wtorek, 12 grudnia 2017

"Guitar lessons for-the-wife"


Człowiek namalować kwiaty. Musi sobie. Czasem.


następny wpis 27 grudnia 

czwartek, 2 listopada 2017

poniedziałek, 30 października 2017

Wincej światła


Teatrzyk Niebieska Kóra (nie mylić z!) ma zaszczyt odstawić:


Restauracyjka za siedmioma krasnoludkami

czyli poemacik oszczędnościowy dla ubogich portfelem i bogatych w tetamto drugie,

występują:
Księżyc - z odgórnych ustaleń wynika: ciało niebieskie okrążające - w tej roli Jenowefa Śzczypiór - potwór w wielkim stylu na sceny globalne
Kelner - stara kaprawa łajza
Zamiatacz - młodzieniec cud urody, acz występny
Jan Mincglaj i synowie - aprowizacja poboczna, przystawki śledziowe
Herr Pietrucha - osłanianie własną piersią, nalewki, oświetlenie
Boćwina Śzwagra (w tej roli spóźniony Boniczesław Gąbiński) - nieustalone zasługi
Reperkusja Ścibożak - podobno "zna się na alkoholach i przemijaniu"
Tadeusz Pan - gra na harmonijce usznej, duża swoboda w obejściu
Parada Atrakcji - młodzi ambitni ze skoliozą
Niewidzialny Koń - figura symboliczna w tej roli na zastępstwo Grzebysław III, we środy Bolesław Chrobry ex nihilo jak dojedzie
Wieloryb Zuzio - popularny autor pamfleciku o siedmiu wróbelkach
Krasnoludki - figura retoryczna dostępna po zalogowaniu

Sceneria typu ekspresjonizm niemiecki realizowana przez dekoracje zamiarowo krzywe i pomalowane w ciupasy. W roli Konferansjera przekrwiony wnuczek Edgara Allana, wczepiony sam w siebie. Na białych prześcieradłach cienie dużych pająków. Zamiast deszczu: wódka! 

ZAMIATACZ (zamiata i śpiewa)
Restauracyjka na końcu świata
sialalala
mała restauracyjka do której księżyc wpada czasem
na parę głębszych

KSIĘŻYC
(wpada)
no to chlup!

SZEF W KUCHNI
(uwija się)

szynka a'la ser
na żer starych skner
-- parter!

wytworny kugiel-mugiel
dla pani z wodobrzuszem
 -- piętro
drugie!

dewolaj cud urody
ozdoba twej wątroby
 -- piętro
sznaste!

kotlecik jedzą dzieci
słoneczko dzieciom świeci
-- level
trzeci!

PANI Z PUKLEM A'LA WCZESNY WYSPIAŃSKI
Coś mi tu pływa w talerzu!
Kelner!

KONFERANSJER
Albowiem drodzy państwo, tak, 
         bywają dni gdy coś nam pływa w talerzu.
Jeśli to dyzyntyria, to niebawiem pierwotna potęga dobra wywróci nam kosmki na lewą stronę.
Jeśli to febra nizinna, losem naszym jest majaczyć i odstręczać na salonach.
Jeśli to koklusz, będziemy nieprzyjaźnie spoceni i niechętni zabawom.
        To na pewno koklusz.
Moja ciotka miała koklusz i wujek poił ją herbatą z rumem.
Ale to niepotrzebna dygresja. Zwątpiłem w sens swojego istnienia. Przestaję.
(przestaje)

KELNER:
Czym mogiem pomóć?

PANI Z TYM CZYMŚ
W mojej zupie jest kelner.

KELNER:
W takim razie jest już pani obśłużona a ja frunę ku nowym wyzwaniom.
Żegnaj, Galateo. Mam nadzieję że jutro otworzy przed nami swe kojące macki.

WIELORYB ZUZIO
Kapciem go, kapciem!

