wtorek, 17 października 2017

Woda



naukowczyni antropolożnica Hanna Hrząśzcz-Śzwarceniger rozmawia z dr Susłem Rambo, doktorem nauk cybertranskulturowych, adiunktem na Wydziale Pasteryzowania Idei, Uniwersytetu Przetworów Leśnych, Konfitur i Dżemów z Owoców Sezonowych


Siedzimy w tej kawiarni, a widziałeś te szyby?
Zaparowane. To woda jest. Woda w stanie trybalnym.

Słyszę kapanie. Co to oznacza?
To znaczy że łamiesz prymat percepcji wzrokowej uaktywniając inne magistrale.
Tę strategię wykorzystują też polujące wiewiórki.

Słyszę też autobusy. Takie "brum-brum". Co to o nas mówi?
Autobus jest przestrzenią nieoswojoną i zarazem przestrzenią totalną.

Masz na myśli to, że wysiada się tylko na oznaczonych przystankach?
Też. I z perspektywy autobusu wyraźniej widać opozycję między byciem w pokoju a byciem w łazience.
W autobusie łatwiej myśleć w kategoriach passenger thinking. Bycie w pokoju nie nastręcza takich spekulacji. Aczkolwiek w łazience czas inaczej płynie. Łatwiej się zagapić, przegapić, wdepnąć w pranie.

Czy czas-utracony-w-łazience wiąże się jakoś z geometrią czarnej dziury?
Nie wiemy dokładnie. W miejscach niedokładnie uszczelnionych mogą pojawić się osobliwości, pewne nieciągłości płyt kartonowo-gipsowych.
Poza tym w łazience jest wilgotno, może tam nawet być pleśń.

Boimy się pleśni.
Tak, pleśń to kulturowy archetyp pomostu między nieorganicznym a organicznym, między budzącym grozę bytem-ze-ściany a pierwotnym imperatywem wzrostu wykładniczego w którym wyraża się życie. Pleśń to zarazem Inny, ślepa plamka w centrum naszego doświadczenia. Inny jest inny to znaczy nie-taki-jak-my i to jest punkt wyjścia uniwersalnej polaryzacji. Z tej biegunowości wychodzi cała nasza kultura. Orientujemy się przeciw pleśni żeby wyznaczać fundamenty naszej tożsamości, osiedlić się w sobie. Powtarzając za Platonem: "nie jestem kimś innym i to mnie dręczy, niczym wesz". 

To chyba niedokładny cytat?
To taka moja paralaksa. Ale chcę powiedzieć że gdy doznajemy poczucia zaskoczenia, odkrywając że kupiony przedwczoraj pomidor niespodziewanie pokrył się mikroskopijną siateczką obcych, wtedy nasze jestestwo jest przeszywane pierwotnym impulsem wstrętu przed "tym ohydnym". "To ohydne" jest wyzwaniem, bo nie przychodzi z instrukcją obsługi. 

...jak aplikacja w smartfonie.
No właśnie. Wydarza się akt dematerializacji pomidora jakiego znaliśmy wczoraj i jego transformacji w aforemną superkulturę anty-bytu. To jak w komedii Moliera - "Przysiągnę, że to ma oczy!". Ale moje dziecko powiedziałoby już "łapka w górę". Ona nie ma tego szacunku dla tego co było, ona cała jest w tym co jest.

Mam kontakt z młodzieżą i oni już inaczej myślą. Ściskają te swoje telefony jak moja prababcia modlitewnik, a po zajęciach zadają dodatkowe pytania, szarpią mnie za rękaw, gryzą aparatami ortodontycznymi. Widać ten ich ogromny apetyt na wiedzę. 
Możliwe że to im przynosi sekularne ukojenie irreligijne, ten kontakt z totemicznym obiektem o funkcji metakomunikacyjnej. Zwróć uwagę jak wiele mają wspólnego: macierz, macica, Mackintosh. To wszystko są słowa z tej samej genetycznej matrycy. Pamiętasz co Ewa zerwała z drzewa w raju?

