę. Ale przypał - powtarza profesor. Otaczająca nas siermiężność jest jednocześnie swojska i obca, pozbawiona transcendencji, przesycona smogiem i beznadziejnością. Jakieś małe dziecko dłubie w nosie figurką plastikowego chomika. Ciemne postacie złowrogo charczą przy barze. Specjalnie wybrałam to miejsce na rozmowę o nowej książce Jowity Barłóg "Samotność w promocji". Zamawiamy pół litra, śledzie i wiadro kiszonych ogórków, które przynosi nam umorusane bosonogie pięcioletnie dziecko właścicielki, ubrane tylko w markową koszulkę i dżinsy typu boyfriend.


(profesor zapala beznikotynowego papierosa) Powiem tak. Trzeba wejść w tą książkę całym sobą. Zaczerpnąć tego nieświeżego zgniłego powietrza którym oddychamy. Zaprzyjaźnić się z dresiarzem podejrzanej konduity. Gdy jej bohater mówi "w chuj z tym", my wiemy że ten niemy sprzeciw przeciwko chorobom cywilizacyjnym które go drążą, znajdzie wyraz w kolejnej nawijce, w której da wyraz gorzkiej prawdzie o nas samych. I my tę prawdę kupimy, my powiemy "jestem na tak".

Główny bohater tej książki, Adrian, nie stroni od kieliszka, zdarza mu się przekląć czy przejść na czerwonym świetle. A jednocześnie coś tam mu świta, że jest częścią większej całości, większego metafizycznego planu, umie czasem zapatrzeć się na rozgwieżdżone niebo. To jest taki człowiek uniwersalny z którym możemy się zidentyfikować, bohater naszych czasów. 

Jego narzeczona, Patrycja, z kolei wszystko chciałaby mieć dizajnerskie i nie dostrzega ironii. A ironia w tej książce czai się na każdym kroku. "Samotność w promocji" jest w istocie wielogłosowym rapowanym pamfletem na nasz świat w którym nawet sens życia został skomercjalizowany i opatrzony etykietą "na sprzedaż". W pogoni za namiastką bliskości, odarci ze złudzeń, samotni, uwięzieni we wszechświatach prostopadłych, nie mamy szans na autentyczne spotkanie. 

W świecie szarej rzeczywistości przesyconej komercją erozja więzów międzyludzkich dzieje się na naszych oczach i to się na bieżąco odbija w języku jakim mówimy, jakim mówię ja, jakim mówi pani, pan, pani dziecko, koledzy pani dziecka i sprzedawczyni w spożywczaku. To są te zjawiska o których mówię.

Patrzę jak profesor naprędce rzeźbi w bitej śmietanie kilka najważniejszych postaci popkultury. Z odmętów laktozy wyłania się Batman, Superman i bohaterowie serialu "Przyjaciele". Jeden ruch łyżeczką i amorficzna masa przyjmuje kształt Papy Smerfa. Choć na usta cisną mi się różne niecenzuralne słowa zachwytu, kwituję ten wybuch kreatywności szczerym "kurwa mać".

Jeśli wsłuchamy się w ten idiolekt idioty, to mamy szansę dostrzec jak główny bohater powoli przeprowadza coś w rodzaju dekonstrukcji swojej podmiotowości. To nie jest tylko zwykłe grzebanie w uchu. Ważne jest, co on z tego ucha wyciąga, jakie artefakty współczesności wydobywa na światło dzienne. Jeśli ktoś za 500 milionów lat zbada szczątki naszej cywilizacji, znajdzie tylko puste skorupy człowieczej samotności, zmumifikowane opakowania po pizzy, aluminiowe śmieci, resztki telewizorów plazmowych. To jest genialna diagnoza wszystkiego co nas dręczy i ja tę diagnozę kupuję w ciemno. Wulgarne, prymitywne postacie, jak to u Barłóg, rozmawiające ze sobą szczekliwymi równoważnikami zdań, zanik uczuć niższych, lichota, dojmująca samotność i wszechobecne kompleksy to nasz wstydliwy gorzki portret własny, w którym przeglądamy się jak w lustrze.

