poniedziałek, 29 lutego 2016

Gęstość


Generyk
czyli 1) zamiennik leku z tą samą substancją nieczynną. 2) tekst wytworzony sztucznie, z zachowaną formą, o uśrednionej treści.
Tym razem kuchnia poleca: wywiad rzeka z intelektualistą w jego mieszkaniu. Przeczytasz jeden, nie będziesz musiał czytać kolejnych. Uwaga: szajba.




***
Tam był taki syfon. Mieliśmy tam taki syfon, mój brat, jego kuzyn i ja. Ten syfon był częścią mojego mitu założycielskiego. Mitu, który dopiero oswajałem. Pamiętam. Tu się grało, tu się żuło gumę. Topole, gdzie chodziliśmy szeleścić liśćmi. Myślę. Tak. Fajność. Robi mi się tam taka fajność, otwierają mi się nowe przestrzenie w głowie. Osiadłem w końcu. Mam swoją ulubioną kasjerkę w sklepie. Ona zawsze mówi "Panie Henryku, to co zawsze?' I ja jej odpowiadam "2 kg zdechłych borsuków, as usual, bejbe". Tak sobie wymiatam, bo wie pani, ja jestem piewcą tej przyziemności, której wielu z nas sobie odmawia.

Kiedy myślę, jestem jak kura. Trafia mi się ziarno mądrości i je wydziobuję.

Lubiłem ten park, wątrobę tego miasta, gdzie zawsze chodziło się podglądać rajcujące wróbelki. Nawet dla Grześka, tego Grześka, który jest okropnym cynikiem (który wyszedł tyłem z premiery "Dziadów" w 1983r.) to było niezapomniane przeżycie. A wie pani że taki wróbelek czasem ma w dzióbku dwie dżdżownice: jedną dla siebie i jedną dla żony. Taki to mały skurczybyczek umie o wszystko zadbać.   Przedtem mieszkaliśmy na Pradze i tam był stół, pod którym siedziałem, czytając. Matka zawsze mi powtarzała "zostaw Homera, bierz się za Homara", a czasem odwrotnie. Bo stygnął. One szybko stygną, wie pani? Byliśmy rodziną bogatą, ale biedną. Mieliśmy zwłaszcza dywan w pokoju. To był stary dywan, z dziurami i mchem, ale my go bardzo szanowaliśmy. Bo przypominał nam o kruchości istnienia.

Byłeś przywiązany do tego dywanu?

Niekoniecznie ad verbum (śmiech), ale tak, to był rodzaj dobrej inicjacji, mitologiczne miejsce mocy, gdzie odzyskiwałem intelektualną gęstość po zapasach z klasykami literatury światowej. Całe moje dzieciństwo jest niejako osnute wokół tego pierwszego dywanu. Czy to nie dziwne, urodziłem się tu, a nie urodziłem się tam. A inni odwrotnie. Bardzo dziwne i tajemnicze.
O to przecież chodzi w życiu. Promień światła. Autobus. Gilotyna. To nie są zwykłe rzeczy.

***
z tej serji ruwnierz:
Wywiad
Drogowskazy duszy

wtorek, 16 lutego 2016

poniedziałek, 8 lutego 2016

Koń

kliknięciem się powiększy ono










sobota, 30 stycznia 2016

Żadnych wygibasów



"Listy do córki" czyli F.S. Fitzgerald listownie hoduje (nawozi, podlewa, przycina) swoją córkę. (Nazwaną raz per "Wynik-Nieodpartego-Impulsu")(fire of my loins) Straszliwa lektura! Poza tym, mój egzemplarz (znaczy nie mój, ale pożyczony) znowu popodkreślany na śmierć. Obliczenia na marginesie (1933 minus 1921)(dwanaście!), nazwiska, adresy, wszystkie najbardziej nużące fakty wyryte ołówkiem na wieki wieków. W rezultacie w tle głównej lektury odbywa się automatyczna próba rekonstrukcji cudzego dzikiego umysłu. Nie wiem jak u innych, ale u mnie tak. Wracając zaś do książki właściwej:







Tak  będzie, obiecujemy. 



piątek, 15 stycznia 2016

Prześwit



"(...) Podlegałem magii bocznych uliczek, miejsc gdzie można uzyskać leniwy przekrój przez wszystkie stadia rozwojowe tego gatunku. Ten sam deseń, nieuchronna triada w składzie: zaskoczone, opalone dzieci w epicentrum swojego dzieciństwa; babcia, wolno pełznąca poboczem (jej pełne obowiązków życie powoli zbliża się ku końcowi, ale nie może go doścignąć) oraz nieunikniony adolescent na motorowerze.

Dzikie chaszcze z pasją zastały wszystko. Kogo jeszcze spotkam. Obowiązuje transport rowerowy. Hałda albo wysypisko popiołu. Za nią jakby pół ciężarówki. Małe domki dorobione do mniejszych domków na różne chałupnicze sposoby. Drewniane przybudówki w kolorze trującego błękitu – także mające prawo do szczęścia. Czas się tu nie zatrzymywał – czasu tu nigdy nie było. Stosy drewna zapobiegawczo gromadzone na zimę. Cała moja historia – tu, na tej kupie. Niosący ulgę prześwit w dalekim zagajniku. I dwa bezpańskie psy (czarny i łaciaty) – formalni właściciele tego burdelu."