piątek, 24 marca 2017

Qwerty


poniedziałek, 6 marca 2017

Konceptua



Obiecałam sobie, że to będzie ostatnia książka popularnoen o fizyce kwantowej, jaką przeczytam, i więcej nic nigdy. Aż tu nagle, brakująca część układanki, jak grom z błękitnookiego nieba:


Jeśli nie wiadomo, to mogłoby się to nazywać z większym rozmachem, bez żadnego uszczerbku dla czegokolwiek, np. "kalafior Mojżesza" albo choćby "funkcja kalafiorowa". Przykłady: "Powyższa własność znana jest właśnie pod taką nazwą: jako redukcja kalafiora Mojżesza..."; "Elektron znajduje się w stanie będącym superpozycją funkcji kalafiorowej..."; "kalafior Mojżesza rozciąga się w całej przestrzeni..."; "nielokalność (...) wywodzi się z samej natury funkcji kalafiorowej...", itd.

To mi się nieco kojarzy z kapustą [link]. Może któryś z nich (fizyków w latach 20 XX wieku) przybył z przyszłości, albo z kosmosu. 
(czytałam jakąś anegdotkę o tym jak jakiś fizyk szedł za drugim fizykiem, który był tak genialny, że ten pierwszy, gdy ten drugi przyspieszył kroku i zniknął za zakrętem korytarza, pomyślał odruchowo, że pewnie ów ma jakieś dodatkowe umiejętności pojawiania się i znikania, będące naturalną konsekwencją jego pozaziemskiego pochodzenia.)

Książkę polecam. (Kwanty, przewodnik dla zdezorientowanych, Jim Al-Khalili)




poniedziałek, 20 lutego 2017

Koper


Z psycholożką i dietetyczką Hanną Hrząszcz rozmawia antropolożka Marianna Podjadek-Turkuć-Podjadek-Turkuć



Hej hej.
Cześć i czołem kluski z rosołem.

Straszne wąsiska ci urosły od naszej ostatniej rozmowy, Haniu.
Marianno, mój organizm oczyszcza się z toksyn, dlatego mam teraz więcej włosów na twarzy.

Widzę że miesisz coś łapą w misce. Co robisz? Nie obawiasz się bakterii?
Przygotowuję jabłko do porannej owsianki i wyobrażam sobie, że jestem Nickiem Cavem. Te bakterie które widzisz, to są dobre bakterie.

Miałyśmy dziś rozmawiać o dojrzałości, o ścieżkach wiodących do harmonii życiowej, i o tym jak się zdrowo odżywiać.
Wiesz, opowiem ci taką historię z mojego życia. Bolał mnie ząb i mój zaprzyjaźniony stolarz polecił mi najlepszego stomatologa w Warszawie. Pojechałam tam pełna nadziei, ale okazało się że pomyliłam adres i na miejscu jest piekarnia. Wprawdzie była to najlepsza piekarnia w mieście, ale jednak nie był to gabinet stomatologiczny. Ostatecznie bardzo miły piekarz doradził nam upiec ciasteczka i zapchać nimi dziurę w zębie. Kupiliśmy najlepszą mąkę, najlepsze jaja od kur (mistrzyń świata w znoszeniu z 2015 roku), certyfikowany cukier z wyselekcjonowanych buraków, renomowany cukier waniliowy i wodę ze świętego źródła Inków. Niestety wyszedł zakalec. Od tamtego czasu zaczęłam się zastanawiać nad sensem istnienia i nad tym co jem, jak to jem i dlaczego to jem. 

Co to za szara substancja o fakturze odpadów z worka odkurzacza?
To jest melasa ze strzyżenia mandżurskich owiec leśnych. Zawiera 1500 razy więcej witaminy C niż pomarańcza, dodatkowo to kopalnia witamin A, Ą, B, C, D, E, F i G, bogate źródło magnezu, selenu, potasu, cynku, plutonu, antyoksydantów, polifenoli, fenoli, amfetaminy, protonów i neutronów.

Jak się ją przygotowuje?
Melasę należy rozwałkować na placek grubości jednego atomu, zwinąć w rulon, zamrozić do -274 stopni Celsjusza, rozbić w zderzaczu hadronów i zmiksować ze swoim ulubionym owocem. Chociaż najlepsza jest w wersji z kalarepą, mniam! Dzieciom można przygotować kotleciki, a mężczyznom naleśniki. To zależy tylko od nas.

Czy my, Polacy potrafimy prawidłowo jeść? 
Niestety nie. Należy jeść powoli, wkładając pokarm do otworu gębowego. Starajmy się aby jedzenie po przygotowaniu trafiało bezpośrednio do jamy ustnej, przechowywane w uchu lub pod pachą szybko traci cenne wartości odżywcze.