Główny bohater pokątnie handluje pastylkami na gardło, próbuje jakoś wiązać koniec z drugim końcem. Jego dziunia, miss blokowisk, usilnie drąży temat ożenku, a tu kiszka, chłopak nie chce się hajtać. To jest fabuła, ale jej metakontekst jest głębszy. Autorka punktuje i ośmiesza nasze wstydliwe przywary, całą naszą drobnomieszczańskość, zew krwi, nieumiejętność parkowania, krzywe nogi, korporacyjny bełkot. Cała ta szydera jest częścią przemyślanej gry literackiej, bezlitośnie ukazującej stosunek Polaków do Polaków.

To nie jest wydelikacona wizja oderwanego od świata humanisty. To brutalne dzieło które, mówiąc kolokwialnie, leje nas w mordę swoją autentycznością, tylko po to by chwilę potem zaserwować nam sążnistego kopniaka w cztery litery i poprawić sztachetą przez łeb. Barłóg ma wyjątkowe ucho językowe i potrafi ten cały szlam wychwycić, okiełznać i ułożyć z niego zgrabną opowieść. Tłuste bity z samego jądra ciemności sprawią że nie tylko uchachamy się na maxa, ale też pojawi się autorefleksja, pojawiająca się gdy w praktyce poznajemy prawdę o sobie.

poniedziałek, 22 października 2018

Krótkie dystanse


Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami, wyd. Książkowe klimaty, 2016

czwartek, 18 października 2018

Socjolog ówczesny


Czy wiesz że...



Rainer Maria Rilke otrzymał na chrzcie imiona Rene, Karol, Wilhelm, Johann, Józef, Maria?

***

Paul Ree w swojej pracy doktorskiej bronił m.in. tezy Progressus moralis nullus est in rebus humanis?

***

Wiadomość dla Rilkego "Jeśliby kiedykolwiek w przyszłości było Ci ciężko na duszy, znajdziesz u nas zawsze dom w tej najgorszej godzinie" Lou Salome napisała na odwrotnej stronie rachunku za mleko?

***

Niektóre cytaty trzeba przytaczać w całości by objawiła się ich groza i potęga? ("Ferdynand Tonnies, wybijający się socjolog ówczesny, autor książki Wspólnota i społeczeństwo, który wraz z przyszłym psychogiem eksperymentalnym Hermannem Ebbighausem, filozofem, specjalistą od metafizyki, Ludwikiem Hallerem, historykiem Hansem Delbruckiem, schopenhauerzystą Pawłem Deussenem, kantystą Henrykiem Romundtem, poetą i filozofem Henrykiem von Stein, filologiem klasycznym W. Halbfassem oraz całą gromadą innych utalentowanych młodych ludzi, zbuntowanych przeciwko starym ideom, prawom i strukturom moralno-etycznym i społecznym, należał do ścisłego kółka osób bliskich Lou i jej towarzyszowi w Berlinie")

***

R.M. Rilke pisze w dzienniku schmargendorfskim słowa o wspaniałym rytmie? "Dni i noce nad Wołgą, na tym cicho toczącym się morzu wód, wiele dni i wiele nocy: ogromna szeroka toń, wysoki, wysoki las na jednym brzegu, a za drugim bezkresny step, na którym nawet wielkie miasta wyglądają jak niepozorne chaty i namioty. Tutaj człowiek uczy się wszelkich wymiarów. Widzi: kraj jest wielki, rzeka wielka, lecz niebo ogromniejsze nad wszystko."?

***

Rainer Maria Rilke potrzebował tylko małego kącika? ("Droga Lou, mnie trzeba tylko małego kącika. Naturalnie, przywiozę z sobą łóżko polowe, zabiorę poza tym, wszystko co trzeba.")

***

Rainer Maria Rilke miał oryginalne skojarzenia? ("Gdy kiedykolwiek przypominam sobie uśmiech egipskich bogów, zawsze przychodzą mi wtedy na myśl słowa "pyłek kwiatowy".)

