piątek, 21 lipca 2017

poniedziałek, 17 lipca 2017

niedziela, 9 lipca 2017

SALE! SALE! -30% -50% -800%



Ściągnij naszą apkę, wyczaj i zgarnij! Niuchnij okazyjkę i podiwań smartfonka! Gęsta okazja dla prawdziwych miczo-maczo! Chrapnij i zdrapnij! Grzeją sie grube przeceny! Zdobywaj punkty i wymieniaj je na pluszowe akcesoria! Módl się i pracuj! Jest do wychachmęcenia traktor! Zbieraj kody, dziabnij nagrody! Szarpaj promocje! Machnij się do salonu i przykręć nowy fon - teraz najwięksi kolesiarze zbierają kozackie naklejki i handlują je na gratisy! Bądź cwany i gotowy! Suta akcja na salonach - odjedź najnowszym modelem - do wygryzienia także 500 plecaków! Studenckie poniedziałki: 4 za 5 i 7 za 11! Ranne ptaszki żrą więcej! Gibnij się do nas i sprawdź naszą gadkę, do każdej kawy ciasteczko.

sobota, 1 lipca 2017

Futura



Ćwiczenie stylistyczne: sentymentalizm futuro


W tamtych czasach nie trzeba było posiadać supernowoczesnego komputera kwantowego z tryliardem podświatów renderowanych na demandzie czy holoklonowatorka z megatronem i projektorem funkcji za zeta żeby przylogować na kompot. Pamiętacie jak wszyscy zamawiali swoje telewizory przez internet i czekali cierpliwie aż kurier przyniesie przesyłkę? Cieszyliśmy się jak dzieci gdy spocony facet w końcu wnosił paczkę na czwarty level. Gdy zaorderowane pliki z Matfilu zaczęły nam codziennie wyrastać w ekolożowniach szybko zapomnieliśmy jak to było po prostu kliknąć "dodaj do koszyka" i zrobić przelew. Wtedy jeszcze rozmawialiśmy przez telefony komórkowe, a nie chowając się za transdermalnymi awatarami w na chybcika kleconej sieci multisemantycznej. Człowiek mógł pogadać z człowiekiem jak człowiek, światłowód w światłowód, a nie wysyłając swoją organoleptyczną kopię na serwery Talkanetu czy innego Vizuogla.

Te czasy już przeminęły, świat w którym zwyczajnie wyszukiwało się znajomych na facebooku, a nie downloadowało ich z wirtualizowni od razu z najnowszymi kierownikami i edytowalnym mentalnotorem. Życie było wtedy jaśniejsze, prostsze i weselsze. Za dzieciaka cały dzień biegało się z podpisem elektronicznym na szyi, a wieczorem w inteligentnym domu czekało ciasto z mikrofalówki i gderanie cyberniani. Teraz każdy nawet nie wie czy naprawdę istnieje, czy jest tylko zerezerwowanym miejscem w tabelce obliczanym w tornadzie albo delegowanym na serwery Jowisza kryptowidmem. Niektórzy tak bardzo przykitłasili w numberowniach Babilonu, że nie pamiętają już jak zajadając chrupki z soi bez soli układali pierwszego pasjansa na Okninawie 80 (dawny Fenster Insta).



słownik: 
przylogować na kompot - ekspandować na serwerze tymczasowe rajtraki
kopia organoleptyczna - kopia łatwo odklejalna i o niższym niż standardowy czasie półtrwania 
świat - obliczalny wycinek perceptronu, komputowany bez obwódki
Matfil - poprawnie Matfile, inaczej: beza wzorcowa, szabelnownia, gryka
mentalnotor - mental na motorze Platino, zgrywalny do wyższych wersji bez koneksjomatu, od roku 2154 z opcją wyświetlania na ścianie

***




ilustracja: fragment z Przygód Terminatora Gołąbka. Tekst uzyskany z automatycznego translatora. Mechaniczny tłumacz wczesnej generacji - jeden z niewielu sposobów dostarczenia sobie wrażeń o charakterze prawdopodobnie futurystycznym.

piątek, 30 czerwca 2017

Blue


Człowiek, jak to było już wielokrotnie wspominane,
musi sobie czasem namalować kwiaty.





i posłuchać C. Santany:

piątek, 23 czerwca 2017

A teraz co do grzebienia



"Maluję obrazy jakby były kwiatami które same rozkwitają."
 J. Miró

***

"Mir
ó poznałem w roku 1936 w Londynie (...) siedział w restauracji (...) i jadł najbarwniejszy deser lodowy jaki w życiu widziałem."
(przyjaciel Miró o Miró)

***

(z filmu o Miró pt. "Theatre of dreams")

***

(Wołacz: o, Miró!)




czwartek, 22 czerwca 2017

środa, 21 czerwca 2017

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Niedyspozycja żołądkowa



Patrzta człowieki, napisałam jadowity pamflet sobie a'muzom, a tu w międzyczasie, zupełnie bez konsultacji ze mną, przyznali książce która była tego pamfletu częściowym natchnieniem, paszport z Samotraki, czy jak tam zwą obecnie te nagrody w Polsce  "za sztukę". Znak to, że jeśli chodzi o miłościwie panujące gusta (lub też gusta propagowane), rozmijam się jak wte i nazad. 


Istnieje nurt mocnych książek, bezkompromisowych bolesnych obrazów współczesnej Polski których unikam częściowo ze względu na temat, ale głównie z uwagi na styl. Elementem dobrego stylu jest m.in. wyczucie tego momentu, kiedy w ramach dobrego stylu można użyć złego stylu. Jest to wiedza tajemna i wytwarza się jak każda taka, tylko przez działania alchemiczne: wytapianie, poprawianie poprawek, wchłanianie i przetrawianie cudzych stylów oraz inne podejrzane machinacje na które nie dostarczon przepisu. Oczywiście żeby żonglować tym drugim, trzeba najpierw operować tym pierwszym.

Mocny obraz współczesnej Polski ma na swą obronę przyjacielską pochwałę na obwolucie. Na temat tego co chcą mi sprzedać, piszą nie dość że "opisanie nieopisanego i uniwersalnego jest zadaniem literatury", to jeszcze że "zadanie to zostało spełnione". Fajnie, chciałam to sama ocenić, ale skoro, to cześć. A literatura znowu ma zadania, przed sobą, do spełnienia. Odkryć istotę bytu, na poniedziałek. Ducha krzepić! Lawirować, pytać, kwestionować, zadawać bobu. Wartości humanistyczne rozpropagować, spocznij. 

Współczesna proza kobieca to będą wymioty, menstruacje, ulewki i kierat, kobieta, jak za dawnych niedobrych czasów, definiowana histerią, gruczołem i wydzieliną. Cągle ten sam odkrywczy patent, perpetuum mobile napędzające głośne premiery w nowatorskich teatrach i ekscytujące wywiady z modnymi reżyserami, z których co każdy to źle zamaskowany szarlatan. Jama, poporodowy, atak, wrzeszczący, szew, czerwony, sączyć, rzadki, nagłym ruchem, otępiały, spływać, kapać, wyrzucać, pchać, ciągnąć, obrzucać spojrzeniem, walczy, jarzeniówek, mój, który, doświadczenie, Tomasz Mann powiedziałby, gwałtownie hamuje, wkładam, podgrzewam, patrzy z pogardą, reszta, dźwięczące monety, obrzmiały, wypluwa, wypluwa mnie, fetor, zatrzaskuje, zjełczały. Widziałam ostatnio jak jakaś niewiasta brała z biblioteki całą dyskografię pani E Jelinek.

"Opowieść wielu kobiet" i "autorka która to opisała", oczywiście przez pryzmat, jeśli nie przez soczewkę, i "polskie przedmieścia" i "pokolenie czegoś tam" które przegląda się w lustrze czegoś tam jak w czymśtam, i bohater w którym każdy odnajdzie każdego siebie, i sami nie wiedzą czy opisała (jeśli opisała to reportaż) czy stworzyła i tak dalej. I kolejny realistyczny, oczywiście do bólu, obraz wspólczesnej Polski, bo obrazy wspólczesnej Polski są tylko w mocnym świetle realizmu, ewentualnie zarzyganego realizmu magicznego, zwanego także realizmem patologicznym, który nigdy nie jest dość drążony a co za tym stoi, jest ciągle wdzięczną i niewyczerpaną kopalnią...stop stop...nie możesz tak pisać. Co nie mogę, jak oni mogą, to ja też mogę.

