czwartek, 2 listopada 2017

poniedziałek, 30 października 2017

Wincej światła


Teatrzyk Niebieska Kóra (nie mylić z!) ma zaszczyt odstawić:


Restauracyjka za siedmioma krasnoludkami

czyli poemacik oszczędnościowy dla ubogich portfelem i bogatych w tetamto drugie,

występują:
Księżyc - z odgórnych ustaleń wynika: ciało niebieskie okrążające - w tej roli Jenowefa Śzczypiór - potwór w wielkim stylu na sceny globalne
Kelner - stara kaprawa łajza
Zamiatacz - młodzieniec cud urody, acz występny
Jan Mincglaj i synowie - aprowizacja poboczna, przystawki śledziowe
Herr Pietrucha - osłanianie własną piersią, nalewki, oświetlenie
Boćwina Śzwagra (w tej roli spóźniony Boniczesław Gąbiński) - nieustalone zasługi
Reperkusja Ścibożak - podobno "zna się na alkoholach i przemijaniu"
Tadeusz Pan - gra na harmonijce usznej, duża swoboda w obejściu
Parada Atrakcji - młodzi ambitni ze skoliozą
Niewidzialny Koń - figura symboliczna w tej roli na zastępstwo Grzebysław III, we środy Bolesław Chrobry ex nihilo jak dojedzie
Wieloryb Zuzio - popularny autor pamfleciku o siedmiu wróbelkach
Krasnoludki - figura retoryczna dostępna po zalogowaniu

Sceneria typu ekspresjonizm niemiecki realizowana przez dekoracje zamiarowo krzywe i pomalowane w ciupasy. W roli Konferansjera przekrwiony wnuczek Edgara Allana, wczepiony sam w siebie. Na białych prześcieradłach cienie dużych pająków. Zamiast deszczu: wódka! 

ZAMIATACZ (zamiata i śpiewa)
Restauracyjka na końcu świata
sialalala
mała restauracyjka do której księżyc wpada czasem
na parę głębszych

KSIĘŻYC
(wpada)
no to chlup!

SZEF W KUCHNI
(uwija się)

szynka a'la ser
na żer starych skner
-- parter!

wytworny kugiel-mugiel
dla pani z wodobrzuszem
 -- piętro
drugie!

dewolaj cud urody
ozdoba twej wątroby
 -- piętro
sznaste!

kotlecik jedzą dzieci
słoneczko dzieciom świeci
-- level
trzeci!

PANI Z PUKLEM A'LA WCZESNY WYSPIAŃSKI
Coś mi tu pływa w talerzu!
Kelner!

KONFERANSJER
Albowiem drodzy państwo, tak, 
         bywają dni gdy coś nam pływa w talerzu.
Jeśli to dyzyntyria, to niebawiem pierwotna potęga dobra wywróci nam kosmki na lewą stronę.
Jeśli to febra nizinna, losem naszym jest majaczyć i odstręczać na salonach.
Jeśli to koklusz, będziemy nieprzyjaźnie spoceni i niechętni zabawom.
        To na pewno koklusz.
Moja ciotka miała koklusz i wujek poił ją herbatą z rumem.
Ale to niepotrzebna dygresja. Zwątpiłem w sens swojego istnienia. Przestaję.
(przestaje)

KELNER:
Czym mogiem pomóć?

PANI Z TYM CZYMŚ
W mojej zupie jest kelner.

KELNER:
W takim razie jest już pani obśłużona a ja frunę ku nowym wyzwaniom.
Żegnaj, Galateo. Mam nadzieję że jutro otworzy przed nami swe kojące macki.

WIELORYB ZUZIO
Kapciem go, kapciem!

PARADA ATRAKCJI
Towarzyszu
gdy ziąb zacina
gdy mróz zawiewa
czytaj Tacyta
ochraniaj oocyta
panie, ten kanarek nie śpiewa

WZRUSZONY DO IMENTU
(majestatycznie opadając z sufitu)
Czym bowiem byłaby rozrywka w tym "najweselszym z baraków", gdyby nie Chądzysław Bożeucho i jego rymowane ścipióry które towarzyszyły nam od narodzin do zejścia. Śpiewaliśmy je, recytowaliśmy je spłonionym kochankom w kuchennym kredensie, nuciliśmy je wracając z czwartej zmiany nocnym autobusem. One były z nami a my byliśmy nimi. Łza się kręci i spada na ciastko z kremem waniliowym. Zaśpiewajmy razem, ten ostatni raz, "Hymn przemoczonych". (łka i śpiewa, przemaczając się dodatkowo w tzw. gratisie)

deszcz pada deszcz
na łysinę i na koleinę
na paździerze i na wódkę w proszku
na nasze życie szare życie
co ucieka po troszku
na nasze widoki marne
na naszą szarość dusz
pada deszcz mokry pada
więc przytul się do psa sąsiada

nie naprawim tego
nie wysuszym tego
będziem żyli
od pierwszego
do pierwszego
od pierwszego
do pierwszego

(przypadkiem z innej jaźni)
a bo ja jestem wesoły drań
wesoły drań
w odzieży mam sznyt a w oczach błysk
zanętę dla ponętnych pań
nadzieją się nań
(cenzura)


koniec aktu I 
(upływa w atmosferze wzajemnych oskarżeń i przerzucania odpowiedzialności)



Akt II

MAŁA DZIEWCZYNKA (usmołowana)
To ja, węgiel. Węgiel to nasza czarna skała w której rzeźbimy wspólną świetlaną przyszłość.
To węgiel naszych ojców i naszych braci, nasze brzemiono i nasze skrzydło.
To węgiel! Jam węgiel!

ZAMIATACZ
Diabli nadali. Do stu tysięcy kartaczy. Do dwóch miliardów sparszywiałych sardynek.
Jakem faraon tego przybytku. Program ideologiczny we czwartki. Program rozrywkowy we środy. Czy to tak trudno spamiętać?
(przełancza)

SZEF W KUCHNI
Dziś polecamy jabłka!
Jabłka naostrzają apetyt, wygładzają wyściółkę żołądkową,
zapobiegają obstrukcjom.
Przeczucie Edenu, grzeszne i krągłe. Jabłko!

(tymczasem)
PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Poczułem strzałę Wenus. To silniejsze od nas wszystkich. Gdzie pani z puklem?

KELNER (smutno)
Odejszła.

PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Ach. To z mojego powodu, prawda?

KELNER
Nie, pana wtedy jeszcze tu nie było. Trzymajmy się faktów.
Najpierw przystawka, potem zupa. Na końcu deser.
W tej kolejności świat został stworzony.

PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Aha. Pragnąłbym w takim obrocie sprawy zakąsić coś na pocieszenie serca drogą via żołądek. Pan rekomenduje?