***




Początkowo miała być to ilustracjoza pt. Ferdynand Tonnies, wybijający się socjolog ówczesny, autor książki >>Wspólnota i społeczeństwo<<, który wraz z przyszłym psychologiem eksperymentalnym Hermannem Ebbighausem, filozofem, specjalistą od metafizyki, Ludwikiem Hallerem, historykiem Hansem Delbruckiem, schopenhauerzystą Pawłem Deussenem, kantystą Henrykiem Romundtem, poetą i filozofem Henrykiem von Stein, filologiem klasycznym W. Halbfassem oraz całą gromadą innych utalentowanych młodych ludzi, zbuntowanych przeciwko starym ideom, prawom i strukturom moralno-etycznym i społecznym, należał do ścisłego kółka osób bliskich Lou i jej towarzyszowi w Berlinie, ale temat wymaga większego formatu, może też innych środków formalnych. 


I tylko nie wiem, jak będzie po niemiecku "specjalista od metafizyki".

***
cytata z książki "Listy", Rainer Maria Rilke, Lou Andreas-Salomé, Czytelnik 1986

sobota, 13 października 2018

10 rzeczy których prawdopodobnie nie wiedziałeś/nie wiedziałaś, a które pomogą ci odnieść sukces w sukcesie


1. Po burzy zawsze wychodzi słoń. 

Słoń jest duży i dlatego go nie widać. Przeczytaj jeszcze raz: czy zauważyłeś że napisałam słoń a nie słońce? W sieci znajdziesz mnóstwo tego typu zagadek które pomogą tobie rozwinąć swój umysł. Podczytuj wikipedię, interesuj się. Zacznij grać w kółko i krzyżyk, dowiedziono, że mózgi osób które regularnie grają w kółko i krzyżyk rozrastają się do rozmiarów Układu Słonecznego.

2. Mamy coraz mniej czasu.
Jak to możliwe? Czy zegarki się kurczą? Nie, zegarki są takie same jak sto lat temu, nadal dziewiąta jest przed dziesiątą. To my biegniemy coraz szybciej. Miej swój czas pod kontrolą, a nigdy nie zabraknie ci czasu.

3. Zatrudnienie odźwiernego.
Zatrudnij odźwiernego, serio. Steve Jobs zatrudnił odźwiernego i jego obroty wzrosły o 1500 milionów dolarów na sekundę. James Bond zwolnił odźwiernego i jego obroty zmalały. Wolisz żeby twoje obroty malały czy rosły? No właśnie.

4. Jeśli chcesz coś podnieść, musisz to chwycić.
Banalne prawda? Ale nie do końca. Ile razy próbowałeś podnieść reklamówkę z zakupami siłą swojego umysłu? Zapewne mnóstwo. A ile razy ci się to udało? Bądź ze sobą szczery. Reinkarnowałeś na planecie gdzie kontakt z materią jest niezbędnym elementem transgresji na wyższe poziomy bytu. Nie unikaj przedmiotów. One są tu dla ciebie.

5. W nocy jest ciemno, w dzień jest jasno.
Wykup sobie notes i notuj w nim wszystkie zaskakujące paradoksy egzystencji. Po jakimś czasie zaczniesz zauważać że w zimie jest zimno, a w lecie ciepło. Po 20 latach takiej praktyki będziesz miał całą szafkę notesów. Możesz wtedy wyrzucić notesy.

6. Utrzymuj porządek w akcesoriach.
Często jest tak że szukasz czegoś i nie możesz czegoś znaleźć. Znalazłbyś to, gdybyś utrzymywał porządek w akcesoriach. Utrzymuj porządek w akcesoriach. To proste. 

7. Napraw cieknące krany
Nawet jeśli nie masz w domu żadnych kranów, a wodę przynosisz w miednicy z Wisły. Napraw te cholerne krany i zajmij się ważniejszymi sprawami. Kiedy ostatnio grałeś w kółko i krzyżyk? Tylko żadnych cholernych wymówek.