PARADA ATRAKCJI
Towarzyszu
gdy ziąb zacina
gdy mróz zawiewa
czytaj Tacyta
ochraniaj oocyta
panie, ten kanarek nie śpiewa

WZRUSZONY DO IMENTU
(majestatycznie opadając z sufitu)
Czym bowiem byłaby rozrywka w tym "najweselszym z baraków", gdyby nie Chądzysław Bożeucho i jego rymowane ścipióry które towarzyszyły nam od narodzin do zejścia. Śpiewaliśmy je, recytowaliśmy je spłonionym kochankom w kuchennym kredensie, nuciliśmy je wracając z czwartej zmiany nocnym autobusem. One były z nami a my byliśmy nimi. Łza się kręci i spada na ciastko z kremem waniliowym. Zaśpiewajmy razem, ten ostatni raz, "Hymn przemoczonych". (łka i śpiewa, przemaczając się dodatkowo w tzw. gratisie)

deszcz pada deszcz
na łysinę i na koleinę
na paździerze i na wódkę w proszku
na nasze życie szare życie
co ucieka po troszku
na nasze widoki marne
na naszą szarość dusz
pada deszcz mokry pada
więc przytul się do psa sąsiada

nie naprawim tego
nie wysuszym tego
będziem żyli
od pierwszego
do pierwszego
od pierwszego
do pierwszego

(przypadkiem z innej jaźni)
a bo ja jestem wesoły drań
wesoły drań
w odzieży mam sznyt a w oczach błysk
zanętę dla ponętnych pań
nadzieją się nań
(cenzura)


koniec aktu I 
(upływa w atmosferze wzajemnych oskarżeń i przerzucania odpowiedzialności)



Akt II

MAŁA DZIEWCZYNKA (usmołowana)
To ja, węgiel. Węgiel to nasza czarna skała w której rzeźbimy wspólną świetlaną przyszłość.
To węgiel naszych ojców i naszych braci, nasze brzemiono i nasze skrzydło.
To węgiel! Jam węgiel!

ZAMIATACZ
Diabli nadali. Do stu tysięcy kartaczy. Do dwóch miliardów sparszywiałych sardynek.
Jakem faraon tego przybytku. Program ideologiczny we czwartki. Program rozrywkowy we środy. Czy to tak trudno spamiętać?
(przełancza)

SZEF W KUCHNI
Dziś polecamy jabłka!
Jabłka naostrzają apetyt, wygładzają wyściółkę żołądkową,
zapobiegają obstrukcjom.
Przeczucie Edenu, grzeszne i krągłe. Jabłko!

(tymczasem)
PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Poczułem strzałę Wenus. To silniejsze od nas wszystkich. Gdzie pani z puklem?

KELNER (smutno)
Odejszła.

PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Ach. To z mojego powodu, prawda?

KELNER
Nie, pana wtedy jeszcze tu nie było. Trzymajmy się faktów.
Najpierw przystawka, potem zupa. Na końcu deser.
W tej kolejności świat został stworzony.

PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Aha. Pragnąłbym w takim obrocie sprawy zakąsić coś na pocieszenie serca drogą via żołądek. Pan rekomenduje?

KELNER
wichry sosu pomidorowego w objęciach buraczka
pulpetów wzgórza na horyzoncie
smutny sen o ziemniaku
życie upływa


PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Och. Pan jest poetą. Proszę mi tego nanieść po samą powałę. Będę jadł.
(zakansza)

KELNER
zmierzwionym kundlem jestem
ale dusza ma na szczytach
płomień mój
wieczny

koniec aktu II 


akt III

WSZYSCY RAZEM 
jedz jabłka
  dopókiś młody
jedz jabłka 
  dodają urody
bez jabłek życie jest szarą renetą
bez jabłek, panie, wszystko to nie to
skarbnica, lica, słonica
bo po co piosence zwrotka
gdy wystarczy rymu
wyleniała szczotka,
jedz jabłka.


Atencja!
Dyrekcja pragnie zawiadomić że akt III zakończył się nieplanowaną demoralicją sali widowiskowej i turbowaniem niewinnych. Dlatego zatem akt IV z przyczyn nie odbędzie się. Za bilety nie oddaje się. Osiołki ręczne i koromysła należy odebrać z szatni niezwłocznie. Zabrania się. Nie udziela się.
Na pytanie nie odpowiada się w godz. 10-16. W pozostałe dni robocze pytania też nie. Księżna Skarg i Zależeń do dyspozycji szanownych dostępna u ciecia. Cieć dostępny na bramie. Innego końca świata nie będzie. Odmaszerować.


sobota, 21 października 2017

Woda



naukowczyni, dramaturżka, antropolożnica Hanna Hrząśzcz-Śzwarceniger rozmawia z dr Susłem Rambo, doktorem nauk cybertranskulturowych, adiunktem na Wydziale Pasteryzowania Idei, Uniwersytetu Przetworów Leśnych, Konfitur i Dżemów z Owoców Sezonowych


Siedzimy w tej kawiarni, a widziałeś te szyby?
Zaparowane. To woda jest. Woda w stanie trybalnym.