KELNER
wichry sosu pomidorowego w objęciach buraczka
pulpetów wzgórza na horyzoncie
smutny sen o ziemniaku
życie upływa


PAN Z WĄSEM AHISTORYCZNYM
Och. Pan jest poetą. Proszę mi tego nanieść po samą powałę. Będę jadł.
(zakansza)

KELNER
zmierzwionym kundlem jestem
ale dusza ma na szczytach
płomień mój
wieczny

koniec aktu II 


akt III

WSZYSCY RAZEM 
jedz jabłka
  dopókiś młody
jedz jabłka 
  dodają urody
bez jabłek życie jest szarą renetą
bez jabłek, panie, wszystko to nie to
skarbnica, lica, słonica
bo po co piosence zwrotka
gdy wystarczy rymu
wyleniała szczotka,
jedz jabłka.


Atencja!
Dyrekcja pragnie zawiadomić że akt III zakończył się nieplanowaną demoralicją sali widowiskowej i turbowaniem niewinnych. Dlatego zatem akt IV z przyczyn nie odbędzie się. Za bilety nie oddaje się. Osiołki ręczne i koromysła należy odebrać z szatni niezwłocznie. Zabrania się. Nie udziela się.
Na pytanie nie odpowiada się w godz. 10-16. W pozostałe dni robocze pytania też nie. Księżna Skarg i Zależeń do dyspozycji szanownych dostępna u ciecia. Cieć dostępny na bramie. Innego końca świata nie będzie. Odmaszerować.


sobota, 21 października 2017

Woda



naukowczyni, dramaturżka, antropolożnica Hanna Hrząśzcz-Śzwarceniger rozmawia z dr Susłem Rambo, doktorem nauk cybertranskulturowych, adiunktem na Wydziale Pasteryzowania Idei, Uniwersytetu Przetworów Leśnych, Konfitur i Dżemów z Owoców Sezonowych


Siedzimy w tej kawiarni, a widziałeś te szyby?
Zaparowane. To woda jest. Woda w stanie trybalnym.

Słyszę kapanie. Co to oznacza?
To znaczy że łamiesz prymat percepcji wzrokowej uaktywniając inne magistrale.
Tę strategię wykorzystują też polujące wiewiórki.

Słyszę też autobusy. Takie "brum-brum". Co to o nas mówi?
Autobus jest przestrzenią nieoswojoną i zarazem przestrzenią totalną.

Masz na myśli to, że wysiada się tylko na oznaczonych przystankach?
Też. I z perspektywy autobusu wyraźniej widać opozycję między byciem w pokoju a byciem w łazience.
W autobusie łatwiej myśleć w kategoriach passenger thinking. Bycie w pokoju nie nastręcza takich spekulacji. Aczkolwiek w łazience czas inaczej płynie. Łatwiej się zagapić, przegapić, wdepnąć w pranie.

Czy czas-utracony-w-łazience wiąże się jakoś z geometrią czarnej dziury?
Nie wiemy dokładnie. W miejscach niedokładnie uszczelnionych mogą pojawić się osobliwości, pewne nieciągłości płyt kartonowo-gipsowych.
Poza tym w łazience jest wilgotno, może tam nawet być pleśń.

Boimy się pleśni.
Tak, pleśń to kulturowy archetyp pomostu między nieorganicznym a organicznym, między budzącym grozę bytem-ze-ściany a pierwotnym imperatywem wzrostu wykładniczego w którym wyraża się życie. Pleśń to zarazem Inny, ślepa plamka w centrum naszego doświadczenia. Inny jest inny to znaczy nie-taki-jak-my i to jest punkt wyjścia uniwersalnej polaryzacji. Z tej biegunowości wychodzi cała nasza kultura. Orientujemy się przeciw pleśni żeby wyznaczać fundamenty naszej tożsamości, osiedlić się w sobie. Powtarzając za Platonem: "nie jestem kimś innym i to mnie dręczy, niczym wesz". 

To chyba niedokładny cytat?
To taka moja paralaksa. Ale chcę powiedzieć że gdy doznajemy poczucia zaskoczenia, odkrywając że kupiony przedwczoraj pomidor niespodziewanie pokrył się mikroskopijną siateczką obcych, wtedy nasze jestestwo jest przeszywane pierwotnym impulsem wstrętu przed "tym ohydnym". "To ohydne" jest wyzwaniem, bo nie przychodzi z instrukcją obsługi. 

...jak aplikacja w smartfonie.
No właśnie. Wydarza się akt dematerializacji pomidora jakiego znaliśmy wczoraj i jego transformacji w aforemną superkulturę anty-bytu. To jak w komedii Moliera - "Przysiągnę, że to ma oczy!". Ale moje dziecko powiedziałoby już "łapka w górę". Ona nie ma tego szacunku dla tego co było, ona cała jest w tym co jest.

Mam kontakt z młodzieżą i oni już inaczej myślą. Ściskają te swoje telefony jak moja prababcia modlitewnik, a po zajęciach zadają dodatkowe pytania, szarpią mnie za rękaw, gryzą aparatami ortodontycznymi. Widać ten ich ogromny apetyt na wiedzę. 
Możliwe że to im przynosi sekularne ukojenie irreligijne, ten kontakt z totemicznym obiektem o funkcji metakomunikacyjnej. Zwróć uwagę jak wiele mają wspólnego: macierz, macica, Mackintosh. To wszystko są słowa z tej samej genetycznej matrycy. Pamiętasz co Ewa zerwała z drzewa w raju?

Na studiach uczyli nas, że to był pomidor. Ja też zawsze przy pomidorach jestem smutna, bo boję się że trafi mi się jakiś podgniły.
Ten bergmanowski spleen to game over dla non-users. W sensie dla tych użytkowników warzyw którzy przyzwyczaili się do supermarketowego jedzenia i nie wiedzą że pomidor też musi mieć przestrzeń żeby się wygdakać. 

Czyli dajemy pomidorowi prawo do pleśni?
Życzyłbym sobie.

Natomiast pleśń w rogu pokoju bywa emanatem przyziemnej wzniosłości, wtedy jest to pleśń oswojona, "nasza".
Łatwo przyzwyczajamy się do pleśni jeśli uznamy że jest po naszej stronie.

Jak np. w serach?
Algorytmiczny model wzrastania pleśni jest bardzo podobny do schematu tworzenia się sieci kontaktów na facebooku. Jeśli można wyciągnąć dane z bazy danych, to dlaczego nie wyciągnąć tych samych danych z grzybni i pozwolić sieciom neuronowym działać. Sztuczna inteligencja już niedługo będzie sterować naszą dietą. Teraz to ty wybierasz jedzenie, ale w przyszłości to jedzenie będzie wybierać ciebie.

Problem w tym, jak zakodować problem. Dla sieci neuronowej jestem tylko zbiorem danych. Ciężko się przestawić na taką perspektywę.
No właśnie. My mamy już jeżdżące roboty które zbierają kurz, ale na przykład moja babcia nadal zbiera kurze szmatką.

I zgadnę, że nie ma facebooka?
Tak. Większość jej interakcji przebiega w trajektorii analogowej. A przecież współczesny świat jest na wpół zanurzony w świecie wirtualnym. Pięknie o tym pisze James Chrlbdgrchlzgtzky (francuski filozof społeczny i teoretyk biomasy), że to co realne rozmacza się w tym co nierealne. Każdy na pewno moczył sobie kiedyś herbatniki w mleku. Z rzeczywistości robi się wtedy tego taka pulpa, łatwa do połknięcia. To naturalne, już człowiek prahistoryczny chciał sobie ułatwiać.