Jest też proza męska, ale tam to się boję zaglądać, tylko czasem przeglądnę w księgarence. Od razu twarz mi się robi ogorzała, nawyki hultajskie, zalewa mnie kwadratowa fala bezpośredniości, bitna się robię. Błyskawicznie naskakuję do pani za kontuarem, wyciągam urok osobisty, proponuję partyjkę, gorzałkę, albo i co gorzej; roją mi się carskie wojska maszerujące, patrzę w dowód, co psiekurwa, Franz Jozef się nazywam, zaraz teraz jakaś przygoda, burdelik, okopy, stylizacja, brutalizacja, krynoliny, cała rekwizytornia wyciągnięta i przyniesiona, nie wiadomo po co, jak zwykle. Bladzi jesteśmy, to potrzebujemy kolorytu. Akcja książki dzieje się w Generalnej Guberni. Mlody XY...jest świadkiem...inicjacja...ostrzał...ucieczka...wątek miłosny...dylemat moralny...wątek małego kościólka...armia rosyjska...błoto...sępy...wilkołaki...kruki, hieny, tygrysy, lamparty, żyrafy...objawienie...odnalezienie manuskryptu...odnalezienie nagrobka pradziadka...odnalezienie pierścienia pradziadka...przyzba, izba, chudoba, wyzysk...wynędzniały osioł...wiejska prostaczka...bębni stopami po gumnie...krzyki, wrzaski, pochodnie...kolby karabinów...twarze ogorzałe a prymitywne a proste a dobre a mądre a złe a głupie...mądrości ludowe!...wszystko to mi się śni i mam nadzieję że zaraz się obudzę.

Mam wrażenie że wspólczesna lit. pol. czerpie ze skrzynicy ustawionej raz a na zawsze, dostarczającej wciąż nowych podniet na te same tematy. Na obiad zawsze dają diagnozę współczesnej przede wszystkim codzienności, przefiltrowanej przez konsumpcyjną mentalność, albo odwrotnie, mi się już wszystko powoli pierdoli. Na deser rozliczenie z przeszłością w której każdy był wątpliwy moralnie, kostiumy z epoki i dziarska stylizacja. Po którą sztancę dziś sięgnąć, mistrzu? Ten catering mnie nie zachwyca, ja już dawno temu przestałam to jeść i żywię się konserwami. A wy jak tam chcecie.

Mimo to wolałabym, żeby mnie i mojego pokolenia CH nie rozszczepiał w swoim pryzmacie żaden tego typu autor. Niech lepiej tego nie robi, niech nie opisuje moich-swoich przemyśleń rodzących się w hali całodobowego supermarketu. Lepiej żeby nie przyszywał mi własnych podrzędnych idei. Musi być jakaś różnica między pamiętniczkiem z kolejnego dnia a sztuką. Nielinearność przełożenia. Jakaś idea, choćby i o chudych skrzydełkach. Malutka ideyjka której nie da rady wydedukować z okładki. Kunszt a wyrzyg - znajdź 10 różnic i zaznacz kwadratowym kółeczkiem.

I kiedy to daliście się podejść i zredukować, i twierdzicie że te smętne fotostory z manekinami to prawda o i duchowa strawa na teraźniejszość. Taka proza przygnębia mnie bardziej niż rzeczywistość i to jest chyba jej główne osiagnięcie, amen.

dodatek
wypisy dla klasy osiemdziesiątej:

Zaznaczam, że nie czytałam, i opieram się tylko na darmowym fragmencie udostępnionym przez wydawcę

pierwsza strona: "drobne stoiska [...] uplasowane wdzięcznie pośrodku przestronnych alejek" (orzeszkowa)*
druga: "na leżąco mam silne nudności które kończą się ulgą w postaci wymiotów" (karta pacjenta)
trzecia: "obkładanie się pilnymi dedlajnami" (serio? serio? sen to czy jawa?)
czwarta: "kwaśny ślinotok, preludium szlochu" (władysław mozart)

*(i to jest ten moment w którym odkładam prozę. niektórzy uczyniliby to już zapewne przy zdaniu "Asortyment jest szeroki.". Co mnie zdumiewa, to ilość osób, które tego nie uczyniły.)

(Niestety, zwrot "uplasowane wdzięcznie" już ze mną zostanie na zawsze, i razem z nim cały wszechświat dygających skojarzeń w krótkich spódniczkach, z warkoczykami ozdobionymi satynowymi kokardkami, z polatującymi tu i ówdzie i ówdzie jaskólkami, GDYŻ alejki są przestronne, na tyle przestronne że swobodnie przejedzie tam, i karoca, i powóz jaśniepaństwa, zdążających z wizytą do sąsiedniego majątku gdzie, mają nadzieję, dorastający paniczyk osiągnął już wymagane konwencją parametry, znacząco zwiększając prawdopodobieństwo korzystnego mariażu z ich córką o brzoskwiniowej lekko piegowatej cerze, całymi popołudniami haftującej lniane serwetki we wzorki będące zwiastunem niechybnego obłędu, ulga w postaci wymiotów? Może doktór nie zdążył dojechać, konie utknęły w błotnistym wąwozie, a wysłany z wiadomością stangret na rozstaju dróg wybrał złą drogę, zbłądziwszy do sąsiedniej wioski, lustrzanego odbicia tej właściwej, i zawezwany ostatecznie znachór zalecił obkładanie się pilnymi dedlajnami. To dlatego wszyscy biegali potem w dziwnej malignie po łąkach i szukali owych pilnych dedlajnów, które, a był to późny październik, odleciały już dawno do ciepłych krajów. Ale kto miał o tym wiedzieć. Bo przecież nie zarządca majątku we własnej osobie, on miał na swej łysej głowie ważniejsze sprawy. Dwie kopalnie dyjamentów zbankrutowały, a kupcy z dalekiego Indochinu słali niepokojące telegramy: podobno szykuje się przewrót w pałacu, który uniemożliwi 

oraz materiałach promocyjnych wydawcy, będących często sztuką samą w'sobie

"ubrana w introwertyczną narrację opowieść wielu kobiet, które dotknął kryzys związany z urodzeniem dziecka." (...) surowy obraz codzienności umęczonej i wypartej, opisanej z wielkim literackim kunsztem. Ten tekst jest surowy, matowy, chirurgiczny jak Haneke. (...) Zazdroszczę Natalii, że wpadła na pomysł opisania tego wszystkiego przez pryzmat wizyt w centrach handlowych, które uważamy za coś nieważnego i wstydliwego. Opisanie nieopisanego i uniwersalnego jest prawdziwym zadaniem literatury i to zadanie zostało w tym tekście spełnione. Jeśli jesteście osobami, które wiedzą jak to jest obserwować rzeczywistość znad kartonowego kubka z tanią kawą w Tesco, ta książka jest dla Was.(...)" NIE, NIE JESTEŚMY. KAWA TYLKO DROGA.
I tak dalej w ten wzorek: "mocny i realistyczny obraz współczesnej Polski widzianej oczami młodych ludzi wchodzących w dorosłość:, "opis polskich przedmieść, codziennej pracy i obowiązków. Działający jak uderzenie pięścią manifest pokolenia prekariatu.(...) opowieść o kobiecym doświadczeniu, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Bezkompromisowa, mądra, do bólu prawdziwa."

Taką mam metodę krytyczną.

Zaznaczam też, że przy pisaniu powyższego tekstu nie obkładałam się pilnymi dedlajnami. Trochę było mi niedobrze, możliwe że to ten śledź albo przedwczorajszy gulasz, człowiek nigdy do końca nie wie, dopóki nie wyrzyga.

Drugą walutą spółczesnego świata jest bowiem, co nieoczywiste, współczucie, dlatego każdy kogo życie kopnie w kostkę zdobywa automatyczną nominację pisarską, wstępną przychylność systemu oraz szansę na ekranizację, a ewentualne zarzuty o formę artystyczną, może zawsze odeprzeć autentyzmem przeżyć. I tak się bawią na wystawnych kolacjach: treść bez formy i forma bez treści. Czasem ktoś oberwie zgniłym halibutem i od razu jest temat na następną książkę. Jest to oczywista głos z mojego świata w którym weryzm z zacięciem społecznym służy co najwyżej do podpierania chwiejącego się stoliczka, jako metoda która zużyła się od razu po wynalezieniu. 

Ponadto: jak może być, do stu tysięcy sfilcowanych belzebubów, opowieść ubrana w narrację. Introwertyczna opowieść wielu kobiet o najwyraźniej wspólnej jaźni. Wspaniały przyczynek do dyskursu. Wyparta codzienność - gdzie, skąd, jak, za ile. Każdy jest teraz Zygmuntem Freudem?

sobota, 17 czerwca 2017

Bydygy


Drogi pamiętniczeczku!


Pewnie nie wiesz, ale wczoraj przy rynku głównym w bydygy jakaś pani czytała przez mikrofon fragmenty Apokalipsy, a 20 metrów dalej ludzie jedli lody i świeciło słońce. Tak też można! I to zupełnie za darmo! A studenciaki (same one) oddają do biblioteki: Kodeks prawa cywilnego, Twórczość Franciszka Rabelais i inne straszliwe księgi. Won z tym psińcem, już wakacje. Niecierpliwość w powietrzu.

środa, 14 czerwca 2017

WF



Drogi Pamiętniczku!


Czytam "Dziennik" Osieckiej (rok maturalny, 1952) i przyznam, że mnie te krzepkie fidrygałki głównie irytują. (Z tym że mnie wszystko irytuje, więc nie jestem miarodajna). Dobry obrazek z epoki. Ciągle ktoś tam wchodzi, wychodzi, przychodzi, przyjeżdża, odjeżdża, aż mnie nosi żeby zakrzyknąć: Usiądźże na dupie, kobieto!