8. Wszystko zaczyna się od motywacji.
Jeśli doczytałeś do tego momentu to znaczy że umiesz czytać. Prawdopodobnie jesteś człowiekiem lub dżdżownicą która umie czytać. Może nawet za sprawą efektów kwantowych jesteś tym i tym. Tego nie wiem. Nie wiem wszystkiego, tak samo jak ty. I ty też nie wiesz wszystkiego. Zdradzę ci tajemnicę: nikt nie wie wszystkiego.

9. Ale czasem nie ma motywacji.
Jeśli nie masz motywacji, nie próbuj się motywować. Możesz się przemotywować. Ludzie przemotywowani są tak samo uporczywi jak zdemotywowani. Sklęśnij na kanapie i poczytaj Principia mathematica Newtona.

10. Jeśli jesteś dżdżownicą.
Jeśli jesteś dżdżownicą, która umie czytać, czytasz teraz punkt dziesiąty. To jest właśnie ten punkt. Bardzo cenimy cię, dżdżownico. Spulchniasz i użyźniasz ziemię, a do tego znajdujesz czas na czytanie. Ta lista jest ci niepotrzebna! Jesteś dżdżownicą sukcesu!


Zobacz też:
25 rzeczy których nie potrzebujesz w życiu, a które mógłbyś wyrzucić, a których nie wyrzucasz i które leżą pod łóżkiem
15 powodów dla których warto myć nogę także pod kolanem
20 przyczyn dla których dzieje się tak a nie inaczej
75 przydatnych narzędzi do pozycjonowania się w tramwaju
100 trików specjalistów od recyclingu zużytych samochodów które uatrakcyjnią twoje wakacje
15 000 drobnych zmian w twoim życiu które możesz przeprowadzić w tym tygodniu


piątek, 5 października 2018

Ser


Szał zmysłów czy orgia umysłów - czego nie wiemy o serze, mleku, jogurcie i maślance.
tekst Hanna Daj-Boże-Zdrowie 

konsultacja merytoryczna prof. Gargamel Kleopatra Szerszeń Boczny


NA SERZE SE LEŻE
Jadłeś już śniadanie? Czy raczej wpieprzasz batoniki oparte na syropie glukozowo-fruktozowym? To pytanie może wydawać się i jest obcesowe, ale też jest zarazem ważne. To, czy jedliśmy już śniadanie i inne rzeczy, wiedzą już o nas naukowcy. Mamy już technologię, która na podstawie historii zakupów sera tworzy nasz kompletny profil psychologiczny. Ci, którzy wybierają goudę żyją przeciętnie 5 lat dłużej, i są o 23% szczęśliwsi. Ale z drugiej strony, są też badania pokazujące, że ci którzy rzadziej gubią tarki do warzyw, częściej śpią na lewym boku. Czyli jest korelacja, między spaniem na lewym boku a wyborem miejsca w autobusie. Wiemy już, że gdy jedziemy po ser, częściej siadamy przy oknie, a jeśli jedziemy po papier śniadaniowy to wybierzemy raczej miejsce przy kasowniku. Dowiedziono, że istnieje statystyczny związek między wyborem miejsca w autobusie a produktem jaki zamierzamy nabyć. Ludzie, którzy jechali kupić ser w poniedziałki, w 9 na 10 przypadkach siedzieli przy oknie i kupowali goudę, ale tylko wtedy gdy dzień był pogodny. W pochmurne dni część badanych została w domu. Są badania pokazujące, że ci którzy w pochmurne dni zostają w domu, jedzą więcej warzyw. Czy jedzenie warzyw przyczynia się do częstszego wychodzenia z domu po goudę we wtorki? To dobre pytanie, ale nie mamy na nie odpowiedzi.