No bo co będzie sobie utrudniał! (śmiech)
Człowiek prahistoryczny nie był taką głupią małpą, jak to się powszechnie uważa. To wszystko są schematy poznawcze w których ugrzęźliśmy - że jaskiniowiec to tylko z maczugą latał. Ale tam jest pełno przykładów że była tam zaduma i wrażliwość na zachody słońca. 

Wróćmy do naszych czasów. Będziemy mieć łatwiej czy trudniej?
Ja mam taką hardkorową zajawkę, że w przyszłości wszyscy ludzie będą mieli komputery z sera pleśniowego. Że pleśń odwali za nas całą robotę, a my będziemy mieć wtedy czas na chodzenie do kina i na wycieczki. 

Myślisz że już w tym stuleciu?
Może tak. Zobacz, wysłaliśmy sondę do Marsa, a Wenus jest tylko kawałek dalej. I bliżej słońca jest cieplej. Tam można mieć inspekty, można tworzyć spółdzielnie hodowli jarzyn. Udało się to w północnym Maroku na eksperymentalnych farmach, uda się i tam.

Ty w swojej pracy stoisz raczej po stronie tego pomidora?
Ja zajmuję się bytem społecznym, przejawem zbiorowego ducha tłumaczonym na misterną sieć zależności. Mój białkowy interfejs nie pozwala mi na więcej, ale gdybym był np. pieczarką to myślę że zajmowałbym się tym samym. 

Podrapać cię po pleckach?
Nie jestem zalogowany. O tym się tyle nie mówi, ale równolegle do prac nad sztuczną inteligencją prowadzone są prace nad sztuczną głupotą i to jest o wiele trudniejsze wyzwanie. Mówię tu o terminach takich jak algorytmy pomylone, modelowanie dyletantyzmu czy idiotomika kwantowa. Jeśli wszystkim kierować będzie sztuczna głupota, to sztuczna inteligencja zajmie niszę cywilizacyjną, taką jak szachy czy ziemniaki.

I każdy będzie miał swobodny dostęp do warzyw?
Oczywiście. Musimy tylko zebrać się w sobie i przysiąść fałdów. Korzystać z doświadczeń przyszłych pokoleń i z nadzieją patrzać w horyzont wydarzeń.



niedziela, 15 października 2017

Och Karol


PWN właśnie wydało książkę którą czytam ja.

"Broń matematycznej zagłady - jak algorytmy zwiększają nierówności i zagrażają demokracji", Cathy O'Neil

Autorka, określana z tyłu okładki jako "weteranka kryzysu finansowego", do 2009 pracowała jako analityk dla funduszy hedgingowych. ("Na tym etapie fundusze hedgingowe wydawały mi się moralnie neutralne"), ale obecnie nurtują ją etyczne dwuznaczności kreowane przez świat Big Data i jego matematyczne narzędzia działające z niekorzyścią dla biednych, niedoinformowanych i nietypowych. Pracując w tej branży (już nie pracuje w funduszach) sama określa stosowane przez niektóre firmy algorytmy, wspomagające podejmowanie decyzji na podstawie wydobytych zewsząd danych, jako odpowiednik frenologii, popularnej w XIX wieku metody wnioskowania o charakterze na podstawie kształtu głowy. 

Docenić należy też polską przedmowę w której czytamy, że obecnie "komputery (...) mogą przyjmować i obrabiać coraz większe zasoby informacji" oraz że "jaskrawym przykładem eksternalizacji kosztów" jest wylewanie przez zakłady przemysłowe toksycznych substancji do rzek. ("Substancje trują ryby, które mogą być zjadane przez ludzi.") Jeśli już o substancjach mowa, to jak wyczytałam w przedmowie, nierówność wzmacniana przez niesprawiedliwe algorytmy polega m.in. na tym, że "dzieciaki z biedniejszych dzielnic" są częściej zatrzymywane za "popalanie marihuany", gdy tymczasem "dzieciaki z zamożnych rodzin, które palą marihuanę lub wciągają kokainę w trakcie domówek w zamkniętych willach" są zostawiane w spokoju. Potwierdziło i ugruntowało to moją opinię, że podwójne standardy są zmorą współczesnego świata.

Uwagę mą zwrócił też, (już w tekście głównym) fragment o "wydawałoby się skutecznej" inicjatywie policji w pewnym mieście w USA, gdzie przedstawiciele władzy dopasowywali swoje wymagania do standardów panujących w danej dzielnicy. "W niektórych dzielnicach oznaczało to, że pijacy musieli trzymać butelki w papierowych torebkach i unikać większych ulic, ale mogli pić w małych uliczkach. Narkomani mogli siedzieć na krawężnikach, ale nie mogli na nich leżeć".

Inna ciekawa rzecz, tym razem znowu z początkowych akapitów przedmowy, to opis pewnego badania przeprowadzonego przez psychologa z Uniwersytetu w Kalifornii. "Paul Piff(...) badał zachowania osób uprzywilejowanych na przykładzie gry... Monopoly". Streszczając: Część losowo wybranych osób otrzymała na starcie więcej pieniędzy i grała według reguł zmodyfikowanych na ich korzyść. "Ci którzy na początku mieli łatwiej, dość szybko zaczęli zachowywać się inaczej niż ich oponenci: przemieszczając pionki po planszy, głośniej stukali o blat, wykonywali triumfalne gesty dominacji. Na stoliku badacze ustawili półmisek z preclami. Osoby uprzywilejowane jadły ich więcej."

Nasuwa mi się porównanie z meczem piłkarskim, kiedy kibice wygrywającej drużyny zatracają się w atawistycznym triumfie i nikt nie zauważa, ile w rzeczywistości zjadł orzeszków w czekoladzie. Nie każdy ma tyle szczęścia żeby, jak autorka, uzyskać stopień doktora nauk matematycznych na Harvardzie. Niektórzy rodzą się za kołem podbiegunowym jako foki i nie mogą doradzać finansistom w Nowym Jorku, nawet jeśli by bardzo chcieli. Jedni popalają kokainę w gorszych dzielnicach, inni jedzą precle na domówkach. Kolejni mają w bród kokosanek, gdy tymczasem ich oponenci jedzą tylko eklery, a triumfalne gesty dominacji znają tylko z filmów. Jeszcze inni zaś "odgrywają niewielką rólkę" w procederze tworzenia narzędzi matematycznych dla przemysłu finansowego, tak by ów mógł wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy "z kieszeni naiwnych", a potem piszą książkę by otworzyć nam oczy i dedykują ją "wszystkim przegranym".
Cenna pozycja, polecam!