Na studiach uczyli nas, że to był pomidor. Ja też zawsze przy pomidorach jestem smutna, bo boję się że trafi mi się jakiś podgniły.
Ten bergmanowski spleen to game over dla non-users. W sensie dla tych użytkowników warzyw którzy przyzwyczaili się do supermarketowego jedzenia i nie wiedzą że pomidor też musi mieć przestrzeń żeby się wygdakać. 

Czyli dajemy pomidorowi prawo do pleśni?
Życzyłbym sobie.

Natomiast pleśń w rogu pokoju bywa emanatem przyziemnej wzniosłości, wtedy jest to pleśń oswojona, "nasza".
Łatwo przyzwyczajamy się do pleśni jeśli uznamy że jest po naszej stronie.

Jak np. w serach?
Algorytmiczny model wzrastania pleśni jest bardzo podobny do schematu tworzenia się sieci kontaktów na facebooku. Jeśli można wyciągnąć dane z bazy danych, to dlaczego nie wyciągnąć tych samych danych z grzybni i pozwolić sieciom neuronowym działać. Sztuczna inteligencja już niedługo będzie sterować naszą dietą. Teraz to ty wybierasz jedzenie, ale w przyszłości to jedzenie będzie wybierać ciebie.

Problem w tym, jak zakodować problem. Dla sieci neuronowej jestem tylko zbiorem danych. Ciężko się przestawić na taką perspektywę.
No właśnie. My mamy już jeżdżące roboty które zbierają kurz, ale na przykład moja babcia nadal zbiera kurze szmatką.

I zgadnę, że nie ma facebooka?
Tak. Większość jej interakcji przebiega w trajektorii analogowej. A przecież współczesny świat jest na wpół zanurzony w świecie wirtualnym. Pięknie o tym pisze James Chrlbdgrchlzgtzky (francuski filozof społeczny i teoretyk biomasy), że to co realne rozmacza się w tym co nierealne. Każdy na pewno moczył sobie kiedyś herbatniki w mleku. Z rzeczywistości robi się wtedy tego taka pulpa, łatwa do połknięcia. To naturalne, już człowiek prahistoryczny chciał sobie ułatwiać.

No bo co będzie sobie utrudniał! (śmiech)
Człowiek prahistoryczny nie był taką głupią małpą, jak to się powszechnie uważa. To wszystko są schematy poznawcze w których ugrzęźliśmy - że jaskiniowiec to tylko z maczugą latał. Ale tam jest pełno przykładów że była tam zaduma i wrażliwość na zachody słońca. 

Wróćmy do naszych czasów. Będziemy mieć łatwiej czy trudniej?
Ja mam taką hardkorową zajawkę, że w przyszłości wszyscy ludzie będą mieli komputery z sera pleśniowego. Że pleśń odwali za nas całą robotę, a my będziemy mieć wtedy czas na chodzenie do kina i na wycieczki. 

Myślisz że już w tym stuleciu?
Może tak. Zobacz, wysłaliśmy sondę do Marsa, a Wenus jest tylko kawałek dalej. I bliżej słońca jest cieplej. Tam można mieć inspekty, można tworzyć spółdzielnie hodowli jarzyn. Udało się to w północnym Maroku na eksperymentalnych farmach, uda się i tam.

Ty w swojej pracy stoisz raczej po stronie tego pomidora?
Ja zajmuję się bytem społecznym, przejawem zbiorowego ducha tłumaczonym na misterną sieć zależności. Mój białkowy interfejs nie pozwala mi na więcej, ale gdybym był np. pieczarką to myślę że zajmowałbym się tym samym. 

Podrapać cię po pleckach?
Nie jestem zalogowany. O tym się tyle nie mówi, ale równolegle do prac nad sztuczną inteligencją prowadzone są prace nad sztuczną głupotą i to jest o wiele trudniejsze wyzwanie. Mówię tu o terminach takich jak algorytmy pomylone, modelowanie dyletantyzmu czy idiotomika kwantowa. Jeśli wszystkim kierować będzie sztuczna głupota, to sztuczna inteligencja zajmie niszę cywilizacyjną, taką jak szachy czy ziemniaki.