MYSZE SŁYSZE
Ale jak dowieźć ser do domu, gdy nie ma już miejsca w torbie? Rozglądam się po pokoju i szukam wzrokiem kogoś, kogo można o to zapytać.
A próbowałeś kiedyś zapakować ser do siatki w której są już arbuzy? - pyta Marian Kowalski, lider zespołu Grzyby, gdy go o to pytam. To jest właśnie to samo - dodaje. Gdy nie ma już miejsca w reklamówce, możemy jeszcze schwycić ser pod pachę. Arbuzy trzymajmy mocno, a wolną ręką złapmy za fraki pasażera który stoi obok. Na zakrętach będziemy się nieco kolebać, ale do domu dojedziemy - konkluduje.
Warto spojrzeć na sprawę z tej samej strony. Grupie 800 badanych pokazano masdamer, w tej grupie 730 osób myślało że ma do czynienia z goudą. To znane złudzenie poznawcze znane pod nazwą iluzja nabiałowa. Vincent van Gogh z uniwersytetu w Amsterdamie przeprowadził eksperyment w ramach którego zamaskował otwory w masdamerze, a na kawałku goudy domalował dziury. 450 badanych z 449-osobowej grupy rozpoznało goudę jako masdamer, 23 uważało że ma do czynienia z goudą tymczasem był to przemalowany masdamer. 123 osoby nie podały żadnej nazwy żadnego sera, 1 osoba twierdziła że widzi ser tylżycki. Badanie powtórzono przy innym oświetleniu, a po 15 latach sprawdzono losy uczestników badania. Ci, którzy stali przy oknie zarabiali przeciętnie 15000 dolarów więcej od tych którzy siedzieli na krześle i źle rozpoznali masdamer. Oczywiście nic z tego nie wynika.

CO NA TO TATO
Najwyraźniej w toku ewolucji nie wytworzyły się narzędzia umożliwiające nam - stwierdza filozof żywności, Narta von Alli-Bhag-Szczupacińska. W prehistorycznej platońskiej jaskini nie napotykaliśmy żadnych wyzwań związanych z masdamerem który udawał goudę. Może i zdarzało się że dinozaur udawał drzewo, ale na pewno problem spontanicznej bilateralnej mimikry serów jeszcze wtedy nie istniał. Filozofka przywołuje tu słynny eksperyment monachijski w którym należało zaznaczyć kratkę ze słowem "synekdocha", gdy na ekranie wyświetlała się podobizna sera, przy czym sama kratka przesuwała się po ekranie w płaszczyźnie poziomej, a ser był wyświetlany obrócony o 90 stopni i mniej. Okazało się że rozpoznawalność podobizny sera maleje wraz ze wzrostem kąta o jaki zostało obrócone zdjęcie. Ser całkowicie obrócony, w potocznym określeniu, "do góry nogami", był postrzegany jako drozd. Badanie powtórzone z zdjęciem drozda wykazało, że obrócony drozd jest postrzegany jako twaróg. Obecnie znamy to zjawisko pod nazwą kognitywnej komplementarności niecałkowitej. i stosujemy w wielu dziedzinach techniki, przy projektowaniu naklejek na soki owocowe, przy wytwarzaniu guzików o niestandardowych parametrach, w urbanistyce i....Śpisz?

MÓZG AKTYWATOR
W mózgu aktywują się obszary które deaktywują się gdy aktywują się inne obszary. To dlatego gdy jemy ser, wydaje nam się że rozmawiamy z konikiem polnym o jego przygodach w zachodniej Afryce. Ale to nieprawda. Badanie przeprowadzone w 2005 roku na 14-osobowej grupie ochotników dowodzi że tak jest naprawdę. Ochotnikom kazano jeść ser, a tak naprawdę dano im do jedzenia gipsowe atrapy sera. 77% badanych zjadło ser ze smakiem i w specjalnie spreparowanej ankiecie zaznaczyło "TAK". 53% badanych zaznaczyło obszar kratki z NAPISEM "nie", w tym 20% "raczej wyżej", a 27% "raczej niżej". Wypełnienie ankiety było częścią testu w którym mierzono stopień zaufania ochotników do osób "wyglądających jak przedstawiciele przemysłu mleczarskiego". Odkryto że jest korelacja. Najprościej można to ująć tak, że im więcej jemy sera, tym mamy większe zaufanie do producentów sera, a im mamy większe zaufanie do producentów  sera, tym jemy więcej sera. Analogicznie, im mamy mniejsze zaufanie, tym tego sera jemy mniej.
Osoby z osobowością antyserową, serofobiczną, kompulsywno-seropasywną, seromaniacy, seropaci, i myszy domowe wypadały w tym teście gorzej. Średnio traciły 15 punktów na każde zdobyte 45 punktów, zdobywały jednak 20 punktów więcej w teście OOWPPN (Test Ogólnej Orientacji W Produktach Przemysłu Nabiałowego Jacobsona)