Ponadto w przypisach ciągle wyjaśniają kto to był Tuwim, Gałczyński i Stalin. Zastanawiam się czy jest to:
a) dobry żart tynfa wart
b) wyraz słabo zawoalowanej pogardy
c) znak przesunięcia epok którego to nie zauważyłam
d) coś innego

Deszcz będzie padał albo będzie nie padał. Niebo ciągle zasnute smętną pleśnią. Lekkość bytu jednak mnie mierzi. Ale rozumiem, że mogą być różne ciężkości, gdyż nie ma nic tak demokratycznego jak Sztuka.
Tyle w kwestii kontaktów z kulturą słowa pisanego.


piątek, 2 czerwca 2017

Kwadrad

kolejny odcinek kombinatorycznej serii której poprzednie odcinki to: Style, Hrząszcz, Chebel, Koper, Fotony; z rozwidleniami w postaci: Reportaż, Bezdroża i kurniki (to ostatnie to dla zaawansowanych)

z poskramiaczką wielbłądów, psycholożką, podróżniczką rozmawia Mapa Fizyczna Europy


Haniu, słyszałam że wynalazłaś koło?
Tak, wczoraj wieczorem dokonałam tego odkrycia. I bardzo bym chciała żeby ludzie mieli praktyczny pożytek z mojego wynalazku. Marzy mi się że wszyscy zaczną przemieszczać się w szybszym tempie i będą mieli więcej czasu na związki. Na naszych warsztatach wynajdujemy też inne figury geometryczne. Niedawno nasza koleżanka odkryła kwadrat - wyobraź sobie, to był pierwszy raz w jej życiu, gdy miała bliski kontakt z figurą geometryczną. Kwadrat ma wiele zastosowań w codziennym życiu: na przykład można zrobić z niego stół, lub można z niego nic nie robić, można go zostawić takim jaki jest.

Stół jest u ciebie centrum życia rodzinnego?
Tak, często przy nim siedzimy. Bez stołu to nie byłoby to samo. Nie da się siedzieć przy stole bez stołu.

Krzesła też są ważne.
Przeciętny Polak zjada rocznie 500 kg krzeseł i tylko 500 kg sałaty. To są zatrważające dane.

Dlaczego?
Polak w sklepie czuje się zagubiony, popatruje na sufit i obgryza rękawy od kurtki. Francuz natomiast instynktownie kieruje się do działu z odzieżą i warzywami. Kiedyś każdy Polak pracował fizycznie, dziś co drugi pracuje psychicznie lub umysłowo - to odbija się na naszym zdrowiu. Przed II wojną światową społeczeństwa było więcej niż po II wojnie światowej, a jedzenia było tyle samo, dlatego każdy jadł mniej. Chłop musiał wybrać: czy wymaca kurę czy żonę, czasu było mało a dnie krótkie. Ziemiaństwo jadło ziemię, a arystokracja ciastka. Zmieniło się to dopiero w PRLu, gdy wszyscy upchnęliśmy swoją duszę do meblościanek z wielkiej płyty. Śpiewał o tym Jacek Kaczmarek.

Z drugiej strony, tylko 3% Polaków umie się prawidłowo uczesać, a 72% nie zna znaczenia słowa "szpadel".
W nas, Polakach ciągle pełno jest obrzydliwych nawyków, średniowiecznych przywar i postkomunistycznego chamstwa. Najchętniej żarlibyście słoninę z kluskami i zapijali litrami wódki, albo te wasze hamburgery z parówką. Te wasze wąsy zanurzone w kompocie, to chłeptanie tłuszczu z karkówki, ten typowo polski chorobliwy lęk przed warzywem liściastym. To wszystko ma wytłumaczenie w naszej przeszłości. Jesteśmy tacy jacy jesteśmy, bo inni nie możemy być. Ale to się teraz zmienia, więcej jest surówek i przypraw, ludzie częściej myją zlewozmywak. 

Skąd u ciebie to zainteresowanie figurami geometrycznymi?
Figury geometryczne uwielbiam od dzieciństwa: gdy w sklepach nie było jeszcze zabawek, wycinałam je sobie z papieru. Wiesz ile frajdy dziecko może mieć z ośmiokąta?

Zmieńmy temat bo to głupie. Stolica Rumunii?
Budapeszt?

Być może. A mistrz Tofu? Podobno znałaś go osobiście? Prawda to?
Studiowaliśmy razem na Uniwersytecie Uniwersalistycznym, z tym że ja na wydziale Teologii Przypraw i Dodatków do Żywności, a on na Kognitywistyce Dworców Autobusowych. Pamiętam go z zajęć z Eschatologii Codzienności. Pisał potem doktorat z duchowości kapci. Zwykł mawiać: "o poranku bądź jak trawa: giętki, zielony i elastyczny". W 1973r. zawładnął ośrodkiem surfingowym w Kalifornii, potem nasze ścieżki się rozeszły.

Istnieją przekazy, że znał się z Jenkinsem, tym Jenkinsem?
O tak, chodzili razem na dzi... Na dziki, uwielbiali dziki, szczególnie wśród dzikiej przyrody, mówili że jest w nich taka dzikość. Często łapali wtedy synogarlice.

Co ważnego jest w naukach mistrza Tofu?
On wielokrotnie mówił, że ludziom Zachodu, którzy zatracili kontakt ze swoją duchowością, można wcisnąć każdy kit. Człowiek Zachodu od zawsze jest bardzo pogubiony, nie wie gdzie ma przód a gdzie tył. Charakterystyczne dla nich jest to ciągłe rozglądanie się za kimś, kto poprowadzi do wodopoju, ta tęsknota za transcendencja przychodząca z zewnątrz. Niektórzy z nich wciąż wierzą że Bóg jest kalarepą czy cukinią, inni nawet nie zauważyli że żyją. Co tu dopiero mówić o jakichś wyższych stanach świadomości, gdy ktoś cały dzień próbuje założyć sweter na tyłek, albo szuka skarpetek po bożym świecie. Pozwól, że opowiem ulubioną przypowieść mistrza Tofu. Pewien człowiek który zgubił zegarek, obudził się rano i spostrzegł że nie ma zegarka, ale czas nadal płynie. Przyszedł do niego mistrz duchowy i spytał go: "która godzina w twoim sercu?". Wtedy ten człowiek podskoczył radośnie. Pomyślał, ależ głupcem byłem - próbowałem latarką oświetlić słońce. Nic się nie zmieniło, ale nie mam zegarka. Taki z tego morał.

Jaki konkretnie?
Wskocz do rzeki czasu bez zegarka. Obudź się rano i po prostu smakuj istnienie. Istnienie objawi się gdy będziesz cichy i spokojny. Bądź otwarty na szemranie deszczu. Śpiewaj razem z ptakami. Wsłuchaj się w swoją arytmię. Patrz na ludzi, jak idą drogą. Idź swoją drogą. Kasuj bilety. Jedz dużo kopru.

A to wiechcie, tam, za portretem Stalina, to co to jest?
To perz japoński, najzdrowsze warzywo na świecie. 

Bardziej zdrowsze niż melasa mandżurska?
Tak, około miliarda razy. Przybiega na metę 3 godziny przed melasą i 5 godzin przed szpinakiem. Odstrasza komary, wolne rodniki i stres cywilizacyjny. Autochtoni wyplatają z niego estetyczne peruczki zakończone takim, ot, kiwadełkiem.


piątek, 26 maja 2017

czwartek, 25 maja 2017

Luz jorself



A do tego świetnie niweluje nieprzyjemne zapachy, a kosmyki są ujędrnione i lśniące. Cóż, znalezienie właściwej szczotki do zębów bywa czasem prawdziwym wyzwaniem. A jednak warto poświęcić pół godziny w tygodniu na rozmyślanie o zaletach szczoteczki do włosów. Zbyt długo? Jeśli skrócisz poranną modlitwę do Światowida, zyskasz 15 minut cennego czasu. Wolisz gotowe rozwiązania? Marka Andrzej stworzyła ergonomiczny krem do mycia uszu. Sądzisz że to zbyt trudne? Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie przekonasz. Fragmenty prozy Dostojewskiego, kruche, delikatne, chrupiące, oblane przepyszną polewą jogurtową w chrupiących skorupkach z aromatycznym nadzieniem z soczystymi cząstkami grejpfruta to prawdziwy raj dla łakomczuszków. Teraz możesz rozkoszować się ich niepowtarzalnym smakiem, jeśli dotychczas nie mogłaś.