Wydawnictwo Naukowe PWN SA, 2017
cena 30-40 zł w różnych sklepach

PS.
Chcę niestety zwrócić uwagę, że w indeksie osób na końcu książki jest wyraźna nadreprezentacja osób na M (Madoff, Bernard, 133) przy wyraźnej dyskryminacji tych na N. Na 96 osób tylko 24 to nazwiska osób żeńskich. Jedna osoba ma nazwisko z łącznikiem. Osoby które nie miały szans na takie nazwisko, mogą poczuć się wykluczone. Dodatkowo osoby z nazwiskami na W i Z zostały umieszczone na końcu spisu. Gdyby nazwiska w indeksie zostały rozmieszczone losowo, zapobieżono by nieuprawnionemu poczuciu wyższości tych na A. Sama idea alfabetu jest przestarzała i sprzyja rozwarstwieniu społecznemu. Dlaczego H jest przed K? W czym lepsze jest G, że stoi przed U?. Czy Z nie zasłużyło na lepszy los?

PS2.
Na okładce wydania ang. widnieje inskrypcja "Bestseller New York Timesa", której w wersji polskiej zabrakło, ale za to w przedmowie mamy pouczający kazus o tym, jak Google personalizuje wyniki wyszukiwania: "Weźmy na przykład pytania o globalne ocieplenie, zadawane przez córkę małżeństwa wielkomiejskich inteligentów i syna rodziców z klasy robotniczej z małego miasta na Podkarpaciu. Dziewczyna (...) wie, że należy sięgać do sprawdzonych, wiarygodnych źródeł, często czytuje New York Timesa oraz przegląda wyniki badań naukowych (...)", a jej źle urodzony kontrprzykład zajmuje się w tym czasie źródłami które podają mu, że pewna postać z Gwiezdnych Wojen miała tak naprawdę "dwie złote nogi, a nie jedną złotą, a jedną srebrną od kolana w dół". Przyznam, że z tymi nogami to sama nie byłam do końca pewna: dwie złote, jedna złota, dwie srebrne, jedna złota do łydki a od łydki srebrna, a druga srebrna do kolana, kolana złote, a od kolana znowu srebrna, czy też wszystko to mistyfikacja, całe to Podkarpacie i Sudety.

wtorek, 10 października 2017

Początek dla zaawansowanych


Główny plan mój to było sprawdzić jak współpracują ze sobą OpenToonz i Krita, dwa wspaniałe i darmowe programy do animacji i malowania, oraz przetestować rotoscoping w tychże. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że wrobiłam się w odrysowywanie klatek na moim prehistorycznym tablecie oraz jak bardzo nie lubię rysować na tym tablecie. Bardzo. LECZ CÓŻ. Com zaczęlim, tom skończylim. Najtrudniej mi idzie wymyślanie wystarczająco pretensjonalnych tytułów.
Open Toonz należy zgłębiać poprzez tutoriale na youtubie, chyba że ktoś woli instrukcję obsługi po japońsku.
Krita jest inteligentnym programem do malowania elektronicznego który też polecam.
Ogólnie to coraz bardziej zaczynam lubić proste programy których interfejs nie przypomina sterowni łodzi podwodnej.






Skrócona instrukcja obsługi galaktyki reż. Emilia Prosół, 2017, 1'10''

najważniejsze nagrody:

"Srebrna Kuna Leśna" na Festiwalu Sztuki Podmiejskiej subMetropoliana, Wąbrzeźno, 2018
"Złota Wyleniała Kuna Leśna" na Przeglądzie Filmowym Odwrotna Optyka, Sopot, 2018
"Srebrny Kleszcz" na Festiwalu Nowe Kino Teraźniejsze, Wąbrzeźno 2017
"Brązowy Kleszcz Wczepiony W Wyleniałą Kunę Leśną", Festiwal Artystyczny Jesień w wielkim mieście, Lublin, 2017
Nagroda publiczności na festiwalu Art&Sztuka, Grudziądz, 2018
Nagroda publiczności nietrzeźwej na Festiwalu Literackim StylemDowolnym, Wąbrzeźno 2018
Nagroda ochroniarzy na Festiwalu Twórczości im. Brunona Schulza, Ciechocinek, 2018
Nagroda Publiczności na XVIIII Przeglądzie Transkulturowym "Mosty bez barier", tamże, 2018
Nagroda jury na festiwalu Młode Kino Kujawsko-Pomorskie, Zakopane 2018
Nagroda za najlepsze białe tło na festiwalu Art&Sztuka, Ciechocinek, 2019
I Nagroda w konkursie "Ekologia i płeć", Katowickie Centrum Sztuki Agresywnej, Kraków, 2018
Grand Prix na Żużlu w Gminnym Konkursu o Złotą Palmę Biskupa Kalifornii, Toruń, 2017
XXIX Nagroda w konkursie na film antyprowojenny, Sydney, 2017
MCXXXVIIIXII Nagroda w Konkursie na Projekt Zabudowy Starego Miasta w Koninie, Gdańsk, 2018
VII Nagroda na III Przeglądzie Twórczości Amatorskiej Osób Bladych, Berlin, 2018
Wyróżnienie za ścieżkę dźwiękową na Festiwalu Europejskie Ucho Przyszłości, Wąbrzeźno 2017
Wybór jury w kategorii Emilia Prosół na Europejskim Przeglądzie Sztuki Niełatwej, Warszawa, 2017
Nagroda Polskiego Związku Producentów Krzeseł za promocję siedzącego trybu życia
Nagroda dla Najlepszego Filmu Krótkiego - Bydgoski Festiwal Filmowy - Konkurs Filmów Krótkich i Krótszych, Bydgoszcz 2019
Nagroda za Najlepszy Film Eksperymentalny Krótki w Konkursie Filmów Eksperymentalnych Międzynarodowego Festiwalu Filmów Eksperymentalnych Średnich i Krótszych niż Średnie, Bydgoszcz, 2019
Nagroda Debiuty 35+ na Festiwalu Artystów Przeterminowanych "Stara Sztuka", Toruń, 2018
Prezentacja na Festiwalu Filmów Unikających Realistycznego Przedstawiania Pingwinów "Bez Pingwina"
Nagroda jury niemowlęcego na Krajowym Festiwalu Filmów Dla Dorosłych "KraFeFiDo"
Extraterrestial Art&Movie Festival in Wielka Plama of Jowisz - Grand Prix of Competition in Memoriam Of All Kind Of Beings Eaten By Black Holes Since The Beginning Of Time

poniedziałek, 11 września 2017

Gwiezdna Szopa 12 - Kod Leonarda DiCaprio


Poprzedni odcinek dla przypomnienia.
Wszystkie poprzednie odcinki dla zapoznania.

Terminator G. dostał kosza od wydawcy i zaszył się w głębokim kosmosie. Żeby tak dać kosza Gołąbku to trzeba nie mieć serduszka, naprawdę. Może w następnym odcinku zobaczymy te uszy, znowu?

koniec konferansjerki









Powyższe inspirowane częściowo przez wiadomość jakoby dwaj facebookowi sztuczni inteligenci tzw. boty, podczas prymitywnych negocjacji wytworzyły własny język:
Bob: "I can can I I everything else."
Alice: "Balls have zero to me to me to me to me to me to me to me to me to."

niedziela, 10 września 2017

osobowy do pośpiesznego


badam jaką siłę napędową ma

senty
mentalizm


Na stacji gdzieś w Koluszkach
Gdzie księżyc jest jak ser
A noc jak wymięta poduszka
Uciekł nam pociąg o trzeciej, jedliśmy przecier
Pamiętasz przecież?