WIELKI KOKOS PATRZY
Ciekawe jest też badanie przeprowadzone na Eastern Universyti of East Europe in Kolorado przez prof. Kanciasty'ego. Kanciasty wykazał że na bezludnej wyspie lepiej jeść awokado niż banany, Jak tego dokonał? Grupę specjalnie wyselekcjonowanych psychologów klinicznych umieszczono na bezludnej wyspie, mówiąc im, że to nagroda za wyniki w nauce. Badanych podzielono na dwie grupy, jedna grupę obserwowano za pomocą kamer umieszczonych w ananasach, a drugą w kokosach. Grupa "kokosowa" od razu podzieliła się na dwa obozy: "kompulsywnych zjadaczy awokado" i "nałogowych konsumentów bananów". Podgrupa kokos-banan po 15-dniowym okresie wyparcia (Freud, 1854), przerzuciła się na awokado. 

ANANASY Z ÓSMEJ KLASY
W drugiej grupie, obserwowanej przez ananasy, dochodziło do częstych scysji na gruncie "kto jest prawdziwym autorem analizy transakcyjnej". Zwolennicy Hillberta bili "średnio mocno" entuzjastów Schillera bambusowymi tyczkami. Szybko wyłoniła się frakcja "przekonanych o wyższości Herberta nad Szymborską" która podkradała "zwolennikom Słowackiego, jak się sami określili", pomarańcze i mandarynki. Uczestnicy tej grupy przytyli średnio 12 kg na każdy centymetr obwodu ciała, a ich BMI wzrosło do niebotycznych rozmiarów. Uczony zdecydował się zakończyć eksperyment gdy uwaga uczestników skupiła się na ananasach. Argumentował to zagrożeniem stabilności danych statystycznych które mogłoby zakłócić wiarygodność eksperymentu.

POCZĄTEK BEZ KOŃCA
Mózg, najwspanialszy organ ewolucji, został skonstruowany po to, byśmy mogli nim myśleć. Opinie o serze powstają w zakamarkach kory mózgowej do których nie mamy dostępu. Dlatego ważne jest byśmy nie zaniedbywali odpoczynku który jest jakoby restartem dla mózgu. U niektórych osób nigdy nie aktywują się jednocześnie te same obszary. Nie szukajmy dziury w całym - dodaje śmiejąc się uczony. 


Prof. Leon Kanciasty spędził 79 lat na badaniu tygrysów saharyjskich w ich naturalnym środowisku. Przez 25 lat pracował jako konsultant. Obecnie wykłada. Jest autorem "W świecie sera nie ma zera - krótki przewodnik po wszechświecie biznesu" i  "Bezczelne awokado - jak owoce egzotyczne zmieniają nasze życie"

Hanna Daj-Boże-Zdrowie od lat przeprowadza wywiady i pisze artykuły. Uwielbia truskawki i ananasy. Ma w domu meble.

prof. Gargamel Kleopatra Szerszeń Boczny istnieje.


wtorek, 2 października 2018

środa, 18 lipca 2018

ucieleśnienie wszystkich słowiańskich ideałów


stare notatki z książki pt."Vera Nabokov" (para frazy) Stacy Schiff



Od wczoraj trzyma mnie radość z powodu parafrazy? obelgi? Vladimira Nabokova pod adresem utworu innego pisarza (uwaga) "Stary człowiek i ryba" (uśmiecham się pod wąsem)(to jest chyba najśmieszniejsze po polsku)


"tym bardziej on, wytrawny eskapista"(prawie jak alpinista)

I jest jeszcze to drugie, na temat odpowiedzi studentów na egzaminach u Nabokova, o tym że jeden ze studentów na pytanie "Jaki wzór miała tapeta u Anny Kareniny?" odpowiedział "w malutkie pociągi". (he he he)