Wolisz okrywać się tuniką z biocertyfikowanych upraw hydroponicznych w modnym obecnie stylu drwal pustynny? Ja jestem na tak. Jeśli do tego dodasz odmładzające serum z poliestru w optyce wełny, szczyptę cynamonu oraz korespondencję Rajmunda Rilkego z misiem koala - chapeau bas. W tym sezonie korespondencja z misiem koala to prawdziwy must have. Wstydzisz się pisać do zwierząt? Zastosuj metodę małych kroków i na początek wyobraź sobie że jesteś jakimś gatunkiem drzewa. Zajmie ci to tylko 5 minut, a satysfakcja i wspomnienia - bezcenne. W twojej garderobie brakuje cellulitu? Walka ze podstępnym cellulitem zaczyna się w pokoju dziecięcym, a później przenosi na korytarz. Teraz, gdy jesteś zdeterminowana do walki z psującym ci humor kształtem swojej głowy, wypróbuj naszą aplikację na smartfona z kroplą oliwy z pierwszego tłoczenia i surówką z wieprzowiny. Pozbądź się wyrzutów sumienia gdy sięgasz po pieczeń z kaszy - sprawdź tylko, czy witaminy użyte do jej wyprodukowania pochodzą z Azerbejdżanu. A gdy masz ochotę na ciasteczko waniliowe, po prostu je sobie weź! To naprawdę proste!

Niektórzy wolą nosić płaszcze bez podszewki - ja tego nie kupuję. Zwyczajnie jest wtedy zimno w plecy i wieje mi śniegiem po nogach. Czy pamiętacie Lwa Tołstoja i jego nawilżający krem ujędrniający kolana? Król Lew powraca z nową płytą, w starym stylu, w towarzystwie dobroczynnych właściwości oleju lnianego. Wrażenie jest mega, wszystko jest uporządkowane na maxa, a jednocześnie bardzo zdrowe. Nowocześnie i z przytupem. Przyznam, ja totalnie przepadłam zajadając się pralinkami z koguta i oglądając najnowszy sezon jego ulubionego serialu, podczas gdy on smażył bigos. Na wiosnę zrzuć mentalne kajdany i sięgnij po dzieła zebrane Włodzimierza Iljicza Lenina. Szybko wchłaniają się w strukturę włosa i utrzymują jego nawilżenie przez cały dzień. Opakowanie pozwala na korzystanie z kosmetyku i utrzymuje jego zawartość w środku. Lubię to! Nie wiesz o co chodziło z tymi proletariuszami? Wprowadź do swojego słownictwa takie trudne słowa jak redystrybucja, materializm dialektyczny, kultywator, bagietka, ochoczo. 

Czasem bywa tak, że wieczorem dopada cię syndrom porannej irytacji stanem Drogi Mlecznej. Jest na to sposób. Krzywa głowa do góry! Pomyśl, że gdybyś mieszkała w Andromedzie miałabyś podobne problemy. Dlatego zamiast zamartwiać się zderzeniami galaktyk, posegreguj opakowania po jajkach i kartoniki po jamochłonach, a swoje ulubione makarony umieść na najwyższej półce. Czasem potrzebna jest interwencja rzeczoznawcy lub grzyboznawcy. Porozmawiaj z partnerem o tym co czujesz gdy on pije herbatę bez cukru. Ustalcie zasady siedzenia przy stole i kolejność sztućców. Sztućce zrobione są z atomów. Czym są owe tajemnicze atomy? To sprytne malutkie kuleczki które w środku mają mniejsze kuleczki. Idealnie dopasowują się do zagłębień w twarzy i neutralizują brud. Wow! To naprawdę działa. Stojaki na winogrona trzeba wymieniać raz na miesiąc, a piece centralnego ogrzewania raz na dwa tygodnie. Mahoniowe biurka najlepiej spalić gdyż w szczelinach gromadzi się chorobotwórczy radioaktywny kurz, groźne roztocza i podstępny cellulit. Postaraj się, dla dobra planety, ograniczyć mycie i czesanie z użyciem wody. Korzystaj z toreb azbestowych z dużym nadrukiem "eko". Zainteresuj się, czy w twoim otoczeniu występują metale ziem rzadkich. Bądź wierny idź. Odstawiaj grabie na miejsce, bo ciągle nie mogę znaleźć grabi jak ktoś mi je odstawi i potem ich szukam.


środa, 24 maja 2017

"Koszatniczka? To mnie nie interesuje."


Eto moja nowa płyta. Zazwyczaj płyty wydają ludzie którzy potrafią grać, zastanawiające. Z drugiej jednak strony, w świecie w którym nawet niechlujstwo jest wystylizowane, nieplanowane naciśnięcie niewłaściwego klawisza może być prawdziwie odświeżającą odmianą. Niestety nie umiem wymyślić żadnego tytułu -  kiedy działalność przenosi mi się do prawej półkuli, jedyne tytuły jakie jestem w stanie wytworzyć są typu "wczoraj" "dzisiaj" "rano" i "wieczór". Metoda edukacji muzycznej własna, więc nie wiadomo czy skuteczna, streszczająca się we frazie:  "idzie, ledwo idzie, ale idzie". I tak jest z całym życiem. (W Lidlu podobno wiersze Miłosza)(jak byłam to jeszcze były)






(Wszystko made in FL Line - programu z genialnym zaiste interfejsem użytkownika. )

sobota, 20 maja 2017

Tytuł


Czjełowiek musi sobie czasem namalować kwiaty:



sobota, 13 maja 2017

Typowy reportaż z Polski


generyk
[100% konserwantów, prawdziwych dodatków i beznadziejanu sodu]


Wysiadam na dworcu który czasy świetności miał już za sobą 20 lat temu. Przy wyjściu straszy baner "kawa herbata papierosy wódka wiersze Miłosza". Mijam faceta w czapce z sadzonkami marchwi. Po co pan tu stoi - pytam. Nie wiem, może ktoś przyjdzie - pada odpowiedź. Pada deszcz. Idę ulicą oryginalnie nazwana Dworcowa. Pokątni handlarze szarzyzną patrzą na mnie spode łba. Po prawej mam urząd miasta, dawny dom kultury, wybudowany w starej siedzibie partii, poprzednio koszary, obecnie w stylu wczesnego gierka z blaszanymi pilastrami i kopułą z blachy falistej. Przy śmietniku widać ślady po wczorajszej libacji - sałatka majonezowa plus najtańsze piwo z dyskontu oraz chyba jakieś orzeszki. Na 14 mam umówioną rozmowę z tutejszym byłym dyrektorem kopalni masła, ma mi powiedzieć czemu tu jest tak brzydko.

Mały domek na rogu ulicy, wychodzi do mnie facet w piżamie w drozdy, silny uścisk ręki. Pyta mnie czy chcę zażyć narkotyki. Odmawiam. Siadamy w jego ogródku, szczodrze ozdobionym gipsowymi krasnali i oryginałami rzeźb Fidiasza. Drzewa nadal mają metki z nazwą i ceną, "Nie zdejmowałem tego, bo bym zapomniał co posadziłem". Pytam o tę kopalnię masła. Panie, wszystko dobrze szło, do 1989. W 1989 wszystko się załamało. Musieliśmy zamknąć, potem teren wykupił holding, i wybudował tu Galerię Handlową. Tam gdzie były pola kapusty teraz nastoletnia młodzież kupuje modne rajtki. Po 18 są zniżki na skarpetki, to przychodzą wcześniej, gromadzą się pod parkanem. Co oni maja tu robić. Kopalnia masła zamknięta, fabryka łopat zamknięta, wszystkie zakłady przemysłowe wykupione, zamknięte, zrujnowane i zamienione na kina, sklepy z ubraniami i sklepy z ubraniami. Każdy co mógł już dawno stąd wyjechał. Razem w milczeniu patrzymy na najbliższe drzewo - metka głosi że to "śliwka węgierka". Dopiero teraz zauważam że wszystkie drzewa w tym ogródku są z plastiku.

Wychodząc od niego mijam dwie kobiety i trzech mężczyzn i dwóch starców z czwórką dzieci. Pytam ich co można tutaj porobić. Mówią że po 17 wszystko jest zamknięte. Jest jedna kawiarnia ale otwiera się tylko w czwartki. Dwie kobiety i trzech mężczyzn i dwóch starców z czwórką dzieci nie mogą dłużej rozmawiać - spieszą się do Europejskiego Muzeum Sztuki Prasłowiańskiej. Nie ma tam na razie eksponatów, ale jest darmowa woda na dziedzińcu. "Chcemy umyć nogi" - dodają przepraszająco.

Na środku rynku rośnie drzewo - jeśli dobrze szacuję jego wiek, ma około 150 lat. To drzewo widziało wszystkie najważniejsze zawirowania Historii tego Miasta. Siadam przy nim, milcząco wodzę palcami po korze. Wieniec z niedopałków, kilka grzybów borowików, zgubiony tort urodzinowy i zapomniane przez kogoś dziecko w wózku, na oko czterdziestoletnie. Mógłbym je adoptować, ale o 18 mam pks do sąsiedniego miasta, mam rozmawiać z tamtejszą drużyną koszykówki. Ukradli im piłkę, a na nową nie ma pieniędzy, wiec grają piłką lekarską wypożyczaną z przychodni zdrowia. Przez chwilę myślę że to dobra metafora tego kraju. Trener drużyny podobno robi świetne powidła, które sprzedaje pod marka "Domowe powidła". Wymyślił nawet slogan reklamowy "Domowe powidła jak u mamy" - ludzie kupują to jak świeże powietrze. Czas się zwijać, po drodze zaglądam do sklepiku z gazetami. Biorę "500 krzyżówek panoramicznych" i jakieś słodycze. "Kiepsko się pan odżywia"- rzuca sprzedawczyni. "A co to panią obchodzi" - ripostuję i wychodzę w powoli zapadający zmierzch.


a kto zgadnie co ostatnio czytałam, tj. czego się nażarłam (autor+tytuł), dostanie pocztówkę od Terminatora Gołąbka. Konkurs trwa tydzień, chyba że mi się odwidzi. Niesamowicie atrakcyjna nagroda(!)

czwartek, 11 maja 2017

Na bezsenność


I na bezsensność.