A co potem?
Potem gryziemy - rytmicznie i z przekonaniem. Zalecam dokładne gryzienie także jogurtu i herbaty, gdyż te produkty niedokładnie pogryzione często zalegają na dnie żołądka, gdzie czekając na strawienie zaglądają do dwunastnicy, zaburzając zwrotny wychwyt witaminy C z warzyw. 

I to wszystko?
Pogryzione jedzenie starajmy się połknąć, inaczej nie trafi ono do żołądka, a my po prostu będziemy głodni. Nie należy przy tym szarżować czy starać się zaimponować towarzyszom stołu. Najlepiej kierować przy tym wzrok na czakrę brwi (znajduje się ona na czole, pomiędzy brwiami), a oddychać przeponowo w kierunku kręgosłupa. Dodatkowo warto przy jedzeniu warzyw dziękować w myślach przodkom z linii męskiej, a przy jedzeniu owoców cytrusowych prosić o wybaczenie przodków z linii żeńskiej, to znakomicie oczyszcza negatywne energie i przyspiesza metabolizm. Jeśli mamy do tego warunki, po każdym posiłku wyrzucamy przez okno całą zastawę, stół i wyposażenie kuchni. Dobrze jest też po obiedzie wywiesić flagę uszytą ze starego obrusa.

Po co?
Takim gestem sygnalizujemy sąsiadom że jesteśmy najedzeni i deklarujemy się jako aktywny członek wspólnoty człowieczej. Przypieczętowuje to naszą przynależność do wielkiej ludzkiej rodziny.

Czy sałata jest zdrowa?
Na pewno nie zdrowsza niż schabowy. Kształt jest podobny, ale to nie to samo. Przykładowo, 20 kg kopru ma tyle samo magnezu co 5 kg ziemniaków, dlatego lepiej zamiast tradycyjnych ziemniaków z koprem jeść koper z ziemniakami. Koper jest zdrowy, nie powoduje napięć w układzie trawiennym, pozytywnie wpływa na pozytywne myślenie i na wydajność w pracy. Napoleon żywił się przez 2 lata samym koprem, a Albert Einstein stosował go jako przekąskę gdy dopracowywał szczegóły ogólnej teorii wzglądności. Każde zjedzone 20 kg kopru przedłuża nam życie o 10 lat. Zatem z prostego rachunku wynika, że wystarczy zjeść 4 tony kopru żeby żyć 2000 lat. Oczywiście starajmy się zbierać go z dala od elektrowni atomowych i ruchliwych ulic. Najlepszy jest ten z gospodarstw ekologicznych, z certyfikatem i pieczątką.

Modne jest teraz jedzenie korzeni drzew...
Pamiętajmy że drzewo bez korzeni prędzej czy później przewróci się na nas lub na sąsiada. Jedzmy korzenie drzew z umiarem. Można od czasu do czasu zjeść z rodziną korzeń sekwoi na niedzielny obiad, ale nie należy z tego czynić podstawy swojej diety. Powrócę jeszcze do kopru. Nasze babki jadły dziki koper na surowo - znakomicie oczyszczał przestrzenie międzyzębowe i masował dziąsła. Budowniczowie katedr zawsze mieli przy sobie sproszkowany koper, środek który znakomicie leczył bóle kręgosłupa i odciski od cegieł. Podobno nawet Michał Anioł dodawał kopru do swoich farb, a efekty możemy podziwiać do dziś.

Słyszałam że warzywa są niezdrowe.
Warzywa są bardzo niezdrowe. Należy jeść masło, słoninę, smalec i w ostateczności margarynę. Tłuszcz i cukier powinny stanowić podstawę naszej diety, starajmy się wyeliminować owoce i warzywa (z wyjątkiem kopru), ograniczyć do minimum nabiał i ryby. Ciekawostka: Amerykanie przeprowadzili badania z których wynika, że jedzenie starych sfilcowanych swetrów zmniejsza o 3% ryzyko zachorowania. Badano grupę moli odzieżowych: te które jadły swetry były o 20% grubsze od tych które karmiono pomidorami. Mole odzieżowe które jadły same swetry (a nie jadły wełnianych płaszczy i bielizny osobistej) kończyły studia wyższe z lepszymi wynikami, a wskaźnik przestępczości wynosił 5. W mojej najnowszej książce  "Jedz swetry" znajdziesz mnóstwo przepisów na potrawy ze swetrów.