"Nabokovowie pojawiali się - i znikali(...)"
"Małżeństwo postawiło ją w świetle jupitera"

"VN w złym nastroju potrafi zachowywać się jak osaczony nosorożec"
rozjuszony dziki bawół
rozwścieczony szerszeń
dzika osa argentyńska
spać mi się chce

Nigdy nie osaczałam żadnych nosorożców.
Wszystkie nosorożce jakie widziałam stały chyba w błocie, albo w trawie, tj. były już osaczone. Nosorożec- hipopotam, tu otwiera się przestrzeń do dialogu.

Domyślam się zatem, że nosorożec w stanie dyskomforu staje się małokomunikatywny, uparty jak osioł, zapiera się racicami i odmawia współpracy.
"Osaczony nosorożec potrafi zachowywać się jak Vladimir Nabokov w stanie dyskontencji"
Notatki badacza, Chile, 1832r.

"Zapytany o krąg przyjaciół (...) wymienił krótką listę zaczynającą się od kaczek czernic, perkozów dwuczubych, kończąc na bohaterach swej nowej powieści"

"Nie wie jeszcze, jak mówi, co jest piękniejsze, sama powieść, czy jej skrót"

"wytwór wyobraźni spraliżowanej próżnością"

"ucieleśnienie wszystkich słowiańskich ideałów"

"choroby Nabokovów były w dużej mierze chorobami zawodowymi"
zwichnął sobie kciuk podnosząc słownik

"znała się na sztuce flirtu, przemawiał do niej także mimowolny urok częstych w czasie wojny zaciemnień"
(to zdanie na pomnik)

Ciąg dalszy nastampia. W kwestii pogody: temperatury nadal wyskokowe. Parno i duszno i parno. Muchy gryzą. Drażni mnie hagiograficzny ton dzieła wzmiankowanego. "Vladimir Nabokov w swym długim życiu zapisywał swe nazwisko(...)"

Dedykacja: Dla Marca (nie wnikam)
Co mnie to wszystko obchodzi, te malownicze brewerie, mistrzowskie uniki, przebłyski geniuszu tu i ówdzie, wzory światła na liściach i wzajemna adoracja? Ach, najdroższa po cholerę mają łby tępe czytać o Nas w trzeciej osobie elpoj?

Jakie To Jest Nudne.
"Była polską księżniczką, nieprawdaż?"
Teatralne entree. Nabokov mógł dostrzec niewiele poza parą dużych roziskrzonych niebieskich oczu, "delikatnymi ustami", o których miał niebawem pisać oraz grzywą puszystych falujących włosów. Miała przezroczystą skórę (?). Ona już zapewne sporo o nim wiedziała. Ośmielony geografią. Miesiące całe układał przygnębiające wiersze. Afryka nagle mniej kusi. Młodość pełna burzliwych seksualnych przygód. Zaczęła mówić nań (doń?) "Tygrysie". Wiera liznęła trochę języka (bułgarskiego). Samowymazywanie. Kobiety lgnęły do niego. Miłosne przygody przed ślubem. Cele ewidentnie pozaliterackie.

Śniła mi się tęcza z jakby jadalnej modeliny, może marcepan, taka stabilna, i że sobie zjadłam po kawałku z niebieskiej i czerwonej strony, dokonując przy tym odkrycia, że to "fala fali". Smaczna tęcza.

Wiera postępowała według rad z międzynarodowego podręcznika intelektualnej kokieterii. Chyba kot narzygał. Para synestetyków (?) może przy śniadaniu spierać się o kolor poniedziałku. Mogą chromatycznie nauczyć się wiersza na pamięć. Tytuł musi oddawać koloryt książki, a nie temat. Niektóry mówili że rodzice chuchali na niego. "W nieoczekiwanym choć całkiem naturalnym niebie". Od kobiet musiał oganiać się kijem. (niedobrze!) Chude niemieckie łona musiały jeszcze poczekać. To zdaje się jest kwintesencja tego stylu, egzaltowana cukierniczka bierze co chce i lepi, a przy okazji wychodzi kraina prostych ludzi biorących wszystko na rzeczownik. Typu: Wiera brała się z życiem za bary, choć miała wąskie i arystokratyczne ramiona, tak samo jak odziedziczoną po pradziadku otomanę (empatię). Elvis, Elvis, co z ciebie wyrośnie. 
Obawiam się niestety, że dalej szkoda papieru. Było to bardzo wzruszające nieznośne.