środa, 3 maja 2017

Fotony



z psycholożką Hanną Hrząszcz-Kakao rozmawia
prof. dr hab. Krzaczysław Aldebaran-Zając


Panie profesorze, zanim porozmawiamy o świetle, chciałabym porozmawiać o nas, ludziach, i o tym jak postrzegamy czarno-białe prążki na niebieskim tle. Podobno badania wykazały że widzimy je jako granatowo-czarne paski z zieloną poświatą?
To bez znaczenia. Nie wiem kto pani nagadał tych bzdur. Zamiast tego lepiej przypomnijmy mądre słowa autorytetu moralnego: "Ważne jest kim się stajemy, a nie kim jesteśmy". Spytam inaczej: czy w dzisiejszych czasach możemy poruszać się bez wskazówek owych latarń mądrości, oświetlających nam drogi do portów znaczeń? Znany ekspert od cywilizacji eksperckiej odpowiedział w następujący sposób: "Oczywiście że nie, matoły". Mógłbym ująć to delikatniejszymi słowy, ale nie zrobiłem tego. Widzi pani, mogłem tak zrobić, ale nie zrobiłem. O czym to świadczy?

Nie wiem, może o tym że eksces konsumpcji niszczy więzi międzyludzkie?
Oznacza to że jestem średnio pięć razy mądrzejszy od pani i osiem razy mądrzejszy od tamtego faceta w dżinsowej kurtce, tego co niesie tą reklamówkę z ziemniakami. Oznacza to też, że gdy widzę wielbłąda umiem od razu określić ilość jego garbów. Robię to za pomocą fotonów.

Wysyła pan fotony do wielbłąda?
Nie do końca tak, nie wysyłam a odbieram, są to fotony odbite od wielbłąda i utytłane w jego sierści. Fotony wlatują mi do uszu, nosa i oczu, są to miejsca gdzie podlegają automatycznym pomiarom. Ilości odbieranych fotonów w jednostce czasu mówi nam o ilości garbów. Liczba ta pomnożona przez odwrotność kwadratu pola powierzchni garbów wyznacza nam prawdopodobieństwo spotkania danego wielbłąda. Wielbłądy z prawdopodobieństwem niższym od jedności, np. takie z milionem garbów są praktycznie niedostrzegalne bez specjalnej aparatury, której jeszcze nie wynaleźliśmy.

Wielbłąd z milionem garbów, ojejku! 
Tak, to może być na początku trudne do przyjęcia. Nasze obliczenia mówią że musi być on zwinięty w spiralkę, o taką jak ma pani tutaj przy biustonoszu, i jest do tego całkowicie przezroczysty i wodoodporny, a w temperaturze pokojowej zachowuje się jak zwykły wielbłąd. Mamy też wiele nagrań ze śmiechem wielbłąda o milionie garbów. Wygląda na to, że posiada on także umiejętność zaburzania ośrodka w którym się znajduje, jeśli wie pani co mam na myśli. Nie możemy go zobaczyć, ale słyszymy jego cichutki radosny śmiech. Najczęściej o poranku zaraz po przebudzeniu, gdy inne hipnagogi pochowały się z powrotem do swoich pancerzyków. Wypiłem wtedy za dużo wina. To mogło się potoczyć inaczej. Rozumie pani? 

Niekiedy.
To także normalne. Wie pani, jestem naukowcem i dlatego nic mnie nie dziwi. Owszem, bywałem zdziwiony na początku mojej kariery, czasem, wieczorem, przy księżycu, przy półksiężycu. To były czasy, piękne. Oglądaliśmy skrzydlate tygrysy i podwodne słonie, byliśmy młodzi. Wierzyłem w półprzezroczystego boga, dziecino. Ależ byłem głupi i młody. Henryczku! Znów to wołanie na prerii mej duszy. Kim jestem w kokonie Morfeusza - sobą czy snem o sobie? Głupie wielbłądy do kwadratu. Kogo to ostatecznie obchodzi, ile nóg ma foton. Bzdura, wszystko bzdura. Wody, dajcie mi wody bez fotonów, wody dla ochłody. Tu się położę, tu poczekam. Przyjdzie.

Panie profesorze, słyszał pan ostatnią płytę Liroya?
Mdłości. Przykurcz. Czy powinienem zażywać suplementy magnezu? Być albo nie być? Pani mi poda ten tobołek, mam tam podręczny grzebień.


dzięki uprzejmnosci profesora zamieszczamy notatkę 


wtorek, 4 kwietnia 2017

Bezdroża i kurniki - próba analizy przestrzeni wykluczonych




Nota edytorska


Esej "Bezdroża i kurniki - próba analizy przestrzeni wykluczonych", a zwłaszcza język jakim ów Esej został napisany, był dla Nas olbrzymim wyzwaniem edytorskim, redaktorskim i poznawczym. Niektóre decyzje Wydawcy wymagają wyjaśnienia:
Emilia Prasoł nierzadko pomija przecinki lub stosuje je niezgodnie z obowiązującymi zasadami pisowni. Nadmiarowe przecinki zostały usunięte, zastąpiono je gwiazdkami odnoszącymi się do odpowiedniego przypisu umieszczonymi w Spisie Przypisów na końcu książki. Usunięte apostrofy zastąpiono dwiema gwiazdkami, a w szczególnych przypadkach trzema lub czterema, które zostały opisane w osobnym Aneksie do Spisu Przypisów.
Poprawione błędy składniowe i ortograficzne wyróżniono kursywą, a błędy z wydania z 1968 roku, które Wydawca zdecydował się pozostawić, oznaczono krojem bold z podwójnym podkreśleniem, uzupełnionym dodatkowym komentarzem Terminatora Gołąbka w Uwagach na końcu każdego rozdziału. Uwagi od Tłumacza sygnalizowane są w tekście za pomocą pomarańczowych kwadracików, tworzących spójny rytm z numeracją stron parzystych, które z niewiadomych powodów zostały w druku obrócone o 180 stopni w stosunku do krótszego boku książki. Z tych samych przyczyn odstąpiono od układu z wydania niemieckiego z 1832 roku, a skupiono się na uwydatnieniu walorów tekstu, które zostały zatarte w poprzednim polskim wydaniu (choćby przez błędne tłumaczenie "ryżu" jako "reżimu").




Od Redaktora

Zgodnie z opinią Marcello O'Ngtila wyrażonej w jego Medytacjach z 1975 roku (wydanie francuskie poprawione), możliwość poprowadzenia analogii między dowolnymi zjawiskami lęgła u źródeł rozkwitu współczesnej refleksji humanistycznej. Z tego utopijnego porządku wyłania się atypowa atopia, czyli zwolniona z wymogów dyskursu postmodernistycznego quasi-realna sytuacja wirtualnej materializacji miejsco-czasu w którym zachodzi cykliczna realizacja powtórnej trawestacji epifenomenu "odczuwania świata" (chciałoby się powiedzieć hipertrawestacja), rozumianego/rozumiana jako pajęczyna połączeń semantycznych, miraż, dywan, tęcza, krosno, wazon, garaż symboli nieużywanych, coś co zakłamuje "istniejący" nie-porządek poprzez swoje istnienie "w poprzek" zaistniałego Ordnung, hierarchii znaczeń bez nadbudowy, syntezy bez tezy lub jej przeciwieństwa. Owa swoista "swoistość" ma gorzki posmak nad-wiedzy narratora będącego zawsze obok-świata a nawet tuż-obok-świata. Tam gdzie tuż-obok-świata spotyka nie-nazwane tam wykwita, niczym plama ropy z tankowca, chmura przeciw-projekcji ku miejscu-za-miejscem. To co oswojone jest oswojone, a zatem nie gryzie. To co gryzie nie jest oswojone i dochodzimy tu do paradoksu: jak sprawić by było odwrotnie.