A księżyc nagle zgasł!
Jakby go kto w pysk prasł!
A gdyby oń ktoś pytał
To mówcie cicho sza
cicho sza
sza!

Małej w na Koluszkach stacji
Gdzie mysz wygryza czas
Zgubiłam mały portfelik
A może to było serce
Nie chcę już więcej
Bać się o serce
Apeluję, uczciwy znalazca serca w Koluszkach
proszony o pilne odniesienie serca
do biura serc znalezionych

Bo co ja zrobię bez serca
Bo co ja zrobię bez serca
w Koluszkach
Gdzie księżyc jak ser
A noc jak wymięta poduszka
Szepce do uszka
Chodź już spać
...

wtorek, 5 września 2017

Geometria dla humanistów




powyższe cytata z Dzienniki 1953, Agnieszka Osiecka

sobota, 19 sierpnia 2017

Wszechobecne w naszej




fragment pracy "Quo vadis, Sienkiewiczu Henryku", 2017, instalacja


Emilia Rosół, rocznik 2008
graficzka, neurotyczka, magisterka sztuki, etka, stka. Tka.

Co jest dla ciebie najważniejsze w twojej sztuce?
Niedawno w Zniechęcie pokazywałam moje wideo przedstawiające kobietę zdejmującą kapelusz i zakładającą (ten sam) kapelusz. Obraz tej kobiety był nałożony został na film z mężczyzną otwierającym konserwę turystyczną. Z głośników umieszczonych w rogach sali odtwarzałam głosy mew i głosy nagich japońskich turystów. Stosowane przez mnie gesty zawłaszczenia przestrzeni galerii i transformowania jej w uniwersalną przestrzeń znaczeń mają unaocznić fetyszyzującą arealność świata w którym żyjemy i zdekonstruować mit kobiety jako instytucji pasywnej. Gest zdejmowania kapelusza implikuje pierwotny strumień życia, tłamszony zarówno przez beneficjentów patriarchalnej machismo-kultury jak i przez jej półświadome partycypantki. Ustawiona w rogu instalacja z lalek Barbie ma za zadanie zachęcać do refleksji nad rolą, jaka w tej rzeczywistości bezalternatywnej jest narzucana kobiecie. 

Jaka jest geneza instalacji "Joints", twojej najnowszej pracy?
Kiedyś ze znajomymi poszliśmy nad rzekę i tam były takie śmiechowe ryby. Różne takie, karpie, szprotki, łososie. I nagle wpadłam na pomysł że jest duże podobieństwo między kształtem ryby a moim łokciem. Łokieć symbolizuje ruchliwość, podróże, nieustanną wędrówkę w poszukiwaniu sensu (śmiech). Że jesteśmy jak te ryby w rzece życia. I ja ten łokieć chciałam fotografować na tle różnych świętych miejsc na całym świecie. Zdobycie funduszy zajęło nam trochę czasu, wiesz, całe to składanie wniosków trwa wieki. W Meksyku fotografowaliśmy mój łokieć na tle świętej świątyni Majów, to było niesamowite przeżycie. Są też zdjęcia z Austalii, na tle chat Aborygenów i jedno zdjęcie, moje ulubione, z Grenlandii. W Indiach ludzie przynosili nam święte dary, a w Kanadzie nocowalimy na fiordach. W rezultacie okazało się że materiału jest więcej niż planowaliśmy i część tych zdjęć będzie wyświetlana na fasadzie zamku krzyżackiego w Malborku na festiwalu Art&Sztuka.

Jakie są twoje artystyczne plany na przyszłość?
No przede wszystkim kolaborancja z duetem ExNihilo, który zrobił świetną muzykę do mojej serii obrazów "Morze Jezioro Może" i didżejską oprawę do mojej sztuki pt. "Pekaes". To jest opowieść o ludziach znikąd, którzy pojawiają się i znikają. Ta sztuka wyjdzie też w postaci audiobooka do którego komiks opracował Don Tyfus. Mamy w planach dużą wystawę ze zdjęciami z tego spektaklu, wydrukowanymi na wielorybach za pomocą ekologicznych farb. Tym gestem chcemy zwrócić uwagę na problem wykluczenia ekologicznego gatunków niszowych. Sama widzisz, mam teraz na sobie koszulkę z ginącym gatunkiem chrabąszcza. Oprócz tego z grupą PostKwadrat robimy instalację o problemie niedożywienia. Chcemy chodzić po ulicach i filmować ludzi wychodzących z supermarketów z zakupami, a przez głośniki puszczać tabele wartości odżywczych różnych produktów recytowane przez znanych aktorów. Chcemy żeby to skłoniło do przemyśleń ludzi zapętlonych w konsumpcjonistycznej rzeczywistości, żeby im się coś otworzyło w głowie. Poza tym piszę książkę, fikcja oparta na faktach, o subkulturze surferów w południowym Iranie. Chcę to wydać na jesień, razem z moją fotorelacją z porodu słoniątka z poznańskiego zoo.

Znany krytyk NNXY pisze o tobie że "jej głównym środkiem wyrazu jest przełamywanie konserwatywnej opresyjnej wielowiekowej symboliki za pomocą działań anty-artystycznych". Jak się do tego ustosunkowujesz?
Moje sztuka bazuje na fetyszach codzienności, a jednocześnie stara się sięgnąć głębiej, w warstwę znaczeń ukrytych. Na przykład fenomen portali internetowych, stricte egzystencjalna samotność, kiczowate pocztówki z zachodami słońca jakie kupuje się na wakacjach, to wszystko stanowi całość, jak mawiał mój profesor z ASP, "kultury zachodu Zachodu". Ja staram się być ponad tym, a jednocześnie zajrzeć w głąb. My teraz, w XXI wieku, nurzamy się w zupie symboli która kiedyś byłaby nie do pomyślenia. Mann pisał swoje opowieści bez edytora tekstu i modułu sprawdzania pisowni. A my to wszystko mamy. Współczesny człowiek pędzi przed siebie, nie zatrzymując się na stacjach pośrednich. Ja chciałabym żeby dostrzegł urok małych stacyjek, na których w sklepiku z pamiątkami można kupić figurkę plastikowego dinozaura. To wszystko.

Dziękuję za rozmowę. 
Ja równięż. 


czwartek, 17 sierpnia 2017

Czwartek z Pankracym

Ćwiczenie stylistyczne: infantylizm ad extremum

Dziś szef kuchni poleca: tekst maksymalnie zinfantylizowany, na granicy zidiotyzowania, jednakże nieprzekraczający. To też skutek uboczny tego jak czasem wpadnę w dygot w dziale z literarutą dziecięcą. 