I każdy będzie miał swobodny dostęp do warzyw?
Oczywiście. Musimy tylko zebrać się w sobie i przysiąść fałdów. Korzystać z doświadczeń przyszłych pokoleń i z nadzieją patrzać w horyzont wydarzeń.




niedziela, 15 października 2017

Och Karol


PWN właśnie wydało książkę którą czytam ja.

"Broń matematycznej zagłady - jak algorytmy zwiększają nierówności i zagrażają demokracji", Cathy O'Neil

Autorka, określana z tyłu okładki jako "weteranka kryzysu finansowego", do 2009 pracowała jako analityk dla funduszy hedgingowych. ("Na tym etapie fundusze hedgingowe wydawały mi się moralnie neutralne"), ale obecnie nurtują ją etyczne dwuznaczności kreowane przez świat Big Data i jego matematyczne narzędzia działające z niekorzyścią dla biednych, niedoinformowanych i nietypowych. Pracując w tej branży (już nie pracuje w funduszach) sama określa stosowane przez niektóre firmy algorytmy, wspomagające podejmowanie decyzji na podstawie wydobytych zewsząd danych, jako odpowiednik frenologii, popularnej w XIX wieku metody wnioskowania o charakterze na podstawie kształtu głowy. 

Docenić należy też polską przedmowę w której czytamy, że obecnie "komputery (...) mogą przyjmować i obrabiać coraz większe zasoby informacji" oraz że "jaskrawym przykładem eksternalizacji kosztów" jest wylewanie przez zakłady przemysłowe toksycznych substancji do rzek. ("Substancje trują ryby, które mogą być zjadane przez ludzi.") Jeśli już o substancjach mowa, to jak wyczytałam w przedmowie, nierówność wzmacniana przez niesprawiedliwe algorytmy polega m.in. na tym, że "dzieciaki z biedniejszych dzielnic" są częściej zatrzymywane za "popalanie marihuany", gdy tymczasem "dzieciaki z zamożnych rodzin, które palą marihuanę lub wciągają kokainę w trakcie domówek w zamkniętych willach" są zostawiane w spokoju. Potwierdziło i ugruntowało to moją opinię, że podwójne standardy są zmorą współczesnego świata.

Uwagę mą zwrócił też, (już w tekście głównym) fragment o "wydawałoby się skutecznej" inicjatywie policji w pewnym mieście w USA, gdzie przedstawiciele władzy dopasowywali swoje wymagania do standardów panujących w danej dzielnicy. "W niektórych dzielnicach oznaczało to, że pijacy musieli trzymać butelki w papierowych torebkach i unikać większych ulic, ale mogli pić w małych uliczkach. Narkomani mogli siedzieć na krawężnikach, ale nie mogli na nich leżeć".

Inna ciekawa rzecz, tym razem znowu z początkowych akapitów przedmowy, to opis pewnego badania przeprowadzonego przez psychologa z Uniwersytetu w Kalifornii. "Paul Piff(...) badał zachowania osób uprzywilejowanych na przykładzie gry... Monopoly". Streszczając: Część losowo wybranych osób otrzymała na starcie więcej pieniędzy i grała według reguł zmodyfikowanych na ich korzyść. "Ci którzy na początku mieli łatwiej, dość szybko zaczęli zachowywać się inaczej niż ich oponenci: przemieszczając pionki po planszy, głośniej stukali o blat, wykonywali triumfalne gesty dominacji. Na stoliku badacze ustawili półmisek z preclami. Osoby uprzywilejowane jadły ich więcej."