Słowo wstępne

prof. dr hab. Krzaczysław Aldebaran-Zając
autor m. in. "Zarys przekroju postnowoczesnego ducha", "Lolita 2",  "Czarodziejska góra 2", "Pan Tadeusz 2", "Pan Tadeusz 3", "Triumf makaków - jak stawał się człowiek", "Zebra nicości", "Dysmorfie kości szczękowej niektórych", "Rozhowory godowe w latach 15612-1722" 

Jesteśmy ssakami. Arystoteles - mądry facet, filozof, podwalina - też był ssakiem. Czy wpłynęło to na jego poglądy? Z pewnością. Nie czytamy starożytnych, oni są jak chleb razowy - pożywni, ale zdrowi. Może nawet tak lepiej. Dla nas i dla nich. Ważny jest moment. Ta chwila. Ta chwila która się dzieje. A do tego jeszcze smog. Jasne, można latami czytać Schopenhauera zamiast Konopnickiej. Każdego jednak, kto chciałby wpisać się w krytyczny dyskurs, zaleje fala hejtu. Czy mam rację? Raczej nie. Albo tak. Warto się zastanowić - o czym ja mówię. To jest ważne. Ale może jest coś więcej. Platon nosił luźne sandały, pił wino z górskich winnic i nie wiedział co to żarówka. My to wiemy. Ale czy był odosobnionym przypadkiem? Zapewne nie albo tak. Czy współczesna technologia nas zmieni? Czy wyrosną nam ręce na plecach? Niewykluczone. Steven James ma na ten temat inne zdanie, według niego "erozja procesu myślenia krytycznego podobna jest w swej istocie od erozji powierzchni żujących zębów stałych hipopotama"; tam, gdzie odwieczne siły tarcia (w rozumieniu Markusa Edenberga), in absentia "pożywnych pokarmów", działają na podmiot żujący (za Archimedesem) zamiast na esencję zrozumienia, tam przedwcześnie zużywa się to, co zostało przez owo prawo ewolucji zaprojektowane do innych celów.



Od Autorczyni

Tekst który dociera do Państwa z pewnym opóźnieniem jest robaczywym owocem moich przemyśleń z lata 2229,5 roku i zimy 1983, kiedy to miałam okazję spędzić magiczny tydzień w górskiej chatce u brzegu jeziora Tanganika w dystrykcie uralskim podczas mojej wizyty w Chinach w 1987r. Tam zrodziły się pierwsze podrygi zarysu idei, które później zostały wyartykułowane w esejach tworzących zbiór "Transcendencja albo mutacja - wybór należy do ciebie" (wydanych nakładem wydawnictwa Regresja). Chciałabym podziękować Uniwersytetowi Przemysłowo-Humanistycznemu w Zabrzu i Ciechocinku za nieustanne wsparcie, Molly i Fillippowi z wydawnictwa Regresja za cenne uwagi i opiekę na etapie konspektu. Podziękowania należą się także Johnowi, Mary, Jamesowi, Li, Humbertowi H., Pitagorasowi, św. Mikołajowi Kopernikowi, Ernestowi Ruthefordowi za eksperymentalne potwierdzenie istnienia jądra atomowego, Chińskiej Zupce, Jimu Morrisonu z The Doors, Serowi, Przecierowi Pomidorowemu, Kilogramowi Ziemniaków, Brokułom, Bono z U2 za wnikliwą korektę, Harremu Albinosowi Merry Christmas za wsparcie przy składzie i produkcji, Zakładom Produkcji Wafelków w Mławie za wszystko, królom Polski od Mieszka Pierwszego II do Bolesława Leśmiana z wyłączeniem Władysława Chromodynamicznego, Architektom Wielkiego Wybuchu, Przenikającej Wszystko Wiecznej Miłości, Kuli Białego Światła, Nadjaźni Bytu, Praprzyczynie Wszelkiego Ducha, wszystkim którzy użyczali mi Długopis gdy zapomniałam go zabrać z domu oraz Cząsteczkom Wody - za to że wszyscy tu jesteśmy.



Bezdroża i kurniki - próba analizy przestrzeni wykluczonych


Biegłem brzegiem plaży
i zbierałem hamulce
milczące, bolesne, trwałe

autor nieznany, Japonia, II poł. XIV w.


- Kubusiu Puchatku, wiesz że zgubiłem czapkę?
- Nie martw się, na pewno się znajdzie.

Wincent Gog, Eseje IV





Humanistyczna wykładnia tych kaloszy nie do końca wypiera z podświadomości wyparte schematy odrazy i lęku przed błotem które artysta i zarazem odtwórca mitologii rozumie jako samo-konstytuujący się symbol rozkładu biologicznego i wspólnej, "ogólnoludzkiej" "macierzy", będący jak również do tych macierzy "powrotem" i jednocześnie "symbolem" "powrotu". Ta dwufunkcyjność narracji ma swoje odbicie w obsadzie: staremu szewcowi odpowiada jego alter ego w postaci łabędzia, a patriarchalna figura Pułkownika przesycona jest nieobecnością nienazwanego które przejawia się jako Strażnik Pustyni. Dorozumiana w tym miejscu symbolika wody jako substancji wodnistej, płynnej i mokrej ma za zadanie doprowadzić do końca powzięty przez autora zamysł przedstawienia drapiącego nas lęku przed nieznanym na tle archetypowych dramatów, jednak bez zwyczajowego popadania w niezamierzoną dosłowność. Groteskowa postać garbatej tancerki baletowej uosabia lęk przed przyszłym przemijaniem, którego finałem jest scena zdejmowania kaloszy w przedpokoju. Archaiczna siatka pojęć ma wspólną pulę genową, nie do końca oswojoną, ale błądząca po zaułkach umysłu zunifikowanego z uniwersum, podczas gdy nierozważnemu czytelnikowi rozwidlają się równoległe czasoprzestrzenie znaczeń, burzące dotychczasowe schematy myślowe oparte na opresyjnym getcie konfliktu między żeńskim a męskim, to jest widzianym tylko przez pryzmat prostej opozycji.
    Jeśli sytuujemy proces zdejmowania ubłoconych kaloszy na jednym krańcu kontinuum, a rytuał nakładania kapci na drugim, to otwierająca się pomiędzy czarna dziura zawieszenia kulturowych paradygmatów na przysłowiowym wieszaku na ubrania tworzy przed umysłem błądzącym swoistą pokusę sięgnięcia po sprawdzone schematy interpretacyjne, gdzie przestrzeń między oswojonym a nienazwanym równa jest w istocie nieodkrytym lądom czarnej materii rozumianym jako aksamitna czerń przedpokoju. Bohater, powracając do dziecięcego schematu gry w berka, halucynuje obecność swojej starej piastunki ewokując i zaogniając konflikt klasowy potęgowany przez nierozwiązywalny konflikt pokoleń widziany od środka i interpretowany od zewnątrz. Klucze do bramy ma tylko dozorca, scena jedzenia marmelady jest więc tylko preludium do kulminacyjnego tańca w kaloszach, w czasie którego to-co-niezakorzenione może przeistoczyć się w to-co-zakorzenione. Obraz jemiołuszki (Bombycilla garrulus) wylatującej z gniazda stanowi kontrapunkt dla pierwszej sceny w której widzimy przenikające się ujęcia z mrowisk i lotnisk, będących w istocie współczesnymi mrowiskami. Interpretacja pozostaje otwarta, autor zawiesza swoje pytanie na wieszaku wątpliwości, obok kurtek niewiedzy i płaszczy ignorancji. Nie wiadomo, czy zdołamy ubrać te właściwe i ominąć kałuże stereotypów pętających nasze pojmowanie świata widzianego jako hipertekst opisujący pole bitewne pozornie antagonistycznych postaw światopoglądowych. Dokąd może udać się współczesny Jonasz gdy trzewia miasta zaciskają się na nim, a postmodernistyczna ciemność rozjaśniana błyskami neonów proponuje tylko zwiędły bukiet wyblakłych ideałów, przesycony wonią przebrzmiałych melodii i rozstań bez powrotów. Stary Strażnik Pustyni w ostatniej scenie mówi: "nie mam już czego strzec, ale będę siedział przy moich empetrójkach" i ta fraza dobitnie podsumowywa dylematy z jakimi wkraczamy w wiek XXII. Czy będzie on starą powtórką z rozrywki czy wkroczeniem w nowe - to już nie zależy od nas.



O Autorczyni:

Emilia Prosół - psychologinka, artystyczka graficzka, poliglototka, kobiecica, autorynka "Kołobrzeg - wspomnienia z wakacji", "Jak żyć w niezgodzie z sobą", "Transgresja niepokoju z pokoju do przedpokoju" "Borowik szlachecki" i wielu opracowanic krytycznych, ojcomatczyni Terminatora Gołąbka, amatorka chumanistyczka, archetyp.

wtorek, 28 marca 2017

made in japan


obrazek


pan na tą chwilę stary i garbaty
kupił na wiosnę
plastikowe kwiaty
niesie

rozbuchana młodzież 
z długą datą przydatności
na przejściu dla pieszych
się cieszy
nie wiem z czego

rozmaite strzygi
w nadrzecznych krzaczorach
na nie też przyszła pora
na nie przyszła pora
i łabądź

niebawem też tobie
jakoś gdzieś się wyśni
że jest sens w bezsensie
tak jak pestka w wiśni


piątek, 24 marca 2017

Qwerty


poniedziałek, 6 marca 2017

Konceptua



Obiecałam sobie, że to będzie ostatnia książka popularnoen o fizyce kwantowej, jaką przeczytam, i więcej nic nigdy. Aż tu nagle, brakująca część układanki, jak grom z błękitnookiego nieba:


Jeśli nie wiadomo, to mogłoby się to nazywać z większym rozmachem, bez żadnego uszczerbku dla czegokolwiek, np. "kalafior Mojżesza", "materializm dialektyczny" albo choćby "funkcja kalafiorowa". Przykłady: "Powyższa własność znana jest właśnie pod taką nazwą: jako redukcja kalafiora Mojżesza..."; "Elektron znajduje się w stanie będącym superpozycją funkcji kalafiorowej..."; "kalafior Mojżesza rozciąga się w całej przestrzeni..."; "nielokalność (...) wywodzi się z samej natury funkcji kalafiorowej...", itd.