***

Wiewiórek Pysio obudził się raniutko i przeciągnął się ziewając "uuuaaaaaaeeeebłeeeebłeee". Pokicał do okienka i wyjrzał przez okienko. Gdzie nie patrzeć śnieg pluszową pierzynką okrywał pączki kwiatów i dorabiał skrzynkom na listy śmieszne czapeczki. "Ciekawe czy Jeżyk Gapcio już wstał czy jeszcze chrapie pod pierzynką. Czas obudzić leniuszka!"- pomyślał - I chwyciwszy koszyczek z ciasteczkami i z marmoladą wyskoczył z norki. Ach, ale ze mnie gapcio! - zawołał - zapomniałem rękawiczek! I wrócił po rękawiczki, bardzo z siebie zadowolony. I biegł przez dolinkę i wesoło przy tym podśpiewywał "hej hej, la la, zima, hej hej, la, la". Przechodząc pozdrawiał ptaszki które radosnym świergotem. Nie minął kwadrans i już zziajany zdejmował pantofelki w domku Jeżyka Gapcia i ustawiał je obok bucików gospodarza.

"Co będziemy dziś robić, Jeżu Pysiu?" - zapytał Wiewiórek Gapcio. "Jest za zimno żeby kąpać się w jeziorku, a łyżwy zostawiłem u Dzięcioła Gargamela". Jeż Pysio zawsze miał dobre pomysły i tym razem. Razem wspólnie uradzili, że razem będą przygotowywać ozdobne pudełka z pudełek po kartonach. 
"Ojej - zakrzyknął Wiewiórek - ale czy damy radę?"
"Moja w tym głowa", uspokoił go Jeżyk. Nie ma strachu, rachu ciachu."- dodał.
"Co to znaczy?" - zwątpił Wiewiórek?
"To znaczy że jesteśmy wspaniałą drużyną, a wspaniała drużyna musi trzymać się razem"
"Inaczej nie była by drużyną" - dorzucił Wiewiórek, już nieco pewniej, ale zaraz dodał - "Ale co to znaczy razem?"
"Razem, Jeżyku Gapciu, to znaczy ty i ja, nas dwoje" - wyrecytował nieco już zirytowany Wiewiórek
"Razem to znaczy nie osobno? Prawda Wiewiórku?" - dodał cicho Jeżyk.

A musicie wiedzieć że za oknem formował się już ciepły front atmosferyczny i pani Lato swoimi delikatnymi pajęczynkami stukała już do gniazd bocianów, do śpiącego w kaloszu jeża i do zwiniętej w kokonie dżdżownicy. A musicie wiedzieć że Jeżyk Wiewiórek i Gapcio, zwany też przez kolegów z sąsiedztwa Grubą Renklodą, tak się zapatrzyli w tęczę która nagle rozkwitła nad całą magiczną krainą, że nie zdążyli... ale może o tym za chwilę. Czym bowiem jest życie, dokąd cię niesie ten narowisty prąd teraźniejszości, gdy jedną ręką przytrzymujesz czapkę, a drugą kurczowo trzymasz się poręczy. I po co wchodziłeś tutaj, na ostatnie piętro, gdy tam na dole została i chałupa, i rzeka i przeglądająca się w rzece sosna. Gdy upłyną dni twoje, gdy zapragniesz ponownie zasklepić się w ostrydze nieistnienia, i ty czytelniku przyjacielu, jeśli mogę cię tak nazwać, poczytawszy za dobrą monetę to, że nadal mozolnie odcyfrowujesz moje słowa, przyjacielu drogi, wrócisz myślą do lat dziecinnych, do beztroskich hulanek na bezdrożach, gdzie na rozstaju dróg zastygałeś czasem w bezruchu, nie rozumiejąc jeszcze niczego, ale przeczuwając wszystko, przeczuwając że ten chłód to jesień.

Lecz tu opowieść nasza się urywa. Znaczą ją po drodze kępy wiejskich nikomu nie potrzebnych kwiatów, pstre i równie bezsensowne malwy kwitnące bez akuratnych pozwoleń na skraju drogi, resztki ogródków działkowych udające egipskie wykopaliska archeologiczne i mgła, mgła, mgła, po trzykroć mgła, unosząca się z pól i łąk w zwiewnym dezabilu. 

poniedziałek, 24 lipca 2017

Lipiec




piątek, 21 lipca 2017

poniedziałek, 17 lipca 2017

niedziela, 9 lipca 2017

SALE! SALE! -30% -50% -800%



Ściągnij naszą apkę, wyczaj i zgarnij! Niuchnij okazyjkę i podiwań smartfonka! Gęsta okazja dla prawdziwych miczo-maczo! Chrapnij i zdrapnij! Grzeją sie grube przeceny! Zdobywaj punkty i wymieniaj je na pluszowe akcesoria! Módl się i pracuj! Jest do wychachmęcenia traktor! Zbieraj kody, dziabnij nagrody! Szarpaj promocje! Machnij się do salonu i przykręć nowy fon - teraz najwięksi kolesiarze zbierają kozackie naklejki i handlują je na gratisy! Bądź cwany i gotowy! Suta akcja na salonach - odjedź najnowszym modelem - do wygryzienia także 500 plecaków! Studenckie poniedziałki: 4 za 5 i 7 za 11! Ranne ptaszki żrą więcej! Gibnij się do nas i sprawdź naszą gadkę, do każdej kawy ciasteczko.

sobota, 1 lipca 2017

Futura



Ćwiczenie stylistyczne: sentymentalizm futuro


W tamtych czasach nie trzeba było posiadać supernowoczesnego komputera kwantowego z tryliardem podświatów renderowanych na demandzie czy holoklonowatorka z megatronem i projektorem funkcji za zeta żeby przylogować na kompot. Pamiętacie jak wszyscy zamawiali swoje telewizory przez internet i czekali cierpliwie aż kurier przyniesie przesyłkę? Cieszyliśmy się jak dzieci gdy spocony facet w końcu wnosił paczkę na czwarty level. Gdy zaorderowane pliki z Matfilu zaczęły nam codziennie wyrastać w ekolożowniach szybko zapomnieliśmy jak to było po prostu kliknąć "dodaj do koszyka" i zrobić przelew. Wtedy jeszcze rozmawialiśmy przez telefony komórkowe, a nie chowając się za transdermalnymi awatarami w na chybcika kleconej sieci multisemantycznej. Człowiek mógł pogadać z człowiekiem jak człowiek, światłowód w światłowód, a nie wysyłając swoją organoleptyczną kopię na serwery Talkanetu czy innego Vizuogla.