niedziela, 15 lipca 2018

Dzień dobry




nurt: poezja bezczelna, kontestująca, autoanarchiczna, ekologiczna,
dogłębnie samoświadoma i asertywna

dzień dobry jestem pszczołą
i nie jest mi za wesoło
piszę dziwne wierszyki
z pogranicza liryki
ten nobel z 2018 to za to

sobota, 6 stycznia 2018

integer


wszystkie najtańsze chwyty



Powiedzieli nam że
ten kopnięty kwadrat to jest romb

i że nie można pisać
peregrynacje jestestwa

Nauczyli nas dąsać i łgać
Wy
tłumaczyli świat caluśki do cna

Powiedzieli że łza to nie łza
Tylko woda
Słona.

Powiedzieli że Bóg to jest ptak
Co na drzewie przydrożnym u siadł
I na wieczność zapomniał się w pieśni
I że odtąd świat mu się już nie śni

Nie powiedzieli dlaczego
tak trudno wytłumaczyć w piosence
że świat miało się w maleńkiej kieszonce,
grosik na szczęście
i nic więcej
osiemdziesiąt pięć już jechało?
zimno mi w ręce


nurt: poezja małej kieszonki, III poł. wieku
Wskazówka: przeczytaj wiersz uważnie. Pomyśl o tym co czujesz. Spójrz w okno. Przesylabizuj swoje imię i nazwisko. Pomyśl czy zachowałbyś się podobnie jak bohater wiersza. Kto jest twoim wzorem do naśladowania? Napisz wypracowanie na temat "Mnogość postaw ludzkich w egzystencji człowieka XX wieku". Przeczytaj wiersz jeszcze raz. Podyskutuj z kolegą z ławki na temat "Motyw przemijania w sztuce antycznego Rzymu". Zdobądź informację o stanie zdrowia Adama Mickiewicza w latach 1845-1872. Policz wszystkie samogłoski i spółgłoski wiersza. Jaki procent wiersza stanowią samogłoski? A jaki spółgłoski? Czy dostrzegasz rym pieśni-nie śni? Kto pierwszy zastosował ten rym w literaturze światowej? Oblicz pole rombu wspomnianego w pierwszym wersie, przyjmij bok rombu a=23,4, h=45,6. Wynik podaj w formie ułamka niewłaściwego. Marek odłożył 20 złotych do skarbonki. Tomek za te same pieniądze kupił misia. Ile kosztował miś? Czy potrafisz podać wartość misia, przyjmując 2 zł za każdą samogłoskę i 3 zł za spółgłoskę? Ile możesz kupić misiów za ten wiersz?

czwartek, 4 stycznia 2018

Made in happy new year!


Dla wszystkich czytelników naszego mojego elitarnego bloga najlepsze życzenia w nowym, 3852 roku, dużo zdrowia i sił witalnych, udanych klonowań i teleportacji, ciekawych wycieczek na pierścienie Saturna, wzniosłych chwil w życiu uczuciowym i prywatnym, udanych kontraktów, cesji i fuzji i ogólnie złota, srebra, diamentów, udziałów w kopalniach platyny, złóż ropy naftowej, działek budowlanych na Planetach Układu Słonecznego, współwłasności galaktyk spiralnych i ogólnie transcendencji życzy wieciekto.


Dla zainteresowanych, horoskop chiński sprzed 1834 lat, żeby w końcu było jasne, kto z kim tak, a kto nie. A nie że chodzą jak chcą i wszystko bez sensu.















PS. Droga redakcjo miesięcznika Uroda Życia, serdecznie dziękuję!