To mi się nieco kojarzy z kapustą [link]. Może któryś z nich (fizyków w latach 20 XX wieku) przybył z przyszłości, albo z kosmosu. 
(czytałam jakąś anegdotkę o tym jak jakiś fizyk szedł za drugim fizykiem, który był tak genialny, że ten pierwszy, gdy ten drugi przyspieszył kroku i zniknął za zakrętem korytarza, pomyślał odruchowo, że pewnie ów ma jakieś dodatkowe umiejętności pojawiania się i znikania, będące naturalną konsekwencją jego pozaziemskiego pochodzenia.)

Książkę polecam. (Kwanty, przewodnik dla zdezorientowanych, Jim Al-Khalili)




poniedziałek, 20 lutego 2017

Koper


Z psycholożką i dietetyczką Hanną Hrząszcz rozmawia antropolożka Marianna Podjadek-Turkuć-Podjadek-Turkuć



Hej hej.
Cześć i czołem kluski z rosołem.

Straszne wąsiska ci urosły od naszej ostatniej rozmowy, Haniu.
Marianno, mój organizm oczyszcza się z toksyn, dlatego mam teraz więcej włosów na twarzy.

Widzę że miesisz coś łapą w misce. Co robisz? Nie obawiasz się bakterii?
Przygotowuję jabłko do porannej owsianki i wyobrażam sobie, że jestem Nickiem Cavem. Te bakterie które widzisz, to są dobre bakterie.

Miałyśmy dziś rozmawiać o dojrzałości, o ścieżkach wiodących do harmonii życiowej, i o tym jak się zdrowo odżywiać.
Wiesz, opowiem ci taką historię z mojego życia. Bolał mnie ząb i mój zaprzyjaźniony stolarz polecił mi najlepszego stomatologa w Warszawie. Pojechałam tam pełna nadziei, ale okazało się że pomyliłam adres i na miejscu jest piekarnia. Wprawdzie była to najlepsza piekarnia w mieście, ale jednak nie był to gabinet stomatologiczny. Ostatecznie bardzo miły piekarz doradził nam upiec ciasteczka i zapchać nimi dziurę w zębie. Kupiliśmy najlepszą mąkę, najlepsze jaja od kur (mistrzyń świata w znoszeniu z 2015 roku), certyfikowany cukier z wyselekcjonowanych buraków, renomowany cukier waniliowy i wodę ze świętego źródła Inków. Niestety wyszedł zakalec. Od tamtego czasu zaczęłam się zastanawiać nad sensem istnienia i nad tym co jem, jak to jem i dlaczego to jem. 

Co to za szara substancja o fakturze odpadów z worka odkurzacza?
To jest melasa ze strzyżenia mandżurskich owiec leśnych. Zawiera 1500 razy więcej witaminy C niż pomarańcza, dodatkowo to kopalnia witamin A, Ą, B, C, D, E, F i G, bogate źródło magnezu, selenu, potasu, cynku, plutonu, antyoksydantów, polifenoli, fenoli, amfetaminy, protonów i neutronów.

Jak się ją przygotowuje?
Melasę należy rozwałkować na placek grubości jednego atomu, zwinąć w rulon, zamrozić do -274 stopni Celsjusza, rozbić w zderzaczu hadronów i zmiksować ze swoim ulubionym owocem. Chociaż najlepsza jest w wersji z kalarepą, mniam! Dzieciom można przygotować kotleciki, a mężczyznom naleśniki. To zależy tylko od nas.

Czy my, Polacy potrafimy prawidłowo jeść? 
Niestety nie. Należy jeść powoli, wkładając pokarm do otworu gębowego. Starajmy się aby jedzenie po przygotowaniu trafiało bezpośrednio do jamy ustnej, przechowywane w uchu lub pod pachą szybko traci cenne wartości odżywcze.

A co potem?
Potem gryziemy - rytmicznie i z przekonaniem. Zalecam dokładne gryzienie także jogurtu i herbaty, gdyż te produkty niedokładnie pogryzione często zalegają na dnie żołądka, gdzie czekając na strawienie zaglądają do dwunastnicy, zaburzając zwrotny wychwyt witaminy C z warzyw. 

I to wszystko?
Pogryzione jedzenie starajmy się połknąć, inaczej nie trafi ono do żołądka, a my po prostu będziemy głodni. Nie należy przy tym szarżować czy starać się zaimponować towarzyszom stołu. Najlepiej kierować przy tym wzrok na czakrę brwi (znajduje się ona na czole, pomiędzy brwiami), a oddychać przeponowo w kierunku kręgosłupa. Dodatkowo warto przy jedzeniu warzyw dziękować w myślach przodkom z linii męskiej, a przy jedzeniu owoców cytrusowych prosić o wybaczenie przodków z linii żeńskiej, to znakomicie oczyszcza negatywne energie i przyspiesza metabolizm. Jeśli mamy do tego warunki, po każdym posiłku wyrzucamy przez okno całą zastawę, stół i wyposażenie kuchni. Dobrze jest też po obiedzie wywiesić flagę uszytą ze starego obrusa.

Po co?
Takim gestem sygnalizujemy sąsiadom że jesteśmy najedzeni i deklarujemy się jako aktywny członek wspólnoty człowieczej. Przypieczętowuje to naszą przynależność do wielkiej ludzkiej rodziny.

Czy sałata jest zdrowa?
Na pewno nie zdrowsza niż schabowy. Kształt jest podobny, ale to nie to samo. Przykładowo, 20 kg kopru ma tyle samo magnezu co 5 kg ziemniaków, dlatego lepiej zamiast tradycyjnych ziemniaków z koprem jeść koper z ziemniakami. Koper jest zdrowy, nie powoduje napięć w układzie trawiennym, pozytywnie wpływa na pozytywne myślenie i na wydajność w pracy. Napoleon żywił się przez 2 lata samym koprem, a Albert Einstein stosował go jako przekąskę gdy dopracowywał szczegóły ogólnej teorii wzglądności. Każde zjedzone 20 kg kopru przedłuża nam życie o 10 lat. Zatem z prostego rachunku wynika, że wystarczy zjeść 4 tony kopru żeby żyć 2000 lat. Oczywiście starajmy się zbierać go z dala od elektrowni atomowych i ruchliwych ulic. Najlepszy jest ten z gospodarstw ekologicznych, z certyfikatem i pieczątką.

Modne jest teraz jedzenie korzeni drzew...
Pamiętajmy że drzewo bez korzeni prędzej czy później przewróci się na nas lub na sąsiada. Jedzmy korzenie drzew z umiarem. Można od czasu do czasu zjeść z rodziną korzeń sekwoi na niedzielny obiad, ale nie należy z tego czynić podstawy swojej diety. Powrócę jeszcze do kopru. Nasze babki jadły dziki koper na surowo - znakomicie oczyszczał przestrzenie międzyzębowe i masował dziąsła. Budowniczowie katedr zawsze mieli przy sobie sproszkowany koper, środek który znakomicie leczył bóle kręgosłupa i odciski od cegieł. Podobno nawet Michał Anioł dodawał kopru do swoich farb, a efekty możemy podziwiać do dziś.

Słyszałam że warzywa są niezdrowe.
Warzywa są bardzo niezdrowe. Należy jeść masło, słoninę, smalec i w ostateczności margarynę. Tłuszcz i cukier powinny stanowić podstawę naszej diety, starajmy się wyeliminować owoce i warzywa (z wyjątkiem kopru), ograniczyć do minimum nabiał i ryby. Ciekawostka: Amerykanie przeprowadzili badania z których wynika, że jedzenie starych sfilcowanych swetrów zmniejsza o 3% ryzyko zachorowania. Badano grupę moli odzieżowych: te które jadły swetry były o 20% grubsze od tych które karmiono pomidorami. Mole odzieżowe które jadły same swetry (a nie jadły wełnianych płaszczy i bielizny osobistej) kończyły studia wyższe z lepszymi wynikami, a wskaźnik przestępczości wynosił 5. W mojej najnowszej książce  "Jedz swetry" znajdziesz mnóstwo przepisów na potrawy ze swetrów.

A jak wygląda twoje śniadanie?
Wstaję o 5 rano i zjadam na czczo 40 kg kopru. Zaczynałam od 3 kg, mój trener planuje, że przed zimą będę zjadać 700 kg kopru dziennie. To duża ilość, dlatego będę dzielić ją na 10 małych posiłków po 70 kg kopru. Do tego medytacja w deszczu (zimą we śniegu), gimnastyka aerodynamiczna, rozpalanie w kominku plastikowymi butelkami, wyczesanie łupieżu (jeśli się nagromadził w nocy) i namaczanie swetrów na obiad.