Słyszę kapanie. Co to oznacza?
To znaczy że łamiesz prymat percepcji wzrokowej uaktywniając inne magistrale.
Tę strategię wykorzystują też polujące wiewiórki.

Słyszę też autobusy. Takie "brum-brum". Co to o nas mówi?
Autobus jest przestrzenią nieoswojoną i zarazem przestrzenią totalną.

Masz na myśli to, że wysiada się tylko na oznaczonych przystankach?
Też. I z perspektywy autobusu wyraźniej widać opozycję między byciem w pokoju a byciem w łazience.
W autobusie łatwiej myśleć w kategoriach passenger thinking. Bycie w pokoju nie nastręcza takich spekulacji. Aczkolwiek w łazience czas inaczej płynie. Łatwiej się zagapić, przegapić, wdepnąć w pranie.

Czy czas-utracony-w-łazience wiąże się jakoś z geometrią czarnej dziury?
Nie wiemy dokładnie. W miejscach niedokładnie uszczelnionych mogą pojawić się osobliwości, pewne nieciągłości płyt kartonowo-gipsowych.
Poza tym w łazience jest wilgotno, może tam nawet być pleśń.

Boimy się pleśni.
Tak, pleśń to kulturowy archetyp pomostu między nieorganicznym a organicznym, między budzącym grozę bytem-ze-ściany a pierwotnym imperatywem wzrostu wykładniczego w którym wyraża się życie. Pleśń to zarazem Inny, ślepa plamka w centrum naszego doświadczenia. Inny jest inny to znaczy nie-taki-jak-my i to jest punkt wyjścia uniwersalnej polaryzacji. Z tej biegunowości wychodzi cała nasza kultura. Orientujemy się przeciw pleśni żeby wyznaczać fundamenty naszej tożsamości, osiedlić się w sobie. Powtarzając za Platonem: "nie jestem kimś innym i to mnie dręczy, niczym wesz". 

To chyba niedokładny cytat?
To taka moja paralaksa. Ale chcę powiedzieć że gdy doznajemy poczucia zaskoczenia, odkrywając że kupiony przedwczoraj pomidor niespodziewanie pokrył się mikroskopijną siateczką obcych, wtedy nasze jestestwo jest przeszywane pierwotnym impulsem wstrętu przed "tym ohydnym". "To ohydne" jest wyzwaniem, bo nie przychodzi z instrukcją obsługi. 

...jak aplikacja w smartfonie.
No właśnie. Wydarza się akt dematerializacji pomidora jakiego znaliśmy wczoraj i jego transformacji w aforemną superkulturę anty-bytu. To jak w komedii Moliera - "Przysiągnę, że to ma oczy!". Ale moje dziecko powiedziałoby już "łapka w górę". Ona nie ma tego szacunku dla tego co było, ona cała jest w tym co jest.

Mam kontakt z młodzieżą i oni już inaczej myślą. Ściskają te swoje telefony jak moja prababcia modlitewnik, a po zajęciach zadają dodatkowe pytania, szarpią mnie za rękaw, gryzą aparatami ortodontycznymi. Widać ten ich ogromny apetyt na wiedzę. 
Możliwe że to im przynosi sekularne ukojenie irreligijne, ten kontakt z totemicznym obiektem o funkcji metakomunikacyjnej. Zwróć uwagę jak wiele mają wspólnego: macierz, macica, Mackintosh. To wszystko są słowa z tej samej genetycznej matrycy. Pamiętasz co Ewa zerwała z drzewa w raju?