Nasuwa mi się porównanie z meczem piłkarskim, kiedy kibice wygrywającej drużyny zatracają się w atawistycznym triumfie i nikt nie zauważa, ile w rzeczywistości zjadł orzeszków w czekoladzie. Nie każdy ma tyle szczęścia żeby, jak autorka, uzyskać stopień doktora nauk matematycznych na Harvardzie. Niektórzy rodzą się za kołem podbiegunowym jako foki i nie mogą doradzać finansistom w Nowym Jorku, nawet jeśli by bardzo chcieli. Jedni popalają kokainę w gorszych dzielnicach, inni jedzą precle na domówkach. Kolejni mają w bród kokosanek, gdy tymczasem ich oponenci jedzą tylko eklery, a triumfalne gesty dominacji znają tylko z filmów. Jeszcze inni zaś "odgrywają niewielką rólkę" w procederze tworzenia narzędzi matematycznych dla przemysłu finansowego, tak by ów mógł wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy "z kieszeni naiwnych", a potem piszą książkę by otworzyć nam oczy i dedykują ją "wszystkim przegranym".
Cenna pozycja, polecam!

Wydawnictwo Naukowe PWN SA, 2017
cena 30-40 zł w różnych sklepach

PS.
Chcę niestety zwrócić uwagę, że w indeksie osób na końcu książki jest wyraźna nadreprezentacja osób na M (Madoff, Bernard, 133) przy wyraźnej dyskryminacji tych na N. Na 96 osób tylko 24 to nazwiska osób żeńskich. Jedna osoba ma nazwisko z łącznikiem. Osoby które nie miały szans na takie nazwisko, mogą poczuć się wykluczone. Dodatkowo osoby z nazwiskami na W i Z zostały umieszczone na końcu spisu. Gdyby nazwiska w indeksie zostały rozmieszczone losowo, zapobieżono by nieuprawnionemu poczuciu wyższości tych na A. Sama idea alfabetu jest przestarzała i sprzyja rozwarstwieniu społecznemu. Dlaczego H jest przed K? W czym lepsze jest G, że stoi przed U?. Czy Z nie zasłużyło na lepszy los?

PS2.
Na okładce wydania ang. widnieje inskrypcja "Bestseller New York Timesa", której w wersji polskiej zabrakło, ale za to w przedmowie mamy pouczający kazus o tym, jak Google personalizuje wyniki wyszukiwania: "Weźmy na przykład pytania o globalne ocieplenie, zadawane przez córkę małżeństwa wielkomiejskich inteligentów i syna rodziców z klasy robotniczej z małego miasta na Podkarpaciu. Dziewczyna (...) wie, że należy sięgać do sprawdzonych, wiarygodnych źródeł, często czytuje New York Timesa oraz przegląda wyniki badań naukowych (...)", a jej źle urodzony kontrprzykład zajmuje się w tym czasie źródłami które podają mu, że pewna postać z Gwiezdnych Wojen miała tak naprawdę "dwie złote nogi, a nie jedną złotą, a jedną srebrną od kolana w dół". Przyznam, że z tymi nogami to sama nie byłam do końca pewna: dwie złote, jedna złota, dwie srebrne, jedna złota do łydki a od łydki srebrna, a druga srebrna do kolana, kolana złote, a od kolana znowu srebrna, czy też wszystko to mistyfikacja, całe to Podkarpacie i Sudety.

wtorek, 10 października 2017

Początek dla zaawansowanych


Główny plan mój to było sprawdzić jak współpracują ze sobą OpenToonz i Krita, dwa wspaniałe i darmowe programy do animacji i malowania, oraz przetestować rotoscoping w tychże. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że wrobiłam się w odrysowywanie klatek na moim prehistorycznym tablecie oraz jak bardzo nie lubię rysować na tym tablecie. Bardzo. LECZ CÓŻ. Com zaczęlim, tom skończylim. Najtrudniej mi idzie wymyślanie wystarczająco pretensjonalnych tytułów.
Open Toonz należy zgłębiać poprzez tutoriale na youtubie, chyba że ktoś woli instrukcję obsługi po japońsku.
Krita jest inteligentnym programem do malowania elektronicznego który też polecam.
Ogólnie to coraz bardziej zaczynam lubić proste programy których interfejs nie przypomina sterowni łodzi podwodnej.