A jak wygląda twoje śniadanie?
Wstaję o 5 rano i zjadam na czczo 40 kg kopru. Zaczynałam od 3 kg, mój trener planuje, że przed zimą będę zjadać 700 kg kopru dziennie. To duża ilość, dlatego będę dzielić ją na 10 małych posiłków po 70 kg kopru. Do tego medytacja w deszczu (zimą we śniegu), gimnastyka aerodynamiczna, rozpalanie w kominku plastikowymi butelkami, wyczesanie łupieżu (jeśli się nagromadził w nocy) i namaczanie swetrów na obiad.

Jak znajdujesz na to wszystko czas?
Jakoś się udaje (śmiech). Oprócz tego prowadzę stadninę koni i poranny program w telewizji, mam firmę handlującą patelniami, manufakturę pomponów do czapek, sklep internetowy ze zdrową odzieżą, wyglądam młodo, wychowuję osiemnaścioro dzieci, codziennie ćwiczę, jestem aktywna społecznie i kulturalnie, mam grono zaufanych przyjaciół, pięciu kochających mężów, dziesięć oddanych teściowych które mnie uwielbiają, owczarka niemieckiego i nowoczesny odkurzacz, ważę 52 kg przy wzroście 184 metry, nagrałam 5 płyt, wydałam 80 książek i piszę 4 kolejne, w międzyczasie kończę budowę trzeciego domu. Moja firma sprzedająca zużyte opony wchodzi teraz na giełdę...

Przepraszam że ci przerwę...
A przy tym nadal znajduję czas na poranne zbieranie kopru. Już kończę. Chcę tylko dodać jak ważne dla współczesnej kobiety jest być sobą i słuchać swojego serca. W każdej z nas jest wojowniczka, biegnąca z pękiem styropianu w stronę zachodzącego słońca. Nie pozwólmy cywilizacji stłumić tego pierwotnego instynktu. Nie bądźmy jak te samochody bez opon, jak drzewa bez korzeni...

Niestety nie zdążymy już podać przepisu na twoje ulubione ciasteczka.
Oj, straszna szkoda. Są to bowiem moje ulubione ciasteczka bez jaj, orzechów, mięsa, konserwantów, barwników, dopalaczy, poprawiaczy smaku, wzmacniaczy zapachu, bez niebezpiecznej laktozy, węglowodanów, szkodliwego białka roślinnego, oczywiście bez cukru, przygotowane w 100% z makulatury z recyclingu, smakowite wypieki którymi zajada się cała moja rodzina. Proszę, poczęstuj się.

Okropnie dziękuję. Zjem sobie w drodze powrotnej. 
...

Haniu, dziękuję sobie za tę rozmowę. To ważne, żeby najpierw podziękować sobie, za wszystko co dla siebie robimy. Bez tego dziękowania życie jest niepełne i przypomina stary zmywak do naczyń.
Ja również dziękuję sobie za tę rozmowę i dziękuję tobie za tę rozmowę. Dziękuję także nam, że tu dziś byłyśmy ze sobą, to jest że ty byłaś ze mną, a ja byłam z tobą, i że obydwie w tym czasie miałyśmy także kontakt nie tylko ze sobą nawzajem, ale także z prawdziwym sobą.




środa, 8 lutego 2017

Chebel



Z psycholożką Hanną Hrząszcz rozmawia antropolożka Marianna Podjadek-Turkuć

Siemanko.
Haniu, o czym dziś porozmawiamy, Haniu?

Mój stolarz nigdy nie odkłada hebla na miejsce. 
Rozmawialiście o tym?

Tak. W całym domu mam porozstawiane banery 4 na 5 metrów z napisem "Proszę, odkładaj na miejsce ten jebany hebel", ale on nic nie mówi, tylko przemyka  pod ścianami. Wyraźnie ten temat go blokuje.
Może jest DDDDDD - Dorosłym Dzieckiem z Rodziny Dysfunkcyjnej z Domu o Drewnianym Dachu. DDDDDD czesto mają kłopot z funkcjonowaniem w sytuacji zgubionego narzędzia. W trakcie rozmowy gubią wątek i mówią "eeeee...". To ma związek z wilgocią i brakiem wybaczenia. Zdarza się że DDDDDD wchodzi w związki z DDDDDBF (Dorosłym Dzieckiem z Rodziny Dysfunkcyjnej z Domu o Dachu z Blachy Falistej) i wtedy dochodzi do licznych napięć.

Jakich?
Przykładowo gdy DDDDDD chce odpocząć, DDDDDBF zamyka się w sobie i mu to umożliwia. A kiedy DDDDDBF wychodzi z siebie, DDDDDD już tam jest, z ręcznikiem i ciepłym obiadem. 

Przygotowało go wcześniej?
Tak, często nawet miesiąc naprzód. Oni wszystko mrożą, bo sami są zamrożeni.