Na studiach uczyli nas, że to był pomidor. Ja też zawsze przy pomidorach jestem smutna, bo boję się że trafi mi się jakiś podgniły.
Ten bergmanowski spleen to game over dla non-users. W sensie dla tych użytkowników warzyw którzy przyzwyczaili się do supermarketowego jedzenia i nie wiedzą że pomidor też musi mieć przestrzeń żeby się wygdakać. 

Czyli dajemy pomidorowi prawo do pleśni?
Życzyłbym sobie.

Natomiast pleśń w rogu pokoju bywa emanatem przyziemnej wzniosłości, wtedy jest to pleśń oswojona, "nasza".
Łatwo przyzwyczajamy się do pleśni jeśli uznamy że jest po naszej stronie.

Jak np. w serach?
Algorytmiczny model wzrastania pleśni jest bardzo podobny do schematu tworzenia się sieci kontaktów na facebooku. Jeśli można wyciągnąć dane z bazy danych, to dlaczego nie wyciągnąć tych samych danych z grzybni i pozwolić sieciom neuronowym działać. Sztuczna inteligencja już niedługo będzie sterować naszą dietą. Teraz to ty wybierasz jedzenie, ale w przyszłości to jedzenie będzie wybierać ciebie.

Problem w tym, jak zakodować problem. Dla sieci neuronowej jestem tylko zbiorem danych. Ciężko się przestawić na taką perspektywę.
No właśnie. My mamy już jeżdżące roboty które zbierają kurz, ale na przykład moja babcia nadal zbiera kurze szmatką.

I zgadnę, że nie ma facebooka?
Tak. Większość jej interakcji przebiega w trajektorii analogowej. A przecież współczesny świat jest na wpół zanurzony w świecie wirtualnym. Pięknie o tym pisze James Chrlbdgrchlzgtzky (francuski filozof społeczny i teoretyk biomasy), że to co realne rozmacza się w tym co nierealne. Każdy na pewno moczył sobie kiedyś herbatniki w mleku. Z rzeczywistości robi się wtedy tego taka pulpa, łatwa do połknięcia. To naturalne, już człowiek prahistoryczny chciał sobie ułatwiać.

No bo co będzie sobie utrudniał! (śmiech)
Człowiek prahistoryczny nie był taką głupią małpą, jak to się powszechnie uważa. To wszystko są schematy poznawcze w których ugrzęźliśmy - że jaskiniowiec to tylko z maczugą latał. Ale tam jest pełno przykładów że była tam zaduma i wrażliwość na zachody słońca. 

Wróćmy do naszych czasów. Będziemy mieć łatwiej czy trudniej?
Ja mam taką hardkorową zajawkę, że w przyszłości wszyscy ludzie będą mieli komputery z sera pleśniowego. Że pleśń odwali za nas całą robotę, a my będziemy mieć wtedy czas na chodzenie do kina i na wycieczki. 

Myślisz że już w tym stuleciu?
Może tak. Zobacz, wysłaliśmy sondę do Marsa, a Wenus jest tylko kawałek dalej. I bliżej słońca jest cieplej. Tam można mieć inspekty, można tworzyć spółdzielnie hodowli jarzyn. Udało się to w północnym Maroku na eksperymentalnych farmach, uda się i tam.

Ty w swojej pracy stoisz raczej po stronie tego pomidora?
Ja zajmuję się bytem społecznym, przejawem zbiorowego ducha tłumaczonym na misterną sieć zależności. Mój białkowy interfejs nie pozwala mi na więcej, ale gdybym był np. pieczarką to myślę że zajmowałbym się tym samym. 

Podrapać cię po pleckach?
Nie jestem zalogowany. O tym się tyle nie mówi, ale równolegle do prac nad sztuczną inteligencją prowadzone są prace nad sztuczną głupotą i to jest o wiele trudniejsze wyzwanie. Mówię tu o terminach takich jak algorytmy pomylone, modelowanie dyletantyzmu czy idiotomika kwantowa. Jeśli wszystkim kierować będzie sztuczna głupota, to sztuczna inteligencja zajmie niszę cywilizacyjną, taką jak szachy czy ziemniaki.

I każdy będzie miał swobodny dostęp do warzyw?
Oczywiście. Musimy tylko zebrać się w sobie i przysiąść fałdów. Korzystać z doświadczeń przyszłych pokoleń i z nadzieją patrzać w horyzont wydarzeń.