Te czasy już przeminęły, świat w którym zwyczajnie wyszukiwało się znajomych na facebooku, a nie downloadowało ich z wirtualizowni od razu z najnowszymi kierownikami i edytowalnym mentalnotorem. Życie było wtedy jaśniejsze, prostsze i weselsze. Za dzieciaka cały dzień biegało się z podpisem elektronicznym na szyi, a wieczorem w inteligentnym domu czekało ciasto z mikrofalówki i gderanie cyberniani. Teraz każdy nawet nie wie czy naprawdę istnieje, czy jest tylko zerezerwowanym miejscem w tabelce obliczanym w tornadzie albo delegowanym na serwery Jowisza kryptowidmem. Niektórzy tak bardzo przykitłasili w numberowniach Babilonu, że nie pamiętają już jak zajadając chrupki z soi bez soli układali pierwszego pasjansa na Okninawie 80 (dawny Fenster Insta).



słownik: 
przylogować na kompot - ekspandować na serwerze tymczasowe rajtraki
kopia organoleptyczna - kopia łatwo odklejalna i o niższym niż standardowy czasie półtrwania 
świat - obliczalny wycinek perceptronu, komputowany bez obwódki
Matfil - poprawnie Matfile, inaczej: beza wzorcowa, szabelnownia, gryka
mentalnotor - mental na motorze Platino, zgrywalny do wyższych wersji bez koneksjomatu, od roku 2154 z opcją wyświetlania na ścianie

***




ilustracja: fragment z Przygód Terminatora Gołąbka. Tekst uzyskany z automatycznego translatora. Mechaniczny tłumacz wczesnej generacji - jeden z niewielu sposobów dostarczenia sobie wrażeń o charakterze prawdopodobnie futurystycznym.

piątek, 30 czerwca 2017

Blue


Człowiek, jak to było już wielokrotnie wspominane,
musi sobie czasem namalować kwiaty.





i posłuchać C. Santany:

piątek, 23 czerwca 2017

A teraz co do grzebienia



"Maluję obrazy jakby były kwiatami które same rozkwitają."
 J. Miró

***

"Mir
ó poznałem w roku 1936 w Londynie (...) siedział w restauracji (...) i jadł najbarwniejszy deser lodowy jaki w życiu widziałem."
(przyjaciel Miró o Miró)

***

(z filmu o Miró pt. "Theatre of dreams")

***

(Wołacz: o, Miró!)




czwartek, 22 czerwca 2017

środa, 21 czerwca 2017

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Niedyspozycja żołądkowa



Patrzta człowieki, napisałam jadowity pamflet sobie a'muzom, a tu w międzyczasie, zupełnie bez konsultacji ze mną, przyznali książce która była tego pamfletu częściowym natchnieniem, paszport z Samotraki, czy jak tam zwą obecnie te nagrody w Polsce  "za sztukę". Znak to, że jeśli chodzi o miłościwie panujące gusta (lub też gusta propagowane), rozmijam się jak wte i nazad. 


Istnieje nurt mocnych książek, bezkompromisowych bolesnych obrazów współczesnej Polski których unikam częściowo ze względu na temat, ale głównie z uwagi na styl. Elementem dobrego stylu jest m.in. wyczucie tego momentu, kiedy w ramach dobrego stylu można użyć złego stylu. Jest to wiedza tajemna i wytwarza się jak każda taka, tylko przez działania alchemiczne: wytapianie, poprawianie poprawek, wchłanianie i przetrawianie cudzych stylów oraz inne podejrzane machinacje na które nie dostarczon przepisu. Oczywiście żeby żonglować tym drugim, trzeba najpierw operować tym pierwszym.

Mocny obraz współczesnej Polski ma na swą obronę przyjacielską pochwałę na obwolucie. Na temat tego co chcą mi sprzedać, piszą nie dość że "opisanie nieopisanego i uniwersalnego jest zadaniem literatury", to jeszcze że "zadanie to zostało spełnione". Fajnie, chciałam to sama ocenić, ale skoro, to cześć. A literatura znowu ma zadania, przed sobą, do spełnienia. Odkryć istotę bytu, na poniedziałek. Ducha krzepić! Lawirować, pytać, kwestionować, zadawać bobu. Wartości humanistyczne rozpropagować, spocznij. 

Współczesna proza kobieca to będą wymioty, menstruacje, ulewki i kierat, kobieta, jak za dawnych niedobrych czasów, definiowana histerią, gruczołem i wydzieliną. Cągle ten sam odkrywczy patent, perpetuum mobile napędzające głośne premiery w nowatorskich teatrach i ekscytujące wywiady z modnymi reżyserami, z których co każdy to źle zamaskowany szarlatan. Jama, poporodowy, atak, wrzeszczący, szew, czerwony, sączyć, rzadki, nagłym ruchem, otępiały, spływać, kapać, wyrzucać, pchać, ciągnąć, obrzucać spojrzeniem, walczy, jarzeniówek, mój, który, doświadczenie, Tomasz Mann powiedziałby, gwałtownie hamuje, wkładam, podgrzewam, patrzy z pogardą, reszta, dźwięczące monety, obrzmiały, wypluwa, wypluwa mnie, fetor, zatrzaskuje, zjełczały. Widziałam ostatnio jak jakaś niewiasta brała z biblioteki całą dyskografię pani E Jelinek.

"Opowieść wielu kobiet" i "autorka która to opisała", oczywiście przez pryzmat, jeśli nie przez soczewkę, i "polskie przedmieścia" i "pokolenie czegoś tam" które przegląda się w lustrze czegoś tam jak w czymśtam, i bohater w którym każdy odnajdzie każdego siebie, i sami nie wiedzą czy opisała (jeśli opisała to reportaż) czy stworzyła i tak dalej. I kolejny realistyczny, oczywiście do bólu, obraz wspólczesnej Polski, bo obrazy wspólczesnej Polski są tylko w mocnym świetle realizmu, ewentualnie zarzyganego realizmu magicznego, zwanego także realizmem patologicznym, który nigdy nie jest dość drążony a co za tym stoi, jest ciągle wdzięczną i niewyczerpaną kopalnią...stop stop...nie możesz tak pisać. Co nie mogę, jak oni mogą, to ja też mogę.

Jest też proza męska, ale tam to się boję zaglądać, tylko czasem przeglądnę w księgarence. Od razu twarz mi się robi ogorzała, nawyki hultajskie, zalewa mnie kwadratowa fala bezpośredniości, bitna się robię. Błyskawicznie naskakuję do pani za kontuarem, wyciągam urok osobisty, proponuję partyjkę, gorzałkę, albo i co gorzej; roją mi się carskie wojska maszerujące, patrzę w dowód, co psiekurwa, Franz Jozef się nazywam, zaraz teraz jakaś przygoda, burdelik, okopy, stylizacja, brutalizacja, krynoliny, cała rekwizytornia wyciągnięta i przyniesiona, nie wiadomo po co, jak zwykle. Bladzi jesteśmy, to potrzebujemy kolorytu. Akcja książki dzieje się w Generalnej Guberni. Mlody XY...jest świadkiem...inicjacja...ostrzał...ucieczka...wątek miłosny...dylemat moralny...wątek małego kościólka...armia rosyjska...błoto...sępy...wilkołaki...kruki, hieny, tygrysy, lamparty, żyrafy...objawienie...odnalezienie manuskryptu...odnalezienie nagrobka pradziadka...odnalezienie pierścienia pradziadka...przyzba, izba, chudoba, wyzysk...wynędzniały osioł...wiejska prostaczka...bębni stopami po gumnie...krzyki, wrzaski, pochodnie...kolby karabinów...twarze ogorzałe a prymitywne a proste a dobre a mądre a złe a głupie...mądrości ludowe!...wszystko to mi się śni i mam nadzieję że zaraz się obudzę.