Przypomina mi to trochę teorię wypaczonej podłogi Jenkinsa. Może przybliżmy postać Jenkinsa czytelnikom, zwłaszcza tym którzy o nim nie słyszeli.
Z przyjemnością, Haniu. Jenkins Harold, guru współczesnej terapii stania obok krzesła. To była niezwykle barwna postać. Napisał 50 książek, wszystkie na ten sam temat. Molestował wszystkich których znał, również drzewa, krzewy i instrumenty muzyczne. Wszyscy z jego otoczenia wielokrotnie popełnili samobójstwo. W wieku 23 lat porzucił intratną posadę głównego prawnika koncernu produkującego azbest do papierosów i zaszył się w dżungli, z Beduinami. Pozostawił po sobie 238 dzieci, wszystkie z nieoperacyjną wadą zastawki. A jednocześnie to najwybitniejszy psychoterapeuta nurtu spojrzenia wgłąb, który pomógł wielu ludziom odnaleźć siebie.

Ja dodam od siebie, że w latach 70tych ubiegłego wieku tworzył wraz z Markiem Rio Grande "Teatr Wątrobowy" - wystawiali Szekspira, Sofoklesa, Witkacego - zawsze w futrach i pod wodą. Oczywiście pod tymi futrami nic nie mieli (śmiech). Pod koniec każdego spektaklu tłukli się nawzajem pniami baobabu. Ludzie się otwierali, to było katharzisWoda wyzwala emocje, bo sama jest emocją.
Pięknie powiedziane. Ludzie gromadzili się wokół niego. Wspaniale jeździł konno i miał niezwykłą muskulaturę. Gdy zaczęli go szarpać za brodę, zaplótł warkocze. Takiego go zapamiętałam.

A na czym właściwie polega terapia stania obok krzesła? 
Stając obok krzesła dokonujemy tzw. "introspekcji rzutowanej" - mamy szansę spojrzeć na siebie z boku. W wielkim uproszczeniu wygląda to tak, że w sali jest zawsze mniej krzeseł niż pacjentów. Terapeuta ma magnetofon z którego odtwarza muzykę, sam jednak nie bierze udziału w procesie terapeutycznym. Gdy muzyka płynie z głośników, pacjenci tanecznym krokiem chodzą wokół krzeseł. W wybranym przez siebie momencie terapeuta zatrzymuje taśmę, a oni muszą wtedy usiąść na którymś wolnym krześle. Trzeba to widzieć, jak niezgrabnie przepychają się walcząc o krzesła. Oczywiście dla kogoś krzesła zabraknie, często są to ludzie o słabym refleksie, nisko osadzonym środku ciężkości i szeroko rozstawionych płucach. Chcemy takim ludziom pomóc odnaleźć się w społeczeństwie - choćby poprzez ćwiczenie odnajdywania wewnętrznego łabędzia, rozbudowany dialog z wewnętrznym dziadkiem, zabawy przed lustrem, teatrzyk kukiełkowy i oczywiście terapię indywidualną.

Jenkins powiedziałby im pewnie "kopsnij szluga, rozłóż ręce"?
Tak, on dokładnie taki był. Szczery, emanujący ogromną mądrością życiową i witalnością. Nie rozdrabniał się, ale też nie narzekał. Gdy pożyczył pieniądze, zawsze oddał mniej. Wielu ludzi za nim szło.

Tak było do procesu w 1985r.? 
W 1985 został oskarżony o posiadanie dwóch megaton środków odurzających, przechowywanych w silosie na zboże. Wpadł gdy sąsiednie miasteczko zostało doszczętnie zburzone przez naćpane kury. Przez jeden mały błąd w oprogramowaniu fermy drobiu współczesna psychoterapia straciła, nie umiem tego nawet nazwać, swojego mistrza i ojca. Tym dla nas był.

(milczy)

Wpadłyśmy w podniosły nastrój, Haniu Haniu. A przecież życie to nie tylko narkotyki w silosie, to także piękne momenty zatrzymania nad ulotnym pięknem płatka śniegu, nad łagodnością jaką w sobie mamy. Jest w życiu też i uroda, nie tylko pogoń za srebrzystym rumakiem o tęczowych źrenicach w których płonie ogień i mgła zaciera wszystko, czegom dotąd nie widział, bo mgła to tylko fragment rozdeptanego woalu niewiedzy którym się otulam, a zimno mi, i za dnia oczy mam zmęczone, a widma, widma błyszczące krążą nad światem, a anioł, anioł mnie przyzywa, nie wie że dzwon bijący wieczności jest mi bratem.

Pięknie to nazwałaś. Obyśmy w nowym roku mieli więcej sił na realizowanie swoich planów.
Ja również.