Jak znajdujesz na to wszystko czas?
Jakoś się udaje (śmiech). Oprócz tego prowadzę stadninę koni i poranny program w telewizji, mam firmę handlującą patelniami, manufakturę pomponów do czapek, sklep internetowy ze zdrową odzieżą, wyglądam młodo, wychowuję osiemnaścioro dzieci, codziennie ćwiczę, jestem aktywna społecznie i kulturalnie, mam grono zaufanych przyjaciół, pięciu kochających mężów, dziesięć oddanych teściowych które mnie uwielbiają, owczarka niemieckiego i nowoczesny odkurzacz, ważę 52 kg przy wzroście 184 metry, nagrałam 5 płyt, wydałam 80 książek i piszę 4 kolejne, w międzyczasie kończę budowę trzeciego domu. Moja firma sprzedająca zużyte opony wchodzi teraz na giełdę...

Przepraszam że ci przerwę...
A przy tym nadal znajduję czas na poranne zbieranie kopru. Już kończę. Chcę tylko dodać jak ważne dla współczesnej kobiety jest być sobą i słuchać swojego serca. W każdej z nas jest wojowniczka, biegnąca z pękiem styropianu w stronę zachodzącego słońca. Nie pozwólmy cywilizacji stłumić tego pierwotnego instynktu. Nie bądźmy jak te samochody bez opon, jak drzewa bez korzeni...

Niestety nie zdążymy już podać przepisu na twoje ulubione ciasteczka.
Oj, straszna szkoda. Są to bowiem moje ulubione ciasteczka bez jaj, orzechów, mięsa, konserwantów, barwników, dopalaczy, poprawiaczy smaku, wzmacniaczy zapachu, bez niebezpiecznej laktozy, węglowodanów, szkodliwego białka roślinnego, oczywiście bez cukru, przygotowane w 100% z makulatury z recyclingu, smakowite wypieki którymi zajada się cała moja rodzina. Proszę, poczęstuj się.

Okropnie dziękuję. Zjem sobie w drodze powrotnej. 
...

Haniu, dziękuję sobie za tę rozmowę. To ważne, żeby najpierw podziękować sobie, za wszystko co dla siebie robimy. Bez tego dziękowania życie jest niepełne i przypomina stary zmywak do naczyń.
Ja również dziękuję sobie za tę rozmowę i dziękuję tobie za tę rozmowę. Dziękuję także nam, że tu dziś byłyśmy ze sobą, to jest że ty byłaś ze mną, a ja byłam z tobą, i że obydwie w tym czasie miałyśmy także kontakt nie tylko ze sobą nawzajem, ale także z prawdziwym sobą.




środa, 8 lutego 2017

Chebel



Z psycholożką Hanną Hrząszcz rozmawia antropolożka Marianna Podjadek-Turkuć

Siemanko.
Haniu, o czym dziś porozmawiamy, Haniu?

Mój stolarz nigdy nie odkłada hebla na miejsce. 
Rozmawialiście o tym?

Tak. W całym domu mam porozstawiane banery 4 na 5 metrów z napisem "Proszę, odkładaj na miejsce ten jebany hebel", ale on nic nie mówi, tylko przemyka  pod ścianami. Wyraźnie ten temat go blokuje.
Może jest DDDDDD - Dorosłym Dzieckiem z Rodziny Dysfunkcyjnej z Domu o Drewnianym Dachu. DDDDDD czesto mają kłopot z funkcjonowaniem w sytuacji zgubionego narzędzia. W trakcie rozmowy gubią wątek i mówią "eeeee...". To ma związek z wilgocią i brakiem wybaczenia. Zdarza się że DDDDDD wchodzi w związki z DDDDDBF (Dorosłym Dzieckiem z Rodziny Dysfunkcyjnej z Domu o Dachu z Blachy Falistej) i wtedy dochodzi do licznych napięć.

Jakich?
Przykładowo gdy DDDDDD chce odpocząć, DDDDDBF zamyka się w sobie i mu to umożliwia. A kiedy DDDDDBF wychodzi z siebie, DDDDDD już tam jest, z ręcznikiem i ciepłym obiadem. 

Przygotowało go wcześniej?
Tak, często nawet miesiąc naprzód. Oni wszystko mrożą, bo sami są zamrożeni.

Przypomina mi to trochę teorię wypaczonej podłogi Jenkinsa. Może przybliżmy postać Jenkinsa czytelnikom, zwłaszcza tym którzy o nim nie słyszeli.
Z przyjemnością, Haniu. Jenkins Harold, guru współczesnej terapii stania obok krzesła. To była niezwykle barwna postać. Napisał 50 książek, wszystkie na ten sam temat. Molestował wszystkich których znał, również drzewa, krzewy i instrumenty muzyczne. Wszyscy z jego otoczenia wielokrotnie popełnili samobójstwo. W wieku 23 lat porzucił intratną posadę głównego prawnika koncernu produkującego azbest do papierosów i zaszył się w dżungli, z Beduinami. Pozostawił po sobie 238 dzieci, wszystkie z nieoperacyjną wadą zastawki. A jednocześnie to najwybitniejszy psychoterapeuta nurtu spojrzenia wgłąb, który pomógł wielu ludziom odnaleźć siebie.

Ja dodam od siebie, że w latach 70tych ubiegłego wieku tworzył wraz z Markiem Rio Grande "Teatr Wątrobowy" - wystawiali Szekspira, Sofoklesa, Witkacego - zawsze w futrach i pod wodą. Oczywiście pod tymi futrami nic nie mieli (śmiech). Pod koniec każdego spektaklu tłukli się nawzajem pniami baobabu. Ludzie się otwierali, to było katharzisWoda wyzwala emocje, bo sama jest emocją.
Pięknie powiedziane. Ludzie gromadzili się wokół niego. Wspaniale jeździł konno i miał niezwykłą muskulaturę. Gdy zaczęli go szarpać za brodę, zaplótł warkocze. Takiego go zapamiętałam.

A na czym właściwie polega terapia stania obok krzesła? 
Stając obok krzesła dokonujemy tzw. "introspekcji rzutowanej" - mamy szansę spojrzeć na siebie z boku. W wielkim uproszczeniu wygląda to tak, że w sali jest zawsze mniej krzeseł niż pacjentów. Terapeuta ma magnetofon z którego odtwarza muzykę, sam jednak nie bierze udziału w procesie terapeutycznym. Gdy muzyka płynie z głośników, pacjenci tanecznym krokiem chodzą wokół krzeseł. W wybranym przez siebie momencie terapeuta zatrzymuje taśmę, a oni muszą wtedy usiąść na którymś wolnym krześle. Trzeba to widzieć, jak niezgrabnie przepychają się walcząc o krzesła. Oczywiście dla kogoś krzesła zabraknie, często są to ludzie o słabym refleksie, nisko osadzonym środku ciężkości i szeroko rozstawionych płucach. Chcemy takim ludziom pomóc odnaleźć się w społeczeństwie - choćby poprzez ćwiczenie odnajdywania wewnętrznego łabędzia, rozbudowany dialog z wewnętrznym dziadkiem, zabawy przed lustrem, teatrzyk kukiełkowy i oczywiście terapię indywidualną.

Jenkins powiedziałby im pewnie "kopsnij szluga, rozłóż ręce"?
Tak, on dokładnie taki był. Szczery, emanujący ogromną mądrością życiową i witalnością. Nie rozdrabniał się, ale też nie narzekał. Gdy pożyczył pieniądze, zawsze oddał mniej. Wielu ludzi za nim szło.

Tak było do procesu w 1985r.? 
W 1985 został oskarżony o posiadanie dwóch megaton środków odurzających, przechowywanych w silosie na zboże. Wpadł gdy sąsiednie miasteczko zostało doszczętnie zburzone przez naćpane kury. Przez jeden mały błąd w oprogramowaniu fermy drobiu współczesna psychoterapia straciła, nie umiem tego nawet nazwać, swojego mistrza i ojca. Tym dla nas był.

(milczy)

Wpadłyśmy w podniosły nastrój, Haniu Haniu. A przecież życie to nie tylko narkotyki w silosie, to także piękne momenty zatrzymania nad ulotnym pięknem płatka śniegu, nad łagodnością jaką w sobie mamy. Jest w życiu też i uroda, nie tylko pogoń za srebrzystym rumakiem o tęczowych źrenicach w których płonie ogień i mgła zaciera wszystko, czegom dotąd nie widział, bo mgła to tylko fragment rozdeptanego woalu niewiedzy którym się otulam, a zimno mi, i za dnia oczy mam zmęczone, a widma, widma błyszczące krążą nad światem, a anioł, anioł mnie przyzywa, nie wie że dzwon bijący wieczności jest mi bratem.

Pięknie to nazwałaś. Obyśmy w nowym roku mieli więcej sił na realizowanie swoich planów.
Ja również.