Skrócona instrukcja obsługi galaktyki reż. Emilia Prosół, 2017, 1'10''

najważniejsze nagrody:

"Srebrna Kuna Leśna" na Festiwalu Sztuki Podmiejskiej subMetropoliana, Wąbrzeźno, 2018
"Złota Wyleniała Kuna Leśna" na Przeglądzie Filmowym Odwrotna Optyka, Sopot, 2018
"Srebrny Kleszcz" na Festiwalu Nowe Kino Teraźniejsze, Wąbrzeźno 2017
"Brązowy Kleszcz Wczepiony W Wyleniałą Kunę Leśną", Festiwal Artystyczny Jesień w wielkim mieście, Lublin, 2017
Nagroda publiczności na festiwalu Art&Sztuka, Grudziądz, 2018
Nagroda publiczności nietrzeźwej na Festiwalu Literackim StylemDowolnym, Wąbrzeźno 2018
Nagroda ochroniarzy na Festiwalu Twórczości im. Brunona Schulza, Ciechocinek, 2018
Nagroda Publiczności na XVIIII Przeglądzie Transkulturowym "Mosty bez barier", tamże, 2018
Nagroda jury na festiwalu Młode Kino Kujawsko-Pomorskie, Zakopane 2018
Nagroda za najlepsze białe tło na festiwalu Art&Sztuka, Ciechocinek, 2019
I Nagroda w konkursie "Ekologia i płeć", Katowickie Centrum Sztuki Agresywnej, Kraków, 2018
Grand Prix na Żużlu w Gminnym Konkursu o Złotą Palmę Biskupa Kalifornii, Toruń, 2017
XXIX Nagroda w konkursie na film antyprowojenny, Sydney, 2017
MCXXXVIIIXII Nagroda w Konkursie na Projekt Zabudowy Starego Miasta w Koninie, Gdańsk, 2018
VII Nagroda na III Przeglądzie Twórczości Amatorskiej Osób Bladych, Berlin, 2018
Wyróżnienie za ścieżkę dźwiękową na Festiwalu Europejskie Ucho Przyszłości, Wąbrzeźno 2017
Wybór jury w kategorii Emilia Prosół na Europejskim Przeglądzie Sztuki Niełatwej, Warszawa, 2017
Nagroda Polskiego Związku Producentów Krzeseł za promocję siedzącego trybu życia
Nagroda dla Najlepszego Filmu Krótkiego - Bydgoski Festiwal Filmowy - Konkurs Filmów Krótkich i Krótszych, Bydgoszcz 2019
Nagroda za Najlepszy Film Eksperymentalny Krótki w Konkursie Filmów Eksperymentalnych Międzynarodowego Festiwalu Filmów Eksperymentalnych Średnich i Krótszych niż Średnie, Bydgoszcz, 2019
Nagroda Debiuty 35+ na Festiwalu Artystów Przeterminowanych "Stara Sztuka", Toruń, 2018
Prezentacja na Festiwalu Filmów Unikających Realistycznego Przedstawiania Pingwinów "Bez Pingwina"
Nagroda jury niemowlęcego na Krajowym Festiwalu Filmów Dla Dorosłych "KraFeFiDo"
Extraterrestial Art&Movie Festival in Wielka Plama of Jowisz - Grand Prix of Competition in Memoriam Of All Kind Of Beings Eaten By Black Holes Since The Beginning Of Time

poniedziałek, 11 września 2017

Gwiezdna Szopa 12 - Kod Leonarda DiCaprio


Poprzedni odcinek dla przypomnienia.
Wszystkie poprzednie odcinki dla zapoznania.

Terminator G. dostał kosza od wydawcy i zaszył się w głębokim kosmosie. Żeby tak dać kosza Gołąbku to trzeba nie mieć serduszka, naprawdę. Może w następnym odcinku zobaczymy te uszy, znowu?

koniec konferansjerki









Powyższe inspirowane częściowo przez wiadomość jakoby dwaj facebookowi sztuczni inteligenci tzw. boty, podczas prymitywnych negocjacji wytworzyły własny język:
Bob: "I can can I I everything else."
Alice: "Balls have zero to me to me to me to me to me to me to me to me to."