Mam wrażenie że wspólczesna lit. pol. czerpie ze skrzynicy ustawionej raz a na zawsze, dostarczającej wciąż nowych podniet na te same tematy. Na obiad zawsze dają diagnozę współczesnej przede wszystkim codzienności, przefiltrowanej przez konsumpcyjną mentalność, albo odwrotnie, mi się już wszystko powoli pierdoli. Na deser rozliczenie z przeszłością w której każdy był wątpliwy moralnie, kostiumy z epoki i dziarska stylizacja. Po którą sztancę dziś sięgnąć, mistrzu? Ten catering mnie nie zachwyca, ja już dawno temu przestałam to jeść i żywię się konserwami. A wy jak tam chcecie.

Mimo to wolałabym, żeby mnie i mojego pokolenia CH nie rozszczepiał w swoim pryzmacie żaden tego typu autor. Niech lepiej tego nie robi, niech nie opisuje moich-swoich przemyśleń rodzących się w hali całodobowego supermarketu. Lepiej żeby nie przyszywał mi własnych podrzędnych idei. Musi być jakaś różnica między pamiętniczkiem z kolejnego dnia a sztuką. Nielinearność przełożenia. Jakaś idea, choćby i o chudych skrzydełkach. Malutka ideyjka której nie da rady wydedukować z okładki. Kunszt a wyrzyg - znajdź 10 różnic i zaznacz kwadratowym kółeczkiem.

I kiedy to daliście się podejść i zredukować, i twierdzicie że te smętne fotostory z manekinami to prawda o i duchowa strawa na teraźniejszość. Taka proza przygnębia mnie bardziej niż rzeczywistość i to jest chyba jej główne osiagnięcie, amen.

dodatek
wypisy dla klasy osiemdziesiątej:

Zaznaczam, że nie czytałam, i opieram się tylko na darmowym fragmencie udostępnionym przez wydawcę

pierwsza strona: "drobne stoiska [...] uplasowane wdzięcznie pośrodku przestronnych alejek" (orzeszkowa)*
druga: "na leżąco mam silne nudności które kończą się ulgą w postaci wymiotów" (karta pacjenta)
trzecia: "obkładanie się pilnymi dedlajnami" (serio? serio? sen to czy jawa?)
czwarta: "kwaśny ślinotok, preludium szlochu" (władysław mozart)

*(i to jest ten moment w którym odkładam prozę. niektórzy uczyniliby to już zapewne przy zdaniu "Asortyment jest szeroki.". Co mnie zdumiewa, to ilość osób, które tego nie uczyniły.)

(Niestety, zwrot "uplasowane wdzięcznie" już ze mną zostanie na zawsze, i razem z nim cały wszechświat dygających skojarzeń w krótkich spódniczkach, z warkoczykami ozdobionymi satynowymi kokardkami, z polatującymi tu i ówdzie i ówdzie jaskólkami, GDYŻ alejki są przestronne, na tyle przestronne że swobodnie przejedzie tam, i karoca, i powóz jaśniepaństwa, zdążających z wizytą do sąsiedniego majątku gdzie, mają nadzieję, dorastający paniczyk osiągnął już wymagane konwencją parametry, znacząco zwiększając prawdopodobieństwo korzystnego mariażu z ich córką o brzoskwiniowej lekko piegowatej cerze, całymi popołudniami haftującej lniane serwetki we wzorki będące zwiastunem niechybnego obłędu, ulga w postaci wymiotów? Może doktór nie zdążył dojechać, konie utknęły w błotnistym wąwozie, a wysłany z wiadomością stangret na rozstaju dróg wybrał złą drogę, zbłądziwszy do sąsiedniej wioski, lustrzanego odbicia tej właściwej, i zawezwany ostatecznie znachór zalecił obkładanie się pilnymi dedlajnami. To dlatego wszyscy biegali potem w dziwnej malignie po łąkach i szukali owych pilnych dedlajnów, które, a był to późny październik, odleciały już dawno do ciepłych krajów. Ale kto miał o tym wiedzieć. Bo przecież nie zarządca majątku we własnej osobie, on miał na swej łysej głowie ważniejsze sprawy. Dwie kopalnie dyjamentów zbankrutowały, a kupcy z dalekiego Indochinu słali niepokojące telegramy: podobno szykuje się przewrót w pałacu, który uniemożliwi 

oraz materiałach promocyjnych wydawcy, będących często sztuką samą w'sobie

"ubrana w introwertyczną narrację opowieść wielu kobiet, które dotknął kryzys związany z urodzeniem dziecka." (...) surowy obraz codzienności umęczonej i wypartej, opisanej z wielkim literackim kunsztem. Ten tekst jest surowy, matowy, chirurgiczny jak Haneke. (...) Zazdroszczę Natalii, że wpadła na pomysł opisania tego wszystkiego przez pryzmat wizyt w centrach handlowych, które uważamy za coś nieważnego i wstydliwego. Opisanie nieopisanego i uniwersalnego jest prawdziwym zadaniem literatury i to zadanie zostało w tym tekście spełnione. Jeśli jesteście osobami, które wiedzą jak to jest obserwować rzeczywistość znad kartonowego kubka z tanią kawą w Tesco, ta książka jest dla Was.(...)" NIE, NIE JESTEŚMY. KAWA TYLKO DROGA.
I tak dalej w ten wzorek: "mocny i realistyczny obraz współczesnej Polski widzianej oczami młodych ludzi wchodzących w dorosłość:, "opis polskich przedmieść, codziennej pracy i obowiązków. Działający jak uderzenie pięścią manifest pokolenia prekariatu.(...) opowieść o kobiecym doświadczeniu, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Bezkompromisowa, mądra, do bólu prawdziwa."

Taką mam metodę krytyczną.

Zaznaczam też, że przy pisaniu powyższego tekstu nie obkładałam się pilnymi dedlajnami. Trochę było mi niedobrze, możliwe że to ten śledź albo przedwczorajszy gulasz, człowiek nigdy do końca nie wie, dopóki nie wyrzyga.

Drugą walutą spółczesnego świata jest bowiem, co nieoczywiste, współczucie, dlatego każdy kogo życie kopnie w kostkę zdobywa automatyczną nominację pisarską, wstępną przychylność systemu oraz szansę na ekranizację, a ewentualne zarzuty o formę artystyczną, może zawsze odeprzeć autentyzmem przeżyć. I tak się bawią na wystawnych kolacjach: treść bez formy i forma bez treści. Czasem ktoś oberwie zgniłym halibutem i od razu jest temat na następną książkę. Jest to oczywista głos z mojego świata w którym weryzm z zacięciem społecznym służy co najwyżej do podpierania chwiejącego się stoliczka, jako metoda która zużyła się od razu po wynalezieniu. 

Ponadto: jak może być, do stu tysięcy sfilcowanych belzebubów, opowieść ubrana w narrację. Introwertyczna opowieść wielu kobiet o najwyraźniej wspólnej jaźni. Wspaniały przyczynek do dyskursu. Wyparta codzienność - gdzie, skąd, jak, za ile. Każdy jest teraz Zygmuntem